sobota, 11 lutego 2017

Rozdział XXXII - Super szczur



Percy zamknął oczy i odchylił się na przednim siedzeniu. Nie miałam zbytnio ochoty na słuchanie radia, więc nie włączałam odbiornika. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, a zarazem było tam tak cicho... Dokonaliśmy tego. Nie miałam pojęcia jak... Cały stres zamazywał moje wspomnienia, jakby należały do kogoś innego. Prawie tak sam czułam się, gdy w końcu trzymała w palcach dowód uprawniający mnie do kierowania pojazdem. Jak tego dokonałam? Pamiętam tylko stres. Obezwładniający strach. Nie miałam pojęcia, że zwykły egzamin może tak działać na człowieka. Dzwoniły mi zęby, zalewała fala gorąca i zimna. Udało mi się. Ale jak? Jakim cudem wyszliśmy z tego cało i niezauważeni? Musieliśmy coś pominąć.
Wiedziałam, że chłopak nie śpi. Chciałam z nim porozmawiać na kilka tematów, jednak nie wiedziałam jak zacząć konwersację. Z mojej głowy w mgnieniu oka wypadła cała poprzednia godzina. Byłam z Jacksonem sam na sam, pewna, że jutro policja nie zapuka do drzwi mojego ojca. Nie myślałam teraz wyłącznie o czarnej robocie. Mogłam spytać go o wszystko. Ale jak zacząć? Bo "Hej, o co pokłóciłeś się trzy lata temu ze dziewczyną, w której byłeś bez pamięci zakochany?" albo "Czy Leo się z kimś spotykał, gdy mnie nie było? Nie żebym była zazdrosna czy coś." nie wydawało mi się odpowiednie.
Wcisnęłam hamulec i po chwili sprzęgło, a samochód delikatnie stanął przed przerywaną linią na czerwonym świetle. W mroku budynku, po prawej stronie, biegł jakiś mężczyzna ze słuchawkami na uszach. Nie przepadałam za bieganiem w mieście, bo wszyscy mogli mnie widzieć i wysyłać pod moim adresem komentarze. A to nie jest miłe. Zacisnęłam palce na kierownicy i zagapiłam się w punkt przede mną. Wracamy z misji, na której ukradliśmy kilkadziesiąt ściśle chronionych akt, a moje myśli krążyły wciąż wokół tego, jak zagadać Jacksona, by nie zranić jego uczuć i wyciągnąć z niego informacje, których potrzebowałam. Nie, to źle zabrzmiało. To nie było dochodzenie. Nie przeprowadzałam nad nim badań, jak w przypadku Lisette.
Ciepła ręka dotknęła mojego ramienia, a ja podskoczyłam. Percy posłał mi leniwy uśmiech i oznajmił:
— Kenz, jest zielone. Możesz jechać.
Rzuciłam spojrzenie na sygnalizator. Faktycznie, faza była otwarta, a ja siedziałam zagapiona w punkt, który nie istniał jak ostatnia idiotka. Moje policzki pokrył rumieniec, gdy wymamrotałam "Okay" i delikatnie puściłam sprzęgło, dodając gazu. Gdy zmieniłam bieg na dwójkę, Percy w końcu się odezwał.
— Jesteś nieco rozkojarzona. Rozumiem, że jesteś zmęczona, ale raczej nie wyglądasz na kogoś, kto ma ochotę zasnąć.
To prawda. Byłam całkiem przytomna i rozbudzona. Zbyt rozbudzona. Wzruszyłam ramionami i odpowiedziałam:
— Kiedy uczyłam się prowadzić, mój instruktor zauważył, że czasami się za kierownicą wyłączam. Jakbym nie myślała, tylko robiła wszystko z automatu. Mogłam zwalić to na te cholerne ADHD, tak samo jak to, że auto ciągle mi gasło. — Pokręciłam głową, chcąc oddalić wspomnienie nie zawsze udanych jazd. — Ale kiedy mam dużo do przemyślenia, wolę nie wsiadać do auta sama. Bo się wyłączam i nie kontaktuję. A myślenie nie boli.
— Przypuszczam, że nie chodzi tutaj o Lisette — mruknął, posyłając mi spojrzenie spod przymrożonych powiek. Kiwnęłam powoli głową, zatrzymując się przy kolejnym sygnalizatorze. Czułam się nieco niezręcznie. Nie rozmawiałam z Percym często, gdy byłam w Obozie. Uczył mnie walki, samokontroli i innych pierdół, które miały mi się przydać. Czułam, że pocą mi się ręce na kierownicy. On chyba to zauważył. — Jeśli chcesz o coś zapytać, nie krępuj się.
— Chcę się dowiedzieć o wielu rzeczach, tylko sama nie wiem, jak mam to sformować, by to mało jakikolwiek sens — mruknęłam i ruszyłam. Percy odezwał się dopiero wtedy, gdy wrzuciłam trzeci bieg.
— Co chcesz wiedzieć o Leonie? — zapytał, nieco rozbawiony moją zakłopotaną miną, którą przybrałam, gdy usłyszałam, co powiedział. Jezu, to aż tak strasznie było widać? Chłopak roześmiał się, co mnie podenerwowało.
— Jesteś zazdrosna, Kenz?
— Niby o co? Przecież nie mam pojęcia, co działo się w jego życiu przez trzy lata. Jak mogę być zazdrosna o coś, o czym nie mam pojęcia?
Percy wyciągnął się na fotelu jak kot. Czekałam, aż zacznie mruczeć zadowolenia, a ja wtedy gwałtownie się zatrzymam i wyrzucę go. Będzie bieg za samochodem tak długo, aż straci ochotę na żarty. Podparł głowę rękoma i powiedział swobodnie:
— Fakt, ty nieźle ukrywasz zazdrość. To Leo ma z nią problemy. Biedny Matt. — Wyszczerzył się i kontynuował. — Nie chciał mnie nawet z tobą puścić. Twierdził, że raz byłaś mną zauroczona, więc dalej możesz coś do mnie czuć.
Szarpnęłam nieco kierownicą, zaskoczona jego słowami. Leo... co? Już sama wiadomość, że nie chciał ze mną puścić Jacksona była nieco dziwna, ale powód bił rekordy niedorzeczności. Tym bardziej, że był prawdziwy. Oczywiście nie to, że stracę głowę dla Percy'ego, tylko to, że faktycznie mi się kiedyś podobał.
— To prawda, Kenz? Straciłaś dla mnie głowę w Obozie Herosów?
— Nie pochlebiaj sobie tak — mruknęłam, redukując bieg. — Nie będę zaprzeczać, że kiedyś byłam tobą zauroczona. Imponowałeś mi. Dawałeś poczucie bezpieczeństwa. Podziwiałam cię. Ale szybko mi przeszło. A potem...
— ... pojawił się Leo — dokończył za mnie Percy, z głupkowatym uśmiechem na twarzy. Jak Boga kocham, miałam ochotę pomóc połknąć mu wszystkie zęby. Kiwnęłam głową niemal niezauważalnie. — Kiedy sobie uświadomiłaś, że zaczęłaś do niego czuć coś więcej, niż przyjaźń?
— Ja... nie zastanawiałam się nad tym. Gdy po raz pierwszy nasze oczy się spotkały, to było coś w rodzaj więzi, która się między nami wytworzyła. Lubiłam go, rozumiał mnie jak nikt inny. Nie traktował mnie jak kalekę i nie skakał wokół mnie, gdy zadrasnęłam się mieczem, bo byłam niemową. — Tutaj posłałam mu spojrzenie mówiące: "Tak jak ty, Jackson". — Okropnie bolało, gdy nadszedł koniec wakacji i musiałam go opuścić. Czasami na lekcjach i podczas wizyt Demeter patrzyłam na zegarek i myślałam, co on może teraz robić. Nie wiem, kiedy dokładnie się to zaczęło... Może podczas świąt, gdy straszył mnie, że Festus mnie zje. Albo fakt, że pamiętał zapach moich perfum. Nie wiem. Wiem tylko tyle, że gdy matka powiedziała mi, że zabiera mnie do Demoforta, chciałam do niego pobiec i jednak mu powiedzieć. Groziła, że jeśli to zrobię, zrobi mu krzywdę. Nawet odebrała mi ostatnie pożegnanie. Wtedy pękło mi serce. Codziennie czułam gorycz i smutek, który usilnie maskowałam. Myślałam o nim nawet wtedy, gdy Demofort mi się oświadczył. Robiłam wszystko, byle uchronić Leona. Nawet za cenę własnego szczęścia. A potem on wparował z tą swoją wodą z rzeki Lete, pocałował mnie, odurzył i porwał. Resztę historii już znasz.
Percy był lekko zakłopotany. Szczerze powiedziawszy, ja też. Słowa po prostu się ze mnie wylewały, a ja tego nie kontrolowałam. Mówiłam, to co czuję. Nikomu wcześniej, prócz własnemu ojcu, nie zwierzałam się z tej sprawy. Gdy znów stanęłam za światłach, spojrzałam na chłopaka, który siedział cicho. W jego pięknych, morskich oczach czaił się jakiś rodzaj smutku. Zastanawiał się, czy wyjawić jej powód. Nie skierowałam wzroku na drogę, a po chwili do moich uszu dobiegły jego ciche słowa.
— Oszalał z rozpaczy, kiedy odeszłaś. Nie było z nim tak źle nawet wtedy gdy Demeter cię porwała. Wtedy miał zajęcie: za wszelką cenę cię odnaleźć. I przynajmniej z nami rozmawiał. Tym razem było inaczej. Siedział całe dnie w Bunkrze 9 i słuchał płyty, którą dałaś mu w prezencie na Gwiazdkę. Nie miał nadziei, że jeszcze cię zobaczy. Zamienił się w cień samego siebie. To było... okropne. Odkąd go poznałem jako piętnastolatka, był nieco nadpobudliwy, opowiadał kiepskie żary, ale jego obecność sprawiała, że wszyscy czuliśmy się nieco lepiej, zwłaszcza na pokładzie Argo II. Raz nawet uciekł w alkohol, ale potem mówił, że nic mu to nie dało. Widział nawet twoją twarz, gdy był upojony procentami. — Ktoś za mną uderzył w klakson, a ja skupiłam się na drodze, zrywając kontakt wzrokowy z Percy'm. — Iris przejęła Obóz i nakazała mi z nim coś zrobić. Więc namówiłem go na walkę. Nawet się nie bronił. Sprałem go na kwaśne jabłko, a jemu nawet to się podobało. Musiałem go błagać, by zjadł trochę ambrozji, by złamany nos się zrósł. — Zaśmiał się gorzko. — To było chore, co się wtedy z nim działo. Ból sprawiał mu przyjemność. Po tygodniu nerwy mi puściły. Tym razem nie tylko go biłem, ale wygarnąłem mu wszystko w twarz. Wielki Pogromca Gai, który włada ogniem i dokonał rzeczy niemożliwych, został złamany przez dziewczynę. Że jest żałosny i gdyby ona go teraz zobaczyła wyśmiała go by i czuła niechęć. Że był tak słaby, że nie potrafił o nią zawalczyć. To i jeszcze parędziesiąt innych świństw. Byłem... nieco zbyt brutalny. Ale podziałało. Po kilku dniach Leo pojawił się na śniadaniu i poprosił o misję. Porwał się na coś niebezpiecznego, przez co mógł zginąć. Pamiętam, jak Piper płakała u moich stóp i błagała, żebym z nim pojechał, bo nie mogła go drugi raz stracić. Po tej wyprawie, którą ledwo przeżył, coś się wydarzyło. Jakby zaczął nowy, mroczny rozdział. Zaczął intensywnie trenować, przyjmował misję i wyprawy bez zmrożenia oka. Sprowadzał nowych herosów z drugiego końca kontynentów. Oddawał się całym sercem Obozowi. Był ostoją dla Piper, gdy rozstała się z Jasonem. Ah, i dziewczyny za nim szalały — dodał, zerkając na mnie niepewnie, jednak ja przyjęłam nieprzeniknioną maskę. — ale on grzecznie każdą odtrącał. Jedyna, która była przy nim blisko, to Piper. Co ciekawe, odrzucenie wcale im nie przeszkadzało, by go adorować. On jakby tego nie widział. Nie chodził na ogniska. Gdy go zapytałem drugiego lata, dlatego, wzruszył tylko i powiedział, że nie chce, by wspomnienia ożyły. Nawet Lisette nie potrafiła sprawić, by zapaliły się ogniki szaleństwa w jego oczach. Tylko ty tego potrafiłaś dokonać. Gdy stoisz przy jego boku, całkowicie się zmienia. Wtedy wierzy, że potrafi wszystko.
Znienawidziłam łzę, która potoczyła się po moim policzku. Otarłam ją z gniewem, po tym zaczęłam twardym głosem i beznamiętnym głosem. Miał sprawiać wrażenie, ze ni czułam rozdzierającego bólu. Jakby szwy, którymi zszywałam swoje serce nieprzerwanie od kilku lat, nie pękły w ciągu pięciu minut.
— Myślisz, że mi było łatwo? Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju i nic nie jadłam. Byłam odwodniona, na skraju popadnięcia w problemy żywieniowe. Tata musiał błagać mnie, bym coś zjadła. Dopiero jego łzy mnie do tego zmusiły, a od kiedy pamiętam, on nigdy nie płakał, chyba ze z dumy. Nie odzywałam się przez dwa tygodnie. Musiałam zmienić szkołę i miejsce zamieszkania. Nauczyć się mówić, bo gdy tylko opuściły mnie błogosławieństwa, moje gardło paliło, a struny były nieprzyzwyczajone do mówienia. Po kilka godzin spędzałam nad książkami i czytałam na głos. Miałam indywidualne nauczanie. Sesje z psychologiem. Rozważaliśmy nawet zakład zamknięty na jakiś czas. Byłam wrakiem. Nie potrafiłam się podnieść przez pół roku. Dopiero tata mną potrząsnął i kazał zacząć o siebie dać. Bo to, że nadal byłam otoczona Mgłą, nic nie zmieniało. Ciągnął mnie za sobą siłę na siłownie. Zapisał na lekcje jogi i wushu. I szermierkę. Przez pół roku prawie z anorektyczki wpędziłam się w nadwagę, bo zajadałam stres stertą słodyczy. Było ze mną źle. Bardzo źle. Czułam się tak, jakby ktoś pozbawił mnie połowy serca. I wiesz co? To była prawda. I tym ktosiem byłam ja. To bolało najbardziej, choć nie tak, jak świadomość, że złamałam serce Leonowi. Nie było dnia, bym nie myślała o nim i o tym, że popełniłam błąd, odchodząc. Wiedziałam, że na niego nie zasługuję. A twoje słowa tylko to potwierdziły.
— Nie myśl tak... — zaczął chicho, dotykając mojego ramienia. Otarłam gniewnie łzy i cichym, łamiącym głosem poprosiłam:
— Nie mów mu o tym, co powiedziałam. Kiedyś przestanę być super szczurem* i może w końcu odważę mu to powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze nie...
Percy pokiwał głową ze zrozumieniem. Pochlipałam jeszcze chwilę, po czym zaczęłam z wahaniem, ale tylko dlatego, by odciągnąć myśli nas dwojga od mojego związku z Leonem. Jeśli ten kiedykolwiek istniał.
— Mogę cię jeszcze o coś spytać?
— Jasne.
— Jeśli to cię urazi albo nie będziesz chciał o tym mówić, zrozumiem. Nie chce być nachalna. Ale czuję, że muszę wiedzieć. O co pokłóciliście się z Annabeth tamtego lata? Taka wielka miłość nie mogła skończyć się z mrugnięciem oka...
Percy westchnął i przymknął oczy. Byłam pewna, że nie odpowie. Nie miałam mu tego za złe. Ukradkiem wytarłam zbłąkaną łzę ze swojego policzka. Wysłałam mózgu polecenie: przestań. Za dużo już łez wylałam.
— Tego dnia, kiedy twoja matka cię porwała, Rachel odzyskała ducha Delf. Wygłosiła przepowiednie w obecności mojej i Chejrona. Apollo wrócił na Olimp i ktoś musiał się za nim wstawić. A ja się spostrzegłem, że cię nie ma. Byłem pewny, że poszłaś do Leona. Obudziłem go, ale on nie wiedział, gdzie jesteś. Zaczęliśmy cie szukać, bez skutku, więc wróciliśmy i zajęliśmy się Rachel. Annabeth dowiedziała się dopiero o dziesiątej o tym, co się stało. I trochę bardzo się wściekła. Uważała, że powinienem pójść do niej jako pierwszy, a nie cię szukać po ciemku. Trochę się posprzeczaliśmy, ale Leo jakoś to złagodził. Nie potrafiliśmy ze sobą znów zacząć rozmawiać, tak, jak dawniej. Po jakimś tygodniu znów się posprzeczaliśmy... o ciebie. — Tutaj drgnęłam zaskoczona, ale starałam się skupić na drodze. — Annabeth uważała, że marnujemy czas cię szukając i powinniśmy się skupić na Rachel i przepowiedni. To, że się z nią nie zgodziłem, to mało powiedziane. Padły bardzo nieprzyjemne słowa, brudy, które przez taki długi czas ukrywaliśmy oboje. Ona uważała, że czasami jestem po prostu głupi a ja odpowiedziałem, że ceni się zbyt bardzo niż tak naprawdę jest warta. I tak to się zakończyło.
— Przykro mi — powiedziałam szczerze. Bolało mnie to, że miałam na sumieniu czyiś związek. — Pogodziliśmy się?
— Nie. Nigdy więcej ze sobą nie rozmawialiśmy dłużej, niż to było konieczne. Kochałem ją, naprawdę. Ale jej chłód i pogarda powoli to we mnie wykorzeniały. Wiesz, że teraz, gdy spotykamy się na kampusie, udaje, że mnie nie zna? Z najbardziej znanej pary staliśmy się dla siebie obcymi ludźmi
— Ale ty wciąż ją kochasz? — spytałam cicho.
— Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. — Cytat Jonathana Carrolla dodatkowo mnie dobił. Percy uśmiechnął się smutno i spytał mnie cicho. — A czy ty nadal go kochasz?
— Nie ma maski, która mogła długo ukryć miłość tam, gdzie ona jest, ani udawać ją tam, gdzie jej nie ma — również zacytowałam, tylko że Francois'a de la Rochefoucaulda. Zbliżaliśmy się o Obozu. Za dwie minuty będziemy w domu i miałam świadomość tego, że gdy zgaszę silnik, cały nastrój do zwierzeń minie. Dlatego spróbowałam jeszcze raz. — Powinieneś z nią pogadać, Percy. Największą zbrodnią jest zabić miłość. Nie popełniaj mojego błędu.
Percy posłał mi długie spojrzenie, od którego ciarki przeszły mi po plecach.
— A kiedy ty mu się w końcu przyznasz?
Zaparkowałam pomiędzy dwoma innymi furgonetkami i zgasiłam silnik. Chwyciłam plecak leżący za moim siedzeniem i uśmiechnęłam się gorzko do Percy'ego.
— Czas wrócić do pracy.
Wszyłam z samochodu. Jeszcze dług czułam na plecach jego spojrzenie. Odetchnęłam rześkim powietrzem. Zaczęło świtać. Złotawa łuna zaczęła malować na niebie parodię tęczy, gasząc miliard gwiazd. Ptaki śpiewały, budząc ze snu cały las i gratulując, że udał nam się przetrwać ciemną noc.
Kolejny dzień, a ja wiąż uciekam. Ciekawa jestem, kiedy przestanę być takim super szczurem i w końcu przyznam się przed samą sobą...
Nie dziś. Ani nie jutro. Mam dużo pracy. To może poczekać.


□ 

* Nawiązanie o "Śniadania do Tiffaniego". Holy nazywała wszystkich mężczyzn, na których się zawiodła, szczurami. Ci szczególnie znienawidzeni zyskali miano super szczura.


Percy, który jest poważny. Suprise, suprise.

Jak to pisałam, strasznie mi było szkoda Leona. I byłam wściekła na Mackenzie. Mimo, że ona też cierpiała, nie robiła praktycznie nic prócz użalania się nad sobą. I wierzcie lub nie, ale sprawiedliwość nadejdzie.

I będzie bolało.

1 komentarz:

  1. Czy tylko ja mam wrażenie, że Mackenzie może umrzeć? Czy ja mam jakoś już paranoje odnośnie bohaterów? Może dlatego, że zawsze wszyscy uśmiercają postacie, które polubię. Mam nadzieję, że ty tak tu nie zrobisz.
    Rozdziały ciekawe i trzymające w napięciu. Jestem zaintrygowana tym czego dowiedzą się z akt i kim tak naprawdę okaże się Lisette.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis