sobota, 28 stycznia 2017

Rodział XXX - Kobieta więcej mówi gestem, niż słowem.



Zachowywała się dziwnie. Unikała mojego wzroku, a kontakt fizyczny ograniczyła do minimum. Gdy mieliśmy ćwiczyć w parach na arenie, podeszła i poprosiła Percy'ego, a nie mnie. Patrzyłem na jej plecy, gdy z gracją poruszała się i uskakiwała przed ciosami chłopaka. Po kilku zbyt długich sekundach obserwowania jej sylwetki, dostałem płaską częścią miecza w ramię od Piper, która mruknęła przez zaciśnięte zęby "Weź się w garść". Nie miałem innego wyboru, jak zająć się własnym treningiem.
Rozumiem, że może czuje się zbyt osaczona. Przybita. I zaniepokojona. Może chcieć odrobiny spokoju. Wczoraj, gdyby hałas mnie nie obudził, Liz naprawdę mogłaby coś zrobić Mackenzie. Zresztą, gdyby ściskała lekko za jej szyję, to dziewczyna nie miała by sińców i nie musiałaby ukrywać nieudanej próby morderstwa. Jeśli chciała sobie wziąć dzień wolny — czemu mi nie powiedziała? Czemu zachowywała się tak, jakby mnie unikała. Wróć, ona mnie unikała. Minęła niecała godzina treningu, a ja już byłem tego pewny.
Dostałem w twarz od Piper. Potarłem piekący policzek, dodatkowo dostając nagnę wzrokową : "Czy możesz się w końcu ogarnąć?". Westchnąłem, po raz kolejny postanawiając, że skupię się na treningu i nie dam następnej szansy na triumf mojej partnerki. Lecz nic nie mogłem poradzić na to, że moje myśli zaprzątała Lisette. Nie wiedziałem, jak jej pomóc. I od czasu do czasu w mojej głowie odzywał się cichy głos Mackenzie, brzmiącym tak, jakby przełykała łzy: "Ona mnie nienawidzi. Akceptuje tylko ciebie". Choć wmawiałem sobie, że to nie jest prawdą, w głębi duszy wiedziałem, że ma rację. Nie mogę opuścić Lisette ani na krok. Spojrzałem przez ramię na Mackenzie i Percy'ego. Chłopak w pewnym momencie zaszarżował, ale upuścił miecz. Zdezorientowana dziewczyna stanęła, nie wiedząc jak zareagować, gdy jej partner biegł pochylony prosto na nią. Złapał ją w pasie i przerzucił przez ramię. Miecz wypadł jej z ręki, a ona śmiała się i wyzywała go od najgorszych, tłukąc po plecach. Poczułem ciepły ogień, liżący mój żołądek. Jackson był moim przyjacielem, ale w tym momencie miałem ochotę go zabić.
Jakby usłyszawszy moje myśli, syn Posejdona zwrócił ku mnie swoją głowę. Widząc mój wzrok, przestał się szczerzyć jak wariat i postawił Mackenzie na ziemi. Kiwnąłem niezauważalnie w jego stronę i skupiłem całą uwagę na Piper, która dostawała jakiegoś ataku, bo nie poświęcałem jej należytej uwagi.
Wkrótce zabrzmiał gong i ćwiczenia się zakończyły. Percy bawił się swoim mieczem, trzymając pod pachą hełm i opowiadał coś Mackenzie. Szli w moją stronę, jednak udałem, że ich ignoruje. Piper posłała w moją stronę spojrzenie z kolekcji "Zrób coś ze sobą, baranie" i pokręciła zrezygnowana głową. Posłałem w jej stronę zawadiacki uśmiech, a ona prychnęła. W tym czasie Percy i Kenzie znaleźli się przy mnie. Dziewczyna posłała w stronę Jacksona ciepły uśmiech, od którego załaskotało mnie w brzuchu. A potem jej oczy zwróciły się na mnie. Jej uśmiech nieco przygasł i pojawił się w nim pewien nowy szczegół. Spojrzała potem na swojego partnera do ćwiczeń i znów na mnie. Zmarszczyłem brwi, nie wiedząc o co jej właściwie chodzi. Mackenzie, widząc ten gest, westchnęła. Naprawdę nie mam pojęcia, czemu dziewczyny sądzą, że faceci powinni czytać w ich myślach. Czy wyglądam na dziecko blondasa z lirą?
— Porozmawiaj z nim. Teraz — zwróciła się w moją stronę. To nie był rozkaz, tylko prośba. Kiwnąłem głową, a Mackenzie chwyciła pod ramię Piper i razem się oddaliły. Percy, nieco zdziwiony, nie tracił dobrego humoru.
— Jeśli zamierzasz mnie pobić, to uprzedzam cię, że nie jestem takim mięczakiem jak Matt.
Moje usta rozciągnęły się w nikłym uśmiechu.
— Nie o to chodzi — odpowiedziałem, obserwując, jak arena pustoszeje z obozowiczów. Wkrótce zostaliśmy sami, a ja rozpocząłem zasadniczą część gorzkim tonem. — Mackenzie twierdzi, że powinna wybrać się do zakładu po akty Liz. To, co znalazła w internecie, jest niewystarczające. Chce faktów.
— I chcesz, żebym pojechał z nią?
— Nie, nie chce, żeby pojechała z tobą. Jedź sam, ale jej w to nie mieszaj. Mimo tego, że stanowczo jej zabroniłem, ona się uparła i chce to zrobić.
Uśmiech Percy'ego nieco przygasł. Spojrzał na mnie uważnie, po czym zapytał zupełnie poważnie:
— Czemu nie chcesz, by ze mną pojechała? Tylko nie kręć, że to jest zbyt niebezpieczne. Interesuje mnie prawdziwy powód.
Zgrzytnąłem zębami. Widziałem, jak trybiki w mózgu Jacksona obracają się coraz szybciej i szybciej, i wkrótce wpadnie na to, o co mi chodziło. Uznałem więc, że nie należy się namyślać nad dobrym kłamstwem i powiedzieć prawdę.
— Kiedyś podobałeś się Mackenzie — palnąłem, zanim zdążyłem się rozmyślić. Widziałem jak szok wpływa na twarz Percy'ego. Zwilżył sobie usta językiem.
— Serio? — spytał, a potem westchnął i przeczesał palcami włosy. — Skąd to wiesz? Powiedziała ci?
— Nie. Ale była i jest jedną z najbliższych mi osób. Potrafiłem to wyczuć, bo zbyt dobrze ją znam.
Zrozumienie wpłynęło na twarz chłopaka. Jego miecz skurczył się do postaci długopisu, który on schował w kieszeni swoich spodni.
— Teraz wiem, o co ci chodzi. Posłuchaj Leo: nie czuję nic do Mackenzie. Jest dla mnie jak siostra.
— Właśnie widziałem — mruknąłem. Ja też na początku traktowałem ją jak siostrę. Jak swoją młodszą, rodzoną siostrzyczkę, którą należy chronić od niebezpieczeństw i pilnować, by nie stała jej się krzywda. Dodatkowo należało ją po bratersku wspierać na duchu, by nie poczuła zbytniego ciężaru, dowiadując się o swojej prawdziwe naturze. W tamtych czasach nie mogłem się w niej zakochać. Budziła litość i przywiązanie, jak słodki szczeniaczek, którego musisz zaadoptować, bo inaczej zwiędniesz z tęsknoty. Oczarowywała swoją niewiedzą. Percy zmarszczył brwi, słysząc mój kwaśny ton.
— To na treningu? Zachowywała się przecież tak jak zwykle. Zbyt bardzo się przejmujesz szczegółami. Widzisz flirt tam, gdzie go nie ma. Skoro Mackenzie chce ze mną jechać, pozwól jej bo i tak to zrobi. Znasz ją: jak czegoś chce nie przebiera w środkach, by to osiągnąć. Załatw nam tylko plan budynku, a my odwalimy czarną robotę. A teraz muszę lecieć.
Klepnął mnie pokrzepiająco w ramię. Patrzyłem jak odchodzi i zamiast do Wielkiego Domu czy Pawilonu Jadalnego, skierowałem się do Bunkra 9. Potrzebowałem rady i na myśl przyszła mi jedna osoba. Nawet spacer nie pozwolił mi na oczyszczenie z trapiących mnie myśli. Plątały się w mojej głowie, zawiązywały w słupy, których nie potrafiłem rozplątać. Zazwyczaj radziłem sobie sam. Ale tu chodziło o jej bezpieczeństwo.
Bunkier był pusty. Wszyscy byli na śniadaniu. Upewniwszy się, że na pewno nikogo nie ma, ryknąłem w puste pomieszczenie, a mój głos odbił się echem.
— AFRODYTO!
Pojawiła się po chwili w zwiewnej sukience poprawiając włosy. Gdy spojrzała na moją zachmurzoną minę, uśmiechnęła się serdecznie. Zdawała się nie zdziwiona tym, że po raz pierwszy i ostatni ja wezwałem.
— Płomyczku! Jak tam, skarbie?
Bogini miała w zwyczaju używać zbyt dużo czułych słówek w jednym. Czasami było to irytujące i od razu napełniało mnie niechęcią. Zaczynałem żałować, że w przypływie słabości ją wezwałem. Teraz nie mogłem ją spławić. Utopiłaby mnie w swoich ulubionych perfumach, gdybym tylko spróbował.
— Wiesz przecież. Jestem twoim ulubionym serialem.
— Fakt. Ostatnie odcinki były niezwykle emocjonujące. Szczególnie ten sprzed dwóch dni — zachichotała Afrodyta. — Jestem pewna, że gdyby nie Juliet , Mackenzie zdarłaby z ciebie ubrania.
Przez krótką chwile taki obraz nawiedził moje myśli. Zrobiło mi się gorąco w okolicy kołnierzyka i szybko przywołałem się do porządku. Afrodyta przyglądała się mi spod przymrożonych powiek, co było nieco niepokojące. Była rozbawiona, a mnie nawiedziła przerażająca myśl, że być może potrafi czytać w myślach.
— Więc czemu się tak zachowuje? Czemu udaje, że nic po między nami nie ma? Czemu się tak upiera, by pojechać do tego zakładu? Czemu jest taka zimna w stosunku do mnie? Jej słowa mówią co innego, a usta co innego. Czemu dziewczyny są tak skomplikowane?
Najstarsza z Olimpijek obserwowała mój wybuch z uśmiechem pełnym rozbawiania i zaciekawienia. Nie podobał mi się te wzrok. Ogólnie bogini wywoływała we mnie sprzeczne uczucia, gdy temat robił się zbyt poufały. Ale potrzebowałem rady. Zwróciłbym się do Piper, ale wiedziałem, ze jej stosunek do Mackenzie zmienił się całkowicie od zakończenia II Wojny Trojańskiej. Nie chciało mi się tłumaczyć jej wszystkiego od początku, a jej matka wiedziała wszystko. Bo byłem jej ulubionym serialem.
— Kobieta gestem mówi więcej niż słowem, kochany — mruknęła, odrzucając włosy z ramienia na plecy. — Jak już powiedziałam, sama bym cię wzięła, ale wasza relacja jest taka zabawna, że sobie odpuszczę. Lubię na was patrzeć. Więc dam ci radę. Postaw się w sytuacji siedemnastoletniej dziewczyny z bogatego domu, której ojciec jest szefem jednej z największych korporacji dostarczającym kwiaty do najbardziej luksusowych hoteli na świecie. Jesteś teraz Mackenzie. Jakbyś się czuł, gdyby wepchnięto cię do świata herosów, kazano walczyć, mówiono, że musi się postarać przełamać czar. I dodatkowo matka, której nigdy nie znała i sądziła, że nigdy nie ujrzy na oczy, okazała się być starożytną boginią roślin i owsianki. Odchodzi na rok szkolny i uświadamia sobie, że choć był strasznie i prawie zginęła, to miło było poznać roztrzepanego Latynosa, który się o nią troszczył, po czym boleśnie odczuwa jego brak. Niedługo później nawiedza ją matka i zmusza do jej ochrony przez zawarcie małżeństwa z bogiem, którego nie kocha, nawet nie zna! A ona sobie uświadamia, że czuje to coś do innego mężczyzny. I wini się, że ryzykuje dla niej życie. Że inni giną. To ją przerasta. Ale jednak wraca, by mu pomóc. Kapujesz teraz?
Przez cały wywód Afrodyta mówiła bardzo szybko, a ja z moim ADHD zupełnie na nią nie nadążałem i zgubiłem się przy "Sama bym cię wzięła.". Pokręciłem więc głową, a ona westchnęła i potarła sobie skronie. Co ja poradzę, że kobiety są tak skomplikowane? Tym bardziej, że pod słowem rada kryło się dla mnie zupełnie inne pojęcie. Chciałem dostać listę z punktami, co mam zrobić, w jakiej kolejności i odstępie czasowym.
— Leo? — odezwał się zdziwiony głos za moimi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak Piper patrzy to na mnie, to na swoją matkę. W końcu warknęła w moją stronę. — Co ONA tutaj robi?
— Ciebie też było widzieć, córciu — nadąsała się Afrodyta. Piper poczerwieniała i zacisnęła pięści. Afrodyta wzruszyła ramionami i zeskoczyła ze stolika, na którym siedziała. Poprawiła którą sukienkę i zwróciła się do mnie. — Do następnego razu, Płomyczku.
I zniknęła. Piper popatrzyła na mnie zdezorientowana, po czym wypluła jedno słowo.
— Płomyczku?
Odwróciłem się i udałem, że porządkuje papiery w szufladzie. Ale jak zawsze był u taki syf, że i tak nic to nie dało. Czułem, jak szok opuszcza umysł mojej przyjaciółki i zastępuję ją złość. To było prawie namacalne. Mimo tego, że stała kilkadziesiąt metrów ode mnie.
— Czekałam na ciebie przy wejściu do areny — zaczęła cicho, ale z każdym jej kolejnym zdaniem głos stawał się silniejszy.— Ale wyszedł tylko Percy. I tak, wszystko słyszałam. Uznałam więc, że poszedłeś do Bunkra i poszłam za tobą, bo prawdopodobnie zrobisz rozgoryczony jakieś głupstwo. I co zastałam? Jak romansujesz sobie z moją matką! Nie masz dość kłopotów?
Nie odezwałem się. Piper powoli osiągała poziom nerwicy gody samej Juliet — zrobiła się czerwona na policzkach i czole, a jej twarz była sina.
— Czemu nie pozwolisz Mackenzie sobie pomóc? Stara się jak może, spiskując z tobą, a ja nawet nie chce wiedzieć o czym. Nie chce się w to mieszać. Ale może przestałbyś być takim cholernym zazdrośnikiem, co?
— Dasz mi spokój, Pipes? Jak powiedziałaś, tak zrób. Nie mieszaj się w to. I nie jestem zazdrosny, tylko próbuję ją chronić.
— Jasne — warknęła. — A ona próbuje chronić ciebie i wylądowaliście tam, gdzie jesteście. Powiedzieć ci coś? Jesteś zazdrosny, ale nie o innych mężczyzn. Jesteś zazdrosny, bo Mackenzie ruszyła do przodu, a ty nadal tkwisz w tym bagnie. I tak jest odkąd Kalipso cię zostawiła.
Odwróciłem się gwałtownie. Moja przyjaciółka nie była tak wściekła od czasu... Nie pamiętam ostatniego razu. A ja za to wściekłem się na nią, że ona się wścieka. Nie lubiłem, jak ludzie odzywali się na temat, o którym mieli tylko pobieżne pojęcie. Gdy Juliet wypowiadała się na temat Lisette lub Matt o charakterze mojej znajomości z Mackenzie. Nie podejrzewałem jednak, że moja najlepsza przyjaciółka również okaże się ignorantką.
— Kalipso to przeszłość. Ty nadal tkwisz w tym bagnie, zwanym Jasonem.
— Przeszłość? — prychnęła, jakby nie zauważyła mojej uwagi na temat jej byłego chłopaka. — Tak, stała się nią. Ale to nie dlatego, że byłeś tak silny i przetrwałeś to porzucenie. Byłeś zrozpaczony. Sam nie dałbyś sobie rady. Ale wiesz, kto ci pomógł? Mackenzie. I fakt, złamała ci potem serce, ale nie dostrzegasz tego, jak na ciebie wpłynęła. I nie dostrzegasz tego, że gdyby nie ona, nadal snułbyś się jak duch i wzdychał do Kalipso. A potem do kolejnej dziewczyny. I kolejnej. Byłeś kochliwy, Leo. Pamiętasz Choine? Wtedy dopiero wpadłeś. Zakochałeś się w Mackenzie i odtąd nie spojrzałeś na inną dziewczynę. Ale jeśli Kenz wysyła ci komunikat, że to koniec, pogódź się z tym.
Zacisnąłem zęby i znów odwróciłem się do niej plecami. Chwila napięcia wciąż trwała i cisza się przedłużała. Oczami wyobraźni widziałem, jak zrozumienie wpływa na twarz Piper.
— Mój Boże — wyszeptała słabo. — Chyba, że nie powiedziałeś mi wszystkiego... Całowaliście się?
Nie odpowiedziałem, czując, jak gorycz zalewa moje serce. Nie potrafiłem wydobyć z siebie żadnego głosu. Ręka mojej przyjaciółki znalazła się na moim ramieniu i dziewczyna odwróciła mnie do siebie. Spojrzała na mnie twardo tymi tęczówkami w różnych kolorach tęczy.
— W takim razie o nią walcz, a nie zachowuj się jak ostatni palant, bo ją stracisz. Czy chcesz czy nie, musisz w końcu ruszyć z miejsca. Weź z niej przykład. I pozwól jej jechać. To jej dobrze zrobi.
— Jak mam o nią walczyć, gdy zachowuje się tak, jakby nie mogłaby na mnie patrzeć? — spytałem cicho, sam będąc pod wrażeniem, ze potrafię wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.
— A jak całowała? — spytała poważnie Piper.
— Ona... to było coś.
— Więc gdzie widzisz problem? Kobieta więcej mówi gestem, niż słowem, Romeo. Walcz o swoją Julkę. Ale na razie pozwól jej pojechać i złamać parę artykułów prawnych, za które mogą z Jacksonem zostać wpakowani do więzienia na dziesięć lat.


□ 

Panie i panowie, jej wysokość, Afrodyta! Uwielbiam ją. Pojawi się niestety jeszcze tylko raz.

Ferie się skończyły. Z dumą oznajmiam, że nie robiłam kompletnie nic. Nic a nic. No dobra, przeczytałam cztery książki, oglądnęłam jakieś 20 odcinków różnych seriali, z których każdy trwa jakąś godzinę. Jestem specjalistką, jeśli chodzi o życie na dworze renesansowych królów, a szczególnie królowych. The White Queen, Victoria, The Tudors... I z utęsknieniem czekam na moje najukochańsze Reign.



Ach, i jeszcze coś. MALEC TO ZŁOTO. Dobra, już, Oglądnęłam pierwszy sezon Shadowhunters tylko ze względu na nich, bo gdy czytałam książki jakieś 3 lata temu, miałam do nich ogromny sentyment.

RYCZAŁAM JAK GŁUPIA W ŚRODĘ. BO, NO NA WSZYSTKIE CUDY ŚWIATA, LYDIA KOCHA STILESA OD CZASU POCAŁUNKÓW. GDY TYLKO TO ZOBACZYŁAM, TO JA DOSTAŁAM ATAKU PANIKI. I BARDZO CHCIAŁAM, ŻE TO STILES POMÓGŁ MI WSTRZYMAĆ ODDECH.

Poza tym, nasz Mieczysław Stilinski z kijem bejsbolowym przyprawił mnie o palpitację serca. A Sneak Peek z 6x10 wywołam we mnie takie emocje, ze trzęsły mi się ręce.


Po zakończeniu tego serialu będę potrzebowała stałej opieki psychologa... Wszyscy skończymy jak Lisette.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis