sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział VIII - Spalony popcorn



Minęło dwa dni od pamiętnego przyznania się Lisette do swojego ulubionego koloru. Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że teraz się ode mnie nie uwolni. Moje pierwsze małe zwycięstwo było na tyle wielkie, że dodało mi energii. Trochę tak, jakbym przedawkował kawę i nie mógł w nocy spać, bo moje myśli zaprzątają plany zdobycia świata tak nierealne, jak to tylko możliwe. Ale nie przestawałem o tym myśleć.
Tak więc, gdy wszedłem do jej pokoju, dziewczyna wyprostowała się. Zaryzykowałem i usiadłem nieco bliżej niej. Nie zaprotestowała, nie odsunęła się. Nie zrobiła dosłownie nic. Uznałem to za dobry znak. Patrzyliśmy na siebie w skupieniu. Zdawało mi się, że oczy Lisette krzyczą: zadaj kolejne bezsensowne pytanie, które nie zmieni nic w twoim życiu. Zastanowiłem się przez chwilę, po czym odezwałem się, przerywając ciszę, która towarzyszyła nam od początku.
— Jakie jest twoje ulubione śniadanie?
Dziewczyna zamrugała, jakby natarczywy pyłek wpadł jej do oka, a ona chciała się go pozbyć. Przechyliła głowę nieco w bok i zerwała kontakt wzrokowy. Zerknąłem przez ramię, tam, gdzie się patrzyła, ale niczego nie zauważyłem.
— Lubię naleśniki — odpowiedziała nieco zbyt cicho i nieśmiało. Podniosłem jedną brew, czekając, aż dokończy, bo wahała się przez moment. — Czemu pytasz?
— Przygotowuję ci posiłki — odpowiedziałem lekko, po czym zdałem sobie sprawę, że ją nieco okłamałem. — Dobra, ja nie gotuję, bo jestem w tym niezwykle kiepski. Ale proszę o danie i go dostaję. Trzymam się od garnków i patelni możliwie tak daleko, jak mogę. To nie moja dziedzina sztuki. Raz spaliłem popcorn. I to w mikrofalówce. Nie doczytałem na opakowaniu, że wystarczy tylko 1 minuta i nastawiłem na cztery. Zorientowałem się po trzech minutach, że coś jest nie tak, jak dym zaczął wydobywać się z urządzenia.
Zamilkłem, upominają się w myślach, że się rozgadałem. Potokiem słów mogłem sprawić, że straciłaby do mnie zaufanie, bo poczułaby się osaczona. Ta jednak patrzyła się na mnie jakbym był ciekawym dziełem sztuki, który ją intryguje. Coś na kształt obrazu abstrakcyjnego, który jej się z czymś kojarzy, ale nie może przypomnieć sobie, z czym. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, poczułem się nieco zawstydzony. Jakby te oczy wypalały dziurę w mojej duszy. Żadne z nas się już nie odezwało do końca naszego spotkania.
Kolejnego dnia, gdy byłem wykończony przez trening, chwila z Lisette była balsamem dla mej umęczone duszy. Opadłem na krzesło i starałem opanować ziewnięcie. Lisette rozprostowała długie nogi. Dotąd zawsze widziałem ją siedzącą po turecku i ten widok był dla mnie bardziej niezwykły, niż ktokolwiek mógłby to sobie wyobrazić.
— Oglądałaś może jakieś filmy? — spytałem, wskazując brodą na telewizor. Dziewczyna pokręciła głową i z wątpliwością spojrzała na urządzenie.— Możemy sobie kiedyś urządzić maraton. Mam gdzieś kolekcję starych produkcji z lat 50., ale może będziesz wolała pooglądać coś ze współczesnych filmów.
Tak. Te gdzieś, o którym wspomniałem, znajdowało się na dnie mojej szuflady, przykryte podkoszulkami. Płyty czekały na swoją właścicielkę, która zapomniała je zabrać trzy lata temu. Przymknąłem oczy i kazałem temu szyderczemu głosikowi w moim głowie się zamknąć.
— A będzie popcorn? — spytała lekko rozbawiona Lisette. Podniosłem powieki i ujrzałem na ustach dziewczyny delikatny uśmiech. Przymrużyłem oczy. Czy to był sarkazm? Dziewczyna ewidentnie się ze mnie śmiała. Nie poczułem się jednak urażony, jak to zazwyczaj bywa, gdy jest mowa o moich talentach kulinarnych.
— Obowiązkowo. Z solą, karmelem, cukrem i cynamonem, masłem, węglem... Co panienka sobie zażyczy! Osobiście jestem specem co do ostatniej wersji, ale z resztą też bym sobie poradził.
Lisette uśmiechnęła się nieco szerzej, pokazując swoje białe jak wata cukrowa, równe zęby. Musiałem przyznać, że wyglądała niezwykle uroczo, nawet gdy pod oczami miała ciemne worki od niezdrowego snu i rozczochrane włosy.
Musiałem też przyznać, że choć Lisette mówiła niewiele, ale gdy coś powiedziała, robiła to z namysłem i ostrożnością, co sprawiło, rozmawiało mi się z nią zaskakująco miło. Choć nigdy nie czułem tej niezręcznej ciszy, gdy z nią przebywałem, wypełnienie czasu rozmową, było dobrą zmianą. Wiedziałem, że choć teraz rozmawiamy o filmach, popcornie, jedzeniu i innych mniej istotnych rzeczach, niedługo będę musiał z nią porozmawiać poważniej. Na temat jednego, słonecznego poranka. Na temat głosów. Ale na razie było za wcześnie. Chciałem robić małe kroczki, być delikatny i jej nie wystraszyć. Gdy po śniadaniu podzieliłem się z Piper postępami Lisette, dziewczyna zachichotała. Spojrzałem na nią nieco zdziwiony, bo nie widziałem w moich słowach nic zabawnego. W końcu się opanowała i wyjaśniła.
— Ty to masz rękę do małomównych dziewczyn.
Rzuciłem jej długie, wrogie spojrzenie. Takie, po którym człowiekowi robi się głupio, że w ogóle się odezwa i odchodzi speszony. Zacisnąłem zęby i nie zerwałem kontaktu wzrokowego pod tytułem : "Ciesz się, że morderstwo jest karalne". Zgodnie z oczekiwaniem moja przyjaciółka zmieszała się.
— Jeszcze jest za wcześnie na takie żarty?
— Zawsze będzie na nie za wcześnie.
Wyprzedziłem ją, ignorując przepraszające spojrzenie, które wysłała w moją stronę. Wiedziałem, że to głupie. Widziałem, że nie powinienem się wściekać o taką głupotę, jednak nie potrafiłem. Palące uczucie w brzuchu nie chciało zgasnąć. Dłonie zaciśnięte w pięści schowałem do kieszeni, gdy wspinałem się w stronę Wielkiego Domu.
Lisette siedziała na łóżku i próbowała rozczesać swoje splątane włosy szczotką. Nie szło jej to za dobrze, ale uśmiechnęła się na mój widok. Usiadłem na krześle, próbując się rozluźnić. Wyczuwała, kiedy jestem spięty czy rozdrażniony. Robiła się wtedy nieco bardziej nieufna, a w jej oczach pojawiała się rezerwa. Udała więc, że mnie nie widzi i zajęła się sobą. Obserwowałem jej marne starania, gdy starała się rozczesać kołtun. W końcu westchnąłem i zdobyłem się na odwagę.
— Mogę? — spytałem. Dziewczyna zamarła i spojrzała na mnie nieco zdezorientowana. W końcu wydusiła z siebie jedno słowo.
— Proszę?
— Robisz to nieco zbyt... brutalnie. Jesteś za nerwowa. Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy. Chce tylko pomóc ci rozczesać włosy — powiedział kojąco. Lisette popatrzyła na mnie tymi pięknymi, dużymi oczami podejrzliwie. W końcu kiwnęła powoli głową i wyciągnęła szczotkę w moją stronę. Wyciągnąłem ją z jej rąk i wstałem, powoli się do niej zbliżając. Widziałem, jaka jest spięta. A we mnie coś krzyczało. Ruszyliśmy o krok dalej. Najpierw w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy, tylko spędzaliśmy czas w swoim towarzystwie. Potem rozpoczęły się pytania. A teraz po raz pierwszy pozwoliła mi się dotknąć. Delikatnie ująłem jedno z jej złocistych pasm włosów w swoje palce. Były niezwykle miękkie i lekkie, zawinięte w spiralki. Wiedziałem, że dla dziewczyn kręcone włosy to przekleństwo. Poniosłem pasmo nieco w górę i delikatnymi ruchami, zaczynając od kocówek, zacząłem rozczesywać. Lisette była spięta, jednak z każdą chwilą napięcie opuszczało jej ciało. Mój dotyk był dla niej kojący, więc wkrótce przymknęła oczy i odchyliła głową. Rozczesywałem jej włosy delikatnie i niespiesznie. Po jakiś dziesięciu minutach spytała cichutko.
— Gdzie się tego nauczyłeś?
Zastanowiłem się nad odpowiedzią. To dobre pytanie. Przypomniały mi się długie, letnie i parne wieczory, które pewna brunetka spędzała na pleceniu wianków i warkoczy ze swoich ciemnych i mokrych włosów. Pamiętam, gdy pierwszy raz ją spytałem, czy może mnie nauczyć. Jej dzielny wzrok, gdy starała się nie rozpłakać, gdy ciągnąłem niemiłosiernie, wyrywając jej połowę włosów. Jej zapach, gdy zarzuciła mi swoje ramiona na szyję, gdy w końcu mi się udało.
— Przyjaciółka mnie nauczyła. Była cierpliwym nauczycielem, wiesz? Od czasu do czasu pomagam Piper zajmować się najmniejszymi herosami, wtedy dziewczynki proszą mnie, bym im zaplótł włosy. Kiedyś ją poznasz i będziesz mi pomagać w tym małym "przedszkolu".
Chwila ciszy zawisła pomiędzy nami. Skupiłem się na refleksach we włosach Lisette, skutecznie odganiając wspomnienia.
— Gdzie jest teraz twoja przyjaciółka?
Moje palce zatrzymały się na ułamek sekundy. Potem znów szczotka poszła w ruch, a ja zatopiłem się w pracy. Wiedziałem, że czeka na odpowiedź a jedyna, na którą była mnie stać, została ogłoszona zduszonym głosem, cichym i bolesnym.
— Odeszła.
—Tak jak moi rodzice — odpowiedziała Lisette, bardziej do siebie, niż do mnie. — Ale nikt mi nie wierzy, że to nie moja wina. Że to nie ja.
Potrząsnęła delikatnie głową, a złociste włosy rozsypały się jej na ramiona. Dziękowałem Bogu za to, że skończyłem już długą chwilę temu, bo chyba mnie by coś trafiło, gdybym musiał zacząć czesać je od początku. Robiłem to, bo mnie to uspokajało. Delikatnie odgarnąłem włosy z jej twarzy i podzieliłem na trzy pasma. Dziewczyna nieco się uspokoiła, gdy zacząłem zaplatać warkocza. Jednak jej głos nadal brzęczał mi w głowie, jak odgłos bicia zegara, powielający się echem w pustym pomieszczeniu. Otrząsnąłem się po chwili widząc, jak blondynka się spina. Wyciągnąłem z pasa na narzędzia gumkę do włosów i zawiązałem ją na końcówkach. Spojrzałem dumnie na swoje dzieło.
— Lisette? — zagadnąłem. Dziewczyna odwróciła do mnie swój nieco zamglony wzrok, który po chwili się wyostrzył. — Mogę mówić ci Liz?



■ 


Kiedy będziecie to czytać, ja będę w Szkocji. Całe wakacje na to czekałam.
Ta akcja z popcornem wydarzyła się naprawdę. Tylko to ja jestem za nią odpowiedzialna. To było w pierwszej klasie gimnazjum. Na opakowaniu naprawdę pisało 4 minuty! Z ręką na sercu to piszę. Powinno się robić popcorn 4 minuty, ale z mikrofalówką o mniejszej mocy. Moja była jakieś 3 razy silniejsza... Jezu, jak ja ie przeraziłam, jak zaczęło się dymić. Jak wyciągnęłam to z urządzenia i polałam wodą, było jeszcze gorzej. Shit, polowa lutego, zimno jak cholera, przyjaciółka przychodzi za pięć minut (pozdrawiam Monisię!) a tu trzeba dom ze spalenizny wietrzyć.


Żeby wyprowadzić Was z błędu — jestem teraz o niebo lepszą kucharką. Zostałam ogłoszona Królową Śniadań i robię najlepszy biszkopt na świecie. Od czasu do czasu coś spalę w piekarniku, ale to z powodu cholernych, niedopracowanych przepisów.
Mamy a little bit Lenzie here. My broken heart </3

1 komentarz:

  1. Boże Lenzie </3
    Ta reakcja na żart Piper złamała moje Leosiowe serduszko.
    I nie mogę się doczekać, aż Liz wyjdzie z pokoju.
    Miłych wakacji!

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis