sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział VI - Dialog z potworem


To było tak dziwne, tak nierzeczywiste i niedorzeczne, że byłam skłonna uwierzyć w to, co się ze mną działo. Widziałam słońce. Czułam wiatr. Miękkość pościeli i jej zapach. Słyszałam dziwne dźwięki. Śmiechy i krzyki.
Od kiedy pojawiłam się w tym miejscu, przychodził mężczyzna. Uśmiechał się do mnie delikatnie i siadał zawsze w tym samym miejscu na krześle w rogu, zakładał ręce za głowę i przyglądał się mi spod przymrożonych powiek. Obserwowałam go kątem oka, ale nic nigdy nie powiedziałam. Sama nie byłam pewna, czy w tym fantastycznym świecie potrafiłabym skonstruować jakieś słowo. W szpitalu i tak już byłam zamknięta w sobie i małomówna. Ludzie się mnie bali. Nie powinni. Ja nic nie zrobiłam. Siedziałam tam dlatego, że mnie do tego zmusili.
Siedziałam i rozmyślałam. Czasami rozglądałam się po moim nowym pokoju. Nie było tutaj brudnych, białych ścian, tylko złote tapety. W wazonie, na stoliku przy oknie, stały rośliny, które pamiętałam jak przez mgłę z okresu dzieciństwa. Kwiaty. Mogłam wyczuć ich woń unoszącą się w powietrzu. Na ścianie wisiały obrazy, na regałach stały książki. Płaski telewizor znajdował się na komodzie w drugim kącie pokoju. Choć atmosfera była przyjazna, ja się nie ruszałam. Obserwowałam, jak kurz unosi się w powietrzu i lśni w blasku słońca, które grzało moją skórę. Byłam tym zafascynowana, po czym w zamyśleniu spoglądałam w ścianę, niedaleko drzwi.
Nawet, gdy On nie przychodził, czułam czyjąś obecność. Była chłodna jak macki zaciskające się na moim mózgu. Wiedziałam, że tam są i tylko czyhają, aż stracę czujność. Związku z tym siedziałam wyprostowana i skupiona, jak zwierze przygotowujące się do ataku.
Gdy słońce wzeszło trzeci raz dokąd tu się znalazłam, zza zasłon wyłonił się kształt. Rozpoznałam skórzane skrzydła, zanim ukazał mi się jej koścista twarz, wykrzywiona w komicznym uśmiechu. Wbrew wszystkiemu, ja też się uśmiechnęłam. Wypuściłam powietrze, które nie zdając sobie nawet z tego sprawy, wstrzymywałam.
— Witaj, Lisette — powiedziała zachrypłym głosem. Kiwnęłam w jej stronę, szepcząc, jakbyśmy się sobie zwierzały.
— Witaj, przyjaciółko.
Stwór przeszedł się po nieoświetlonej części pokoju, węsząc i badając nowe otoczenie, a ja przyglądałam się jej z fascynacją. Zatrzymała na chwilę swoje czarne jak noc oczy na krześle, na którym siadał On, gdy tutaj przychodził i przechyliła łeb w prawą stronę. Zrobiłam to samo, by nie było jej smutno.
— Jak tu ci się podoba? — spytała, rozszerzając nozdrza, co dawało nieco makabryczny efekt. Zastanowiłam się przez chwilę, mrugając co chwilę.
— Byłam tylko w tym miejscu. Ale wydaje mi się, że jest tu tysiące ludzi, może więcej. Rozmawiają, a nic nie mówią. Słuchają, ale nic nie słyszą. Patrzą, a nic nie widzą. A jednak jest cicho.
Zamilkłam, by posłuchać słodkich dźwięków ciszy. Kobieta przez chwilę też milczała, a potem zachichotała cicho i przycupnęła przy ścianie. Mierzyłyśmy się wzrokiem.
— Co ci się ostatnio śniło, Lisette?
— Nic. Nie byłam śpiąca. Nie zasnęłam. Czasami tak mam. Mogę nie zmrużyć oka przez kilka nocy z rzędu. A tobie?
— To samo, co ci.
Zamilkłyśmy, gdy temat się skończył. Ja znów wpatrzyłam się w ścianę i zastanowiłam się, jak to jest zasnąć na tej poduszce, która leżała na łóżku. Nie mogłam pozwolić sobie na chwilę nieuwagi. Zerknęłam na zegarek. Wskazywał on szóstą. Moja przyjaciółka również spojrzała na niego, po czym uśmiechnęła się, ukazując gabaryt zębów.
— Nie przyjdzie tu teraz. Zawsze przychodzi o dziewiątej i czwartej. Przynosi ci jeść o wpół do ósmej, jedenastej, czternastej, siedemnastej i dziewiętnastej. Mamy jeszcze chwilę czasu, by nacieszyć się samotnością i własnym towarzystwem.
— Skąd to wiesz? — spytałam zaintrygowana. Gdy spojrzałam w jej całkowicie czarne oczy, pozbawione białek, wiedziałam, że ma rację. Po prostu to wiedziała. I już. Stwór podniósł się i podreptał w moją stronę, mrużąc powieki i spytał:
— Wierzysz, że to co powiedział, jest prawdą? Że jesteś jakimś herosem?
Wzruszyłam ramionami.
— A co mam innego do roboty?
Stwór zniknął za kotarami. Poczułam się nieco dotknięta, że nawet się nie pożegnała, albo coś. Ten chłopak zawsze się ze mną żegnał — machał mi ręką, ale ja udawałam, że go nie zauważam. I dziś też przyszedł. Uśmiechnął się do mnie i usiadł na swoim miejscu. Obserwowałam go kątem oka.
Co to znaczy, że jeden z moich rodziców, był bogiem? Byłam jakimś eksperymentem czy specjalnie to powiedział, aby mnie sprowokować? Zerknęłam jeszcze raz na jego twarz. Eva określiłaby go jako... przystojnego? Takiego chyba słowa użyła, gdy opowiadała mi o swoim życiu. Przystojny. I ani trochę nie wyglądał na krętacza.
Ale pozory mylą. Całkiem łatwo było mi go sobie wyobrazić, jak wyciąga z kieszeni strzykawkę i podchodzi do mnie. Z uśmiechem odgarnia moje splątane, blond włosy i nachyla się nad moją szyją, wpatrując się w tętnicę. Przełknęłam ślinę i pokręciłam głową. Ktoś naprawdę dotykał moich włosów ciepłymi palcami. Poczułam oddech na szyi, ale byłam zbyt przerażona, by się poruszyć. Ktoś przebił moją skórę ostrym przedmiotem i wstrzyknął środek usypiający, a potem gwałtownym ruchem wciągnął igłę. Moje mięśnie zwiotczały, a ja sama zaczęłam kołysać się w przód i w tył, kręcąc głową i tocząc bitwę, by nie zasnąć. Wpatrzyłam się tępym wzrokiem w ścianę i więcej się nie poruszyłam. Nie pamiętałam, bym jadła, ale posiłek zawsze znikał z talerza, który chłopiec mi przyniósł.
Następnego dnia bacznie go obserwowałam, gdy szedł do swojego krzesła. Napotkałam jego wzrok, nieco rozbawiony i wyzywający. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na moją przyjaciółkę, która pojawiła się przy drzwiach. Ona również na niego patrzyła, z zaciekawieniem i jakby chciała się na niego rzucić, gdyby jeszcze raz spróbował tego numeru co wczoraj.
Ale przecież on nie wstawał. Może zrobił to tak szybko, że go nie zauważyłam?
Kobieta spojrzała na mnie z troską.
— Skrzywdził cię wczoraj. Nie pozwolę by zrobił to jeszcze raz. Może zrobić cokolwiek, a ty mu na to pozwalasz. Następnym razem się broń, zaatakuj go. Pokaż mu, że jesteś silniejsza. Nie możesz tak po prostu siedzieć.
Znów zamilkła i przypatrywała się mi wzrokiem, w którym odczytałam dziwną pasję. Uniosła kącik ust. Zerknęłam na jego jeszcze raz.
Miał piękne, ciemne włosy, które kręciły mu się na czole i karku. Ubrał się w zwykły podkoszulek i ciemne spodnie, ale i tak wyglądał jak facet z okładki czasopisma, które nie raz czytywała Eva. Jego oczy miały ciepły wyraz, były brązowe i okalane gęstymi rzęsami. Usta rozciągały się w prowokującym uśmiechu, a nos był prosty i zdawał się być wyrzeźbiony z kamienia.
— A jeśli to nieprawda? — powiedziałam cicho i spłonęłam rumieńcem. Zagryzłam dolną wargę, jakbym bała się reakcji mojej przyjaciółki. Ta prychnęła, a ja zacisnęłam miękką pościel w swoich palcach. Chłopak po chwili wyszedł, po czym podniosłam wstydliwie głowę, napotykając spojrzenie kobiety. Poczułam się zażenowana. Ej, chyba wiem jak się zachować! Będę robiła, co chce. Nuta buntu zabrzmiała w moim głosie.
— Nie jestem słaba — mruknęłam. Po czym z całą mocą spytałam, nadal szepcząc. — Jak mam cię nazywać? Nie będę mówiła ci Lisette ani "ty". Przecież się przyjaźnimy.
Kobieta przestąpiła z łapy na łapę, jakby chciała sobie przypomnieć, jak ma na imię. Po czym warczącym głosem, przypominającym silnik budzący się do życia, odpowiedziała:
— Melaniya. Moje imię to Melaniya.
— Będę mówić ci Mel.



NUUUUUUDY! Aż chce się ziewać, bo nic się nie dzieje. Tak jak w AM, musicie uzbroić się cierpliwość i czekać na rozwój wypadków. Już niedługo akcja się zacznie. Tak na poważnie. Na razie jesteśmy na początku, gdzie budujemy znajomość. Tak btw, nie żebym shippowała albo coś, ale JAK BĘDZIE SIĘ NAZYWAŁ PARING LEO&LISETTE?



Tam tam taaaam! Mamy trailer, który mi się nie podoba, ale niech będzie Jeśli ktokolwiek posiada talent do filmików, proszę się zgłosić. Potrzebuje porządnego zwiastunu. Wyszło mi trochę, jakby Kenz była córką Posejdona. I tak, to Narnia. Dajcie mi spokój, okay? Potrzebowałam bitwy w plenerze, gdzie jest zielono bo w końcu w Obozie też było zielono......


Przetwarzacie informacje. Tak, wstrząsające, w Obozie Herosów jest zielono. Bo przecież on jest na zewnątrz. JUSTYNA BRAŁAŚ DZIŚ LEKI? NIE? TO WSZYSTKO TŁUMACZY.

PYTANIE NAMBER 2. JAK WAM SIĘ PODOBAJĄ NOWE OKŁADKI NA WATTPADZIE? Ja jestem w szoku, że sama je zrobiłam. Osobiście wolę okładkę AM. Jest taka magiczna. Cała Mackenzie ♥

Najlepszą częścią moich rozdziałów jest ta cała paplanina pod koniec. Natalia raz mi powiedział, że uwielbia je czytać. CAŁUSY DLA NATALCI!

Whatever. Uzbrajamy się w cierpliwość. I czekamy na more action.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis