sobota, 28 maja 2016

EPILOG


Smętne nuty starej piosenki wypełniły salę Bunkru 9, nie rozpraszając ani trochę ciemności, która spowiła każdy zakamarek tego pomieszczenia. Głos wokalisty nie płynął z wielkich głośników umieszczonych na ścianie, tylko ze starego i zaniedbanego gramofonu, leżącego pomiędzy nic nie wartymi rzeczami.
Leo Valdez opierał się o zimną ścianę, siedząc i wbijając wzrok w nieistniejący punkt. W palcach obracał nieco zniszczoną już okładkę winowego wydania płyty "The Beatles", którą dostał w zeszłoroczne święta. Wsłuchiwał się dokładnie w słowa, wychwytywał każdą nutę, każdy akord. Nigdy nie robił tego z taką precyzją, ale nawet to nie zdołało zagłuszyć myśli, które kłębiły się w jego głowie. A zarazem było w niej tak cicho, że czuł przytłaczającą pustkę i samotność.
— I tak mnie zostawiła, choć obiecała — powiedział głośno, wypowiadając jedyną myśl, która nie do końca się ukształtowała.
— Czy jesteś tego pewien, mój drogi?
Leo uśmiechnął się bez cienia humoru, gdy tylko usłyszał to zdanie. Niczego w życiu nie mógł być pewien. Stracił tak wiele, przeżył tak wiele, że myślał, że nigdy nie poczuje chwili szczęścia. A jednak ją zaznał. Nawet dwie. A teraz ona odeszła nie zostawiając najmniejszego śladu nadziei, że wrócił. Połamała jego skrzydła, które sama pielęgnowała i poskładała, gdy spadł z tak wysoka.
— Nie. Znam ją na tyle długo, by spodziewać się najmniej rozsądnego wyboru. Ale tym razem chyba to naprawdę koniec.
Kątem oka dostrzegł ruch, gdy zsunęła się ze stołu, na którym piętrzyły się szkice i niedokończone plany. Poruszała się z gracją, która olśniła go za pierwszym razem. W tym samym miejscu, choć w innych okolicznościach, zjawiła się i przewróciła cały jego świat do góry nogami.
— Pamiętasz, co ci powiedziałam rok temu, Płomyczku?
Leo zwilżył wargi językiem. Pamiętał to doskonale. Wyraziście. Jeszcze przez długi czas zastanawiał się, czy to nie jego umysł spłatał mu figle. A potem pojawiła się Mackenzie z troską wypisaną na twarzy. Poprosił ją wtedy, by przyrzekła, że nigdy go nie zostawi. Tak po prostu, bez żadnego powodu. A ona kiwnęła głową.
— Stracisz ją, choćbyś starał się zatrzymać ją przy sobie za wszelką cenę. Odejdzie. Pomacha ci na do widzenia a ty będziesz czuł, jakby cały świat stracił kolory i nadeszła wieczna zima.
Sam nie był pewny, czy to jego głos czy nie. Było w nim tyle goryczy, tyle złości, zrezygnowania i bólu, że aż się skrzywił. A ona poprawiła w kawału zbitego lustra swoją szminkę i ukucnęła przy nim.
— Właśnie. Pomacha ci na do widzenia.
Leo spojrzał na nią bez zbytniego entuzjazmu. Afrodyta, choć bogini miłości i — jak się mogło wydawać — szczęścia, zdawała się wysysać z niego całą energię życiową. Nie poprawiała mu wcale humoru. Chciał być sam. Chciał słuchać Beatelsów tak długo, aż zaśnie i zapadnie w niespokojny sen, gdzie będzie słyszał jej śmiech. Zaśmiała się wtedy po raz pierwszy w życiu.
— Musisz nauczyć się rozróżniać różnicę pomiędzy "do widzenia" a "żegnaj". Kalipso powiedziała "żegnaj". A Mackenzie nie była w stanie nawet powiedzieć "do widzenia".
— Przestań — powiedział cicho, drżącym i zmęczonym głosem. — Robisz mi fałszywą nadzieje, że kiedyś wróci.
Afrodyta uśmiechnęła się marzycielsko.
— Do wszystkiego trzeba mieć umiar, Leo. Nie możesz się załamać i siedzieć tutaj, wspominając jej zapach, dotyk jej ust i kolor oczu. Wiem, że to trudne, ale masz wiele do zrobienia. Potrzeba czasu, by serce mogło się posklejać. I jej, i twoje. Poza tym nie pobłogosławiłabym was, gdybym wiedziała, że to koniec.
Leo odłożył okładkę obok starego gramofonu i patrzył, jak igła podnosi się do góry. Nienawidził tego, że wszyscy oczekiwali od niego, że on również się podniesie. Stracił matkę. Rodzina się od niego odwróciła. Uciekał od rodzin adopcyjnych. Trafił do szkoły przetrwania. Czuł się jak siódme koło u wozu. Poświęcił życie dla osoby, która i tak go zostawiła i nic nie zmieniało tego, że i tak wrócił do żywych. Miał krew na rękach dla dziewczyny, która nie mogła patrzeć na ich błędy.
Afrodyta chwyciła go za podbródek i zmusiła, by spojrzał jej w oczy. Brązowe ze złotymi plamkami.
— Jej decyzja uchroniła cię, Leo. Nie masz pojęcia, jak bardzo bogowie pragnęli twojego unicestwienia za to, że spowodowaliście śmierć tak wielu herosów.
— Super — mruknął chłopak, niezbyt się tym przejmując.
— Zdołałam ich przekonać, że twoje złamane serce będzie najlepszą karą.
— Wiesz, zbyt wiele razy było złamane, by to była jakaś oryginalna kara.
— Ale tym razem jest inaczej.
Leo nie odpowiedział. Afrodyta była w doskonałym humorze. Chwyciła płytę i odwróciła ją, a następnie delikatnie postawiła igłę. Popłynęła piosenka She Loves You, którą bogini zaczęła nucić. A Leo zapadł się w wspomnienia.
And she told me what to say. She says she loves you and you know that can't be bad.
Leo przymknął oczy. Czy to naprawdę nigdy nie odejdzie? Te uczucie pustki, że stracić coś, co mógł zatrzymać? Mógł powiedzieć nie. Mógł ją przekonać, by zmieniła zdanie.
— Nie wiedzieć czemu, kochanie, słodka miłość zostawiła nam na pożegnanie gorzkie rozczarowanie — zacytowała Afrodyta i pogładziła jego policzek. Czuł, jak bogini się podnosi i odchodzi. Został sam, jak zawsze.
Mógł ją wtedy pocałować. Mógł złączyć ich usta i mieć ją dla siebie i tylko dla siebie. Uciec razem gdzieś, gdzie nikt by ich nie znalazł. Wtedy mogłaby się śmiać i uśmiechać, a on czułby się szczęśliwy. Czemu tego nie zrobił? Czemu nie rzucił się pod koła tego cholernego samochodu i nie błagał jej na kolanach, by została. Nie musiałby tego robić. Widział, jak chciała to przerwać. Jak bolało ją każde słowo. Nawet, gdy mówiła, że go kocha. Jego jedno słowo wystarczyłoby, by zmieniła zdanie. Gdyby tylko się odważył i poprosił, by z nim została.
Wokalista śpiewał, a jego głos odbijał się echem od ścian Bunkra 9, gdzie samotny chłopak z talentem przywoływania ognia do rąk, nie potrafił zapalić iskry nadziei w swoim życiu.
You know you should be glad. With a love like that you know you should be glad. With a love like that, you know you should be glad!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis