sobota, 30 kwietnia 2016

37

 


Nie przychodzi mi na myśl żaden związek frazeologiczny lub porównanie, które w pełni oddałoby zamieszanie, jakie wywołał list od Persefony. Gdy ja siedziałam w swoim pokoju, namiętnie skupiając się na ćwiczeniach i od czasu do czasu przerywając sobie, by powspominać te dwa pocałunki, wszyscy wychodzili ze skóry, by ochronić się przed rzekomym koniem trojańskim. Nie mieli czasu na jedzenie, za to mi go nie brakowało i czułam, że to wszytko zasługa Leona. Co trzy godziny przychodziła do mnie Juliet z tacą przekąsek i garścią informacji. Raz przyszedł nawet Will, zapewne namówiony przez Valdeza, pod pretekstem zbadania moich oczu, choć wiedziałam, że to tylko przykrywka.
Gdy obudziłam się następnego dnia, pierwszą moją reakcją była panika. Koszmary znów mi się śniły i nadal nie odważyłam się wypić wody z rzeki Lete. Ile to już dni spędziłam w Obozie? Po kilkusekundowej kalkulacji naliczyłam ich siedem. Cały tydzień.
Odgarnęłam koc, którym byłam przykryta i ruszyłam do łazienki. Doprowadziłam się do względnego porządku, uwzględniając podkład na twarzy, który miał maskować zmęczenie i wielkie sińce pod oczami. Wyglądałam, jakby ktoś mnie pobił, Wróciłam do pokoju, ubrałam ciemne spodnie i bluzkę, a na to zbroję, Leo nalegał, bym to zrobiła. Nie chciał powtórki dnia, w którym zginęła Troian.
Odetchnęłam spazmatycznie, gdy obraz dziewczynki zalał mój umysł. Zablokuj, zablokuj, zablokuj!
Nienawidzę zbroi. Poprawiłam rzemyki dla pewności, że się nie zsunie i przypięłam sobie Katropis do pasa. Pierścionek wciąż był wsunięty na mój palec i nie zamierzałam ujawniać go aż do ostatecznej rozgrywki. Drugi, ten zaręczynowy, również nosiłam. Widziałam, jak to rani Leona, ale nie potrafiłam go zdjąć i wyrzucić. Przypominał mi o ofiarach, które zginęły w całym tygodniu.
Zbiegłam na dół po schodach i zastałam Jasona siedzącego na kanapie i gładzącego głowę Piper, spoczywającą na jego kolanach. To okropnie mnie rozczuliło, więc wycofałam się do kuchni, by zrobić sobie kawę i zjeść co nieco. Leo widzi wszystko.
Wróciłam akurat, by zdążyć na kłótnie pomiędzy Annabeth i Valdezem. Piper zdawała się jeszcze niezbyt rozbudzona, bo mrugała oczkami jak sówka, a słowa do niej nie docierały.
Annabeth poczerwieniała na twarzy i jestem pewna, że właśnie odkryła nowy odcień tego koloru
— Wielkie dzięki, Leo. Co ja teraz założę?
— Weź się folia bezbelkową owiń. Będziesz oryginalna.
Blondynka uderzyła go w ramię, a on się skrzywił z bólu. Wyszarpnął napierśnik z rąk Annabeth, stanął przy stole od bilardu, wyciągnął coś z pasa i w mgnieniu oka oddał własność.
— Przepraszam. Naprawiłem, okej?
A potem wybuchło zamieszanie, gdy ktoś uderzył w gong. Jason wstał gwałtownie, próbując ocucić Piper, która już zasypiała. Chase pośpiesznie założyła zbroję  Leo skupił się na mnie, co przyprawiło mnie o mdłości.
— Zostajesz, Mackenzie. Nie puszczę cię.
Pokręciłam głową i założyłam ręce na piersi. Byłam pewna, że ten temat przerabialiśmy już tysiąc razy i tysiąc razy kończyło si tak samo: i tak robiłam to, co zamierzałam.
— Nie mamy na to czasu, Leo! — warknął Jason, wychodząc za Annabeth na świeże powietrze. Valdez westchnął.
— Trzymaj się blisko mnie, mała.
Widzicie? Mojej charyzmie i urokowi nie sposób się oprzeć. Z poważną miną ruszyłam za chłopakiem, mrużąc oczy w porannym słońcu. Stanęliśmy na czele armii, złożonej z greckich i rzymskich herosów i czekaliśmy. Zaczynałam już ziewać, kiedy w końcu coś się zaczęło dziać.
Po zboczu Wzgórza Herosów schodziła dziewczyna.
Chyba na jej widok wszyscy byli zmieszani. Ja z miną wyrażająca najczystsze zdumienie, Annabeth pogardę a Leo był na skraju paniki połączonej ze zemdleniem z emocji.
— Co ona, na litość Olimpu, tu robi? — syknęła córka Ateny, zgrzytając zębami.
Gdy podeszła bliżej, mogłam jej się dokładnie przyjrzeć. Dziewczyna miała piękne, lekko pofalowane, karmelowe włosy sięgające prawie pasa. Jej skóra była mlecznobiała, co ładnie współgrało z jej migdałowymi, dużymi oczami. Mały nosek, ładne, kształtne usta i idealne brwi. Nawet pieprzyk nad jej lewym okiem wydawał się niesamowicie perfekcyjny. Ubrana jasne spodnie z wysokim stanem i biały crop top wyglądała, jakby miała zamiar iść w pokazie mody. Gdy podeszła jeszcze bliżej, poczułam zapach cynamonu. Niesamowicie naturalna, urocza i piękna.
Znienawidziłam jej od pierwszego spojrzenia.
Leo wyglądał, jakby zobaczył ducha. Dziewczyna uśmiechnęła się i zwróciła do niego.
— Urosłeś od naszego ostatniego spotkania. Już nie jesteś takim karzełkiem.
Zsolidaryzowałam się z Chase, która miała na twarzy wypisaną żądzę mordu na rzekomej dziewczynie. Kącik ust Leona powędrował nieznacznie w górę. Prawie niezauważalnie, a jednak. To mojej listy "OSOBY DO SKRZYWDZENIA" zapisała się kolejna osoba.
— Chce porozmawiać — zaczęła cicho, ale pewnie. — O tym wszystkim.
Chłopak toczył w sobie zażartą bitwę. Tak czy nie? Ja i Annabeth od razu wybrałyśmy tą drugą opcję. Ale faceci zawsze wszystko muszą spieprzyć.
— Zgoda.
Zalotny uśmiech. Przysięgam. I z jednej i z drugiej strony. Do jasnej cholery, Valez, ogarnij się! Pocałowałeś mnie! Dwa razy! To niesie ze sobą jakieś konsekwencję!
Dziewczyna zauważyła moją kamienną minę, uśmiechnęła się z satysfakcją, co przez wszystkich mogło być odebrane jako przyjazny gest.
— Zapoznasz mnie?
Mackenzie Atkinson, Która Pomorze Połknąć Ci Wszystkie Zęby, Jeśli Nie Przestaniesz Podrywać Mojego Faceta, Który Z Resztą Nie Zupełnie Jest Moim Facetem I Za Niedługo Będzie Martwy. Miło poznać, a ty?
— Mackenzie, to Kalipso. Kalipso, to Mackenzie.
Uśmiechnęła się w moją stronę, a ja tylko zgrzytnęłam boleśnie zębami i z wielkim wysiłkiem kiwnęłam w jej stronę.
— Okej, to może porozmawiamy w bardziej przyjaznym miejscu. Macie tutaj ogród?
Leo kiwnął głową i podał jej ramię, które ona ujęła. Usłyszałam jak Annabeth rozkazała zostać na pozycjach, a Jason przejął dowodzenie. Blondynka rozkazała jedynemu oddziałowi podążyć za nią i ramię w ramię ruszyliśmy za szczęśliwą dwójką, która zaczęła już ze sobą żartować. Spojrzałyśmy na siebie z Annabeth i nawiązałyśmy milczące porozumienie: bić, żeby zabić, nie zranić.
Valdez i Chase usiedli w altanie naprzeciw Kalipso. Ja nawet nie wchodziłam i stanęłam przy krzaku róży.  Położyłam rękę na kwiatostanie i poczułam energię, przepływając przez moje ciało.
— Czego chcesz, Kalipso? — spytała bez wstępów Annabeth, składając palce w piramidę.
— Porozmawiać. Spróbować rozwiązać to bez dalszego rozlewu krwi.
Blondynka prychnęła. Nimfa zwróciła się do Valdeza, ignorując wszystkich.
— Leo, to bez sensu, dobrze to wiesz. Po co to ciągnąć? Po co kolejne ofiary? Nie jesteś tym wszystkim zmęczony? Możesz to zakończyć, a ja zadbam o to, by nikomu z twoich przyjaciół nie stała się krzywda.
Jestem niemową. Od początku życia uczyłam się czytać z ludzkiego głosu, mimiki, postawy. Inni mogliby to odebrać jako propozycje nie do odrzucenia. Milą, bezinteresowną... Ale ja wyczułam coś innego. Podstęp. To był koń trojański, przed którym ostrzegła mnie Persefona.
Jak mam to przekazać komukolwiek, nie zwracając na siebie uwagi?
— Mam się poddać? —  spytał Leo z nutką buntu w głosie. Kalipso zamrugał zdziwiona.
— Nic takiego nie powiedziałam. Poza tym czasami warto się poddać, aby wygrać. Kto jak kto, ale ty powinieneś o tym wiedzieć najlepiej.
Leo milczał, ja za to na gwałt próbowałam znaleźć sposób, przez który mogłabym przekazać informacje.
— Zginąłeś, aby pokonać Gaję. Każdy uznał, że to porażka, a ty tym czasem zwyciężyłeś. Znalazłeś mnie i uwolniłeś.
Zaraz, co? Stanęłam jak wryta, gapiąc się z lekko odchylonymi ustami na Leona, który po chwili napotkał mój wzrok. I ta chwila trwała za długo, bo Kalipso odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się sztucznie, dając zaskoczenie.
— Ona nic nie wie? Nic jej nie powiedziałeś?
Leo znów się nie odezwał i odwrócił wzrok ode mnie. A dziewczyna kontynuowała.
— Myślałam, że ci na niej zależy. Mi powiedziałeś wszystko. O twojej mamie, o dzieciństwie i rodzinach adopcyjnych, o tym, jak dowidziałeś się, że jesteś herosem. O Gai, misjach, dosłownie o wszystkim.
Dolna warga niebezpiecznie mi zadrżała. Słyszałam plotki, ale nigdy się nimi nie przejmowałam. Nigdy nie pytałam, nie byłam dociekliwa. On wręcz przeciwnie. Nawet gdy widział, że temat sprawia mi ból. Nigdy nie naciskałam, nigdy. Jeśli by chciał, sam by powiedział. Nie zrobił tego.
Wiesz, że bardzo mi na tobie zależy, prawda? Myślałam, że ci na niej zależy. Ja też tak myślałam. Cofnęłam się krok, spuszczając wzrok. Leo wstał i spojrzał twardo na Kalipso, która nadal wyglądała na zdezorientowaną. Kolejny krok do tyłu.
— Wynoś się — warknął, a dziewczyna podskoczyła.
— Co ja takiego zrobiłam?
Odwróciłam się i z kamiennym wyrazem twarzy skierowałam się ku Wielkiemu Domowi. Słyszałam, jak Kalipso próbuje się wykłócać, ktoś wysunął miecz z pochwy i krzyki ustały. Otworzyłam drzwi na werandzie, która znajdowała się również z tyłu domu i zamknęłam je cicho. I równie bezszelestnie przemknęłam do swojego pokoju.
Dopiero tam, po ściągnięciu zbroi i położeniu się na łóżku, rozpłakałam się, łkając nad moim serem, rozbitym po raz kolejny.


— Mogę wejść?
Siedziałam zwinięta w kłębek na parapecie, patrząc się przez okno i skupiając uwagę na kwiatach. Uspakajało mnie to na tyle, że przestałam płakać i czułam się tylko beznadziejnie. I gdy Leo wszedł do mojego pokoju, nawet się nie przejęłam, że nie mam na sobie podkładu, który spłynął wraz ze łzami.  Dalej uporczywie gapiłam się na róże.
Chłopak schował dłonie w kieszenie spodni.
— Nawet nie wiem jak mam zacząć... —  wydukał, Ja mam pewną wskazówkę: wyjdź. Nie zareagowałam jednak. — Zawaliłem.
O tak, to szczera prawda. Jedyną, którą od niego — jak widać — usłyszałam.
— Przepraszam, Mackenzie. Nie chciałem, żebyś wiedziała. Nie chciałem litości z twojej strony, a zawsze ją dostaje w nadmiarze, kiedy o ty opowiadam. Opowiadałem. Od dawna milczę i próbuje zapomnieć. I to Kalipso otworzyła mi oczy. Wyjawiłem jej wszystko, a ona po trzech miesiącach stwierdziła, że odchodzi, by pozwiedzać świat. Sama. I może wróci. — Zaśmiał się gorzko. —  I wiesz co? Na początku na nią czekałem. Później pojąłem, jaki jestem głupi i że nigdy nie popełnię takiego błędu. A potem, po pół roku, pojawiłaś się ty. I gdy obrzuciłem cię jajecznicą na śniadanie i ty uciekłaś bez słowa, to patrząc na twoje plecy przyrzekłem sobie, że tej znajomości nie spieprzę.
Usiadł ma moim łóżku i zaczął opowiadać. O swoim dzieciństwie, o dziwnej niani. Gdy doszedł do momentu o swojej mamie, głos mu się załamał. Wtedy zeszłam z parapetu i objęłam go, nie zważając na własną dumę. Wziął parę spazmatycznych oddechów i kontynuował, nie wypuszczając mnie z objęć. Mówił o adopcjach, własnej rodzinie, która go odrzuciła, szkole dziczy, gdzie poznał Piper i Jasona, jak dostał się do Obozu Herosów, pierwszej misji... Nie pomijał nawet imion dziewczyn czy boginek, w których się zakochiwał.
Usnęłam, słuchając jego opowieści.


Następnego dnia bawiłam się kostką Rubika, próbując dopasować elementy kolorami. W salonie toczyła się wielka bitwa o taktykę. Percy wrócił do walki, komentując zagranie o Kalipso : "Takiego chamstwa jeszcze nie widziałem". Założył więc zbroje i o godzinie dziesiątej rozpoczęły się debaty.
Siedziałam na fotelu i bawiłam się, gdy oni pracowali. Nie dopuszczali nie do głosu. Pomyłka. To Leo nie dopuszczał mnie do głosu.
Ułożyłam połowę koloru niebieskiego, próbując równocześnie poukładać sprawy  mojej głowie.
Czy Demeter była tak bardzo zdeterminowana czy zdesperowana, że posłała Kalipso w środek armii wroga? Wiedziała, że nie skrzywdzą jej, bo zarówno jak i Leo tak i Percy obdarzali ją jakimś uczuciem. Kiedyś. To było jasne, że Valdez się nie podda. Więc pozostała jedyna opcja: koń trojański był zastawiony na mnie. Idąc tym tokiem rozumowania, myślała, że gdy zrani mnie do żywego, to ucieknę do Demoforta, mając Leona za kłamce.
Musiałam rozwalić niebieski rządek, by móc ułożyć zielony i żółty.
Wojna toczyła się również przy makiecie, gdy tym razem skończył omawiać swoją taktykę Jason.
— Tleniony blondyn ma racę — oznajmił Leo poważnie, przesuwając linę obrony do podnóży Wzgórza Herosów.
— To naturalny blond! — krzyknął sfrustrowany Jason.
— Jasne — wtrącił się Percy, przeciągając sylaby. — A Piper nie reguluje brwi.
— Hej! — oburzyła się szatynka.
— Daj spokój Królowo Piękności, nie każdy jest idealny. Oczywiście poza wyjątkami — powiedział Leo, szczerząc zęby.
— I ty masz na myśli siebie?
Annabeth wysłuchiwała dalszych kłótni, załamując ręce i masując sobie skronie. Wyglądała tak, jakby już wątpiła w wynik nadchodzącej bitwy. Ja natomiast wróciłam do rozmyślań, przekręcając góry rząd w lewo.
Gdyby mój plan się powiódł, co zrobiłabym dalej? Jeśli jedna osoba zareagowałaby inaczej niż w scenariuszu w mojej głowie, jestem na straconej pozycji. Wszyscy będą. Ale jeśli się nie ruszę, to armia Demoforta, której przybywa z dnia na dzień, rozgromi Obóz Herosów.
Przesunęłam część, by ułożyć środkowy rząd złożony z koloru czerwonego.
Ćwiczenia szły mi nieźle. Nawet bardzo dobrze. Nie spodziewałam się tak dobrych efektów, a jednak. Teraz potrzeba mi wiarygodnych słów, by przekonać do siebie każdą osobę.
Teraz pomarańczowy.
To szalone Nigdy się nie uda. Potrzeba na to cudu, by coś takiego stało się realne. Wszystko w tym planie było złe.
Muszę się zastanowić. Zaczęłam wątpić w samą siebie.
Odstawiłam ułożoną kostkę Rubika na stoliku do kawy.






Jestem zaskoczona, że nikt nie wpadł na to, że to Kalipso będzie koniem trojańskim. PRZECIEŻ MÓWIŁAM ŻE TA S... PANI SIĘ POJAWI.
A tak na poważnie: Percy koniem trojańskim? Ten chłopak potrafi zgubić się w supermarkecie. Nie wymajajmy od niego tak mrocznych czynów.
I cieszę się jak głupia, bo Natalka mnie nie przejrzała. Po raz pierwszy punkt dla mnie!
Zapisałam się na 6 maja na egzamin praktyczny na 9. Wicie co t oznacz? Oczywiście. Zdam. Za pierwszym razem.
Za równe 4 tygodnie będzie już po wszystkim. Dodam epilog do Alfabetu i nasza historia się zakończy.
I tak, będzie druga część. Jeśli się na mnie nie obrazicie i poskładacie psychicznie.
Miłej majówki i w ogóle dużo pozytywnych wibracji etc etc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis