sobota, 23 kwietnia 2016

36

 

Kiedy się obudziłam, Leo wciąż spał. Jego równomierny oddech łaskotał mnie po nagiej szyi, ręka swobodnie i naturalnie była położona na mojej tali. Przez chwilę leżałam w bezruchu i napawałam się tą chwilą, zanim się okręciłam i spojrzałam na jego spokojną twarz. Zniknęło z niej napięcie, usta były lekko rozchylone a włosy uroczo opadały na czoło.
Wyglądał tak spokojnie kiedy spał. I był mój. Cały mój.
Ta myśl pojawiła się w mojej głowie znikąd. Było to po części tak naturalne, że się nad tym nie zastanawiam. Nikt się nie zastanawiał. Od początku naszej znajomości było pomiędzy nami to coś. Może nie fascynacja i zauroczenie. Może to była zwykła uprzejmość? Romantyczni poeci wierzyli w istnienie idealnej połówki. Drugiej części duszy. Tak, to było prawidłowe określenie.
Jak bardzo bolało mnie, że ja nie mogę być cała jego? Jestem zaręczona z kimś innym. Nigdy nie byłam prawdziwym herosem, bo matka mnie ochraniała. Miałam wyrzuty sumienia, moje serce płakało. On dla mnie zabijał. Nie ważne w jakiej intencji to robił, pozbawiał życia niewinne osoby.
Też byłam mordercą.
Wsunęłam dłoń pod jego ciepłą rękę. Pasowała idealnie. Kolejne ukucie bólu i smutny uśmiech, posłany w jego stronę.
Drugą rękę wyciągnęłam do jego włosów i złapałam jeden kosmyk opadający na czoło. Pociągnęłam za niego, a gdy się wyprostował, puściłam. Znów był lokiem. Potem skierowałam wzrok na jego twarz. Ostatnio widziałam go w grudniu i przez tak krótki okres czasu zmienił się, a wolałam już nie myśleć jaka była różnica pomiędzy tym uśmiechniętym piętnastoletnim dzieciakiem, którego widywałam na zdjęciach. Jego rysy nabrały męskiego charakteru, choć wciąż miał łobuzerski uśmiech, godny dziesięciolatka. I urósł. Teraz przewyższał mnie o pół, a może cały centymetr.
Śmiało mógłby zagrać Parysa zamiast Orlando Blooma.
Leo poruszył się. Teraz tylko spał. Woda z rzeki Lete musiała przestać działać, ale umysł wciąż się nie obudził. W moim przypadku było na odwrót. Nie mogłam się poruszyć, mając wrażenie, jakbym dostała paraliżu sennego. A Leo był tak wykończony, że spał dalej. Nigdy nie dowie się, że to moja sprawa.
Usłyszałam krzyki i werble. Nie poruszyłam się jednak i wbiłam obojętny wzrok w ścianę.
Mój plan miał tyle luk. Tyle rzeczy mogło się nie udać. Mogłam zawinić ja. Mógł zawinić Leo. Demofort. Demeter. Wszyscy, tyle że nie byli by tego świadomi. Mogłam zrezygnować. Patrzeć i czekać na rozwój wypadków z boku. Tak jak wszyscy tego oczekiwali.
Krzyk bojowy.
Nie mogłam. Nie mogłam patrzeć, jak ludzie mordują się wzajemnie.
Ktoś wrzasnął przeraźliwie.
Nie mogłam patrzeć na krew na własnych rękach.
Zbiorowy jęk.
Tyle spojrzeń skierowanych w moją stronę, winiących mnie o całą wojnę.
Okrzyk zachwytu, połączony z żałosnym zawodzeniem.
Przewróciłam się na drugi i zamknęłam oczy, próbując zmusić mój umysł, by przestał pracować.
Cisza. Błogosławiona cisza.
Leo mruknął i drgnął. Nie otwierałam oczu i wyrównałam oddech. Czułam, jak chłopak się podnosi, a potem usłyszałam ciche przekleństwa po angielsku, hiszpańsku i starogrecku. Usłyszałam brzdęk spiżowej zbroi, gdy ją na siebie wkładał. A później pochylił się nade mną i pocałował w policzek. Nie poruszyłam się, dopóki nie wyszedł z pokoju.
Policzyłam do dziesięciu.
Powoli, bardzo powoli, podniosłam się z posłania. Zostać tutaj czy ruszyć za nim?
Włożyłam na nogi trampki i otworzyłam drzwi, nasłuchując uważnie. Po chwili rozpoznałam szlochanie, a później ostry głos Leona.
— Co się dzieje? Czemu nikt mnie nie obudził?
Zamknęłam najciszej jak potrafiłam drzwi i zaczęłam się skradać, jakbym była złodziejem. Dziewczyna, którego głosu nie rozpoznałam, pisnęła przerażona.
— Leo! Ale jak ty to?
Usiadłam na pierwszym stopniu i wychyliłam się nieco. Teraz widziałam plecy chłopka i twarz osoby, do której mówił. Ciemnowłosa blondynka z zielonoszarymi oczami zakrywała sobie dłonią usta.
— O czym ty do cholery mówisz, Sky?
Kojarzyłam to imię. Wiedziałam, że je znam. Mimochodem ścisnęłam pierścionek i zmrużyłam oczy. Dziewczyna pobladła, zaczęła machać w kierunku drzwi i ocierać z policzków łzy. A na końcu wydukała:
— Skoro ty jesteś tutaj, to kto był tam?
Leo niecierpliwie przewrócił oczami i wypadł z Wielkiego Domu, zostawiając blondynkę zdezorientowaną i rozdartą. Nie widziałam większego sensu ukrywania się i zbiegłam po schodach, dopadając najbliższe okno i próbując cokolwiek zobaczyć. Dwie armie stały naprzeciwko siebie, Leo biegł w ich stronę, jednak nie zanosiło się na kolejną bitwę. Dziewczyna stanęła obok mnie i położyła mi rękę na ramieniu, boleśnie zaciskając. Była bardziej zdezorientowana niż ja. Aż do chwili, gdy jęknęła i po raz kolejny zaszlochała.
— To Clarisse.


Wszyscy siedzieli dookoła stołu bilardowego i próbowali ukryć emocje, które nimi targały. Strach. Gniew. Bezczynność. Percy siedział najspokojniej, wpatrując się pustym wzrokiem w swoje niebieskie ciasteczka. Nikt nic nie mówił. Nikt nie miał tyle siły.
Claisse nie żyła.
Ten błysk w oku, który u niej spostrzegłam poprzedniego wieczora. To było porozumienie. Ja tego nie zauważyłam, ona tak. Obmyśliła cały plan na podstawie chwili. Czy widziała wodę z rzeki Lete? Musiała być pewna, że wcisnę ją Leonowi, a on nie obudzi się do późnego ranka. Wzięła jego zbroje i stanęła do pojedynku jako Valdez.
Przegrała.
Również siedziałam przy stole, nieco z boku i wpatrywałam się pustym wzrokiem w paznokcie. Mój żołądek trawił sam siebie, a ja nie zamierzałam zmieniać tego stanu rzeczy. Nie miałam ochoty na jedzenie, nie miałam ochoty na nic innego prócz oddychania.
— Ktoś powinien powiedzieć Chrisowi — zaczęła Annabeth cicho, choć pewnie. — Ma prawo wiedzieć.
— Ja pójdę — odrzekła powoli Piper. — Spróbuje mu to przekazać łagodnie.
Wstała, poprawiła pasek, na którym trzymała powieszony miecz i wyszła z Wielkiego Domu. Chase wstała i podeszła do makiety, sporządzonej przez dzieciaki od Hefajstosa. Była to idealna rekonstrukcja Obozu Herosów, z pozycjami i sztandarami domku, w zależności kto czego bronił. Stanęła z założonymi rękoma i przyjrzała się wszystkiemu uważnie.
— Potrzebny nam nowy plan. Frank, jakieś propozycje?
Syn Marsa wstał i stanął obok blondynki, z którą zaczął dyskutować o taktyce. Inne osoby również zaczęły brać czynny udział w zebraniu, odrywając się od ponurych myśli. Tylko trójka osób się nie ruszyła: ja, Leo i Percy.
— Zginęła córka Aresa. Myślicie, że może się za to zemścić? — zaczęła Hazel, bawiąc się nerwowo szlachetnym kamieniem, który nie wiadomo skąd wytrzasnęła. Jej pytanie zaowocowało nową dyskusją, pełną teorii i pomysłów.
— Może złóżmy ofiarę? — zaproponowała Sky, opierając się o ścianę.
— Taką krwawą? Z człowieka?
Przewróciła oczami i wzruszyła ramionami.
— Skąd ja mam to wiedzieć? To tylko pomysł.
— W sumie tak jest w przepowiedni —  zauważyła Annabeth. —  Przysięga, że jeden z nich trupem na polu polegnie i krwią strasznego boga wojny nasyci.
Zapadła cisza, przerywana tylko tykaniem zegara.
— Czyli ktoś będzie musiał zginąć, by Ares przestał się gniewać? — spytał cienkim głosem jakiś chłopczyk, którego nie kojarzyłam. Od poprzednich wakacji wiele osób zostało uznanych jako dzieci pomniejszych bóstw. Zdarzało się więc, że było tylko dwie lub trzy osoby w domku, a czasami tylko jedna. Tak jak Sky.
Sky była córką bogini zdrady.
Olśniło mnie w tej samej chwili, kiedy zaburczało mi w brzuchu. Było jednak zbyt głośno, by ktoś to zauważył.
— Nikt nie będzie się poświęcał, by zadowolić Aresa. Czy to jasne? — spytała ostro Annabeth, kończąc dyskusję. W tym momencie Percy bez słowa gwałtownie wstał i ruszył w stronę drzwi. Blondynka, choć zaskoczona, próbowała go zatrzymać, łapiąc za rękę. Ten jednak się wyrwał.
— Nie mogę — wydusił z zaciśniętym gardłem i spojrzał na Leona. — Wybacz stary, ale nie mogę. To mnie przerasta.
Leo kiwnął tylko głową i wtedy Jackson wyszedł. Hazel westchnęła cicho i wypowiedziała na głos to, co do nikogo nie chciało dotrzeć.
— On się nie wycofał z walki, prawda? Powiedzcie, że się nie wycofał.
Frank przytulił ją, a Annabeth nadal stała z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Percy się wycofał. Wszystko zaczęło do siebie pasować, a ja i Chase zapewne łączyłyśmy jako jedyne wszystko w całość. Pojedynek Clarssie i Demoforta był pojedynkiem Patroklosa i Hektora. Percy wycofał się z walki tak samo jak Achilles. Z mniej egoistycznych pobudek, ale jednak odszedł.
Przygnębienie trwało przez cały dzień. Wieczorem, gdy słońce zaszło i zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy, cała dolina zapłonęła światłem. Stałam w oknie swojego pokoju i czując, jak sama umieram od środka, patrzyłam na tysiące stosów pogrzebowych moich przyjaciół. Gdy nastał nowy poranek, nikt nie liczył na poprawę humoru, nikt nie starał się zmienić stanu rzeczy. Widok stosu pogrzebowego Clarisse wypełnił moich druhów bezradnością i poczuciem, że teraz wszystko jest stracone.
Znów plany, które miały nas jakoby ochronić. Jason, Annabeth i Frank żywo na ten temat rozprawiali, gdy pozostali, którzy nie mieli warty, siedzieli z nieobecnym wzrokiem albo po prostu spali. Do mało wesołej gromadki dołączyła jeszcze jedna osoba, której wszyscy najmniej się spodziewali. Nico di Angelo, w pełnej zbroi, wszedł wyprostowany i przywitał się skinieniem głowy. Na jego widok Will, który siedział przygaszony w rogu, rzucił się na niego.
— Nico! Nigdy więcej czegoś takiego nie rób! Nie znikaj tak bez słowa!
— Miażdżysz mi żebra, Solace —  wychrypiał brunet, próbując się uwolnić.
— Jeśli się nie zamkniesz, zmiażdżę ci coś jeszcze.
Nico uśmiechnął się blado i odsunął delikatnie Will'a, któremu świeciły się oczy.
— Musiałem coś załatwić w Podziemiu. I robię za Hermesa nowego pokolenia — mruknął, wyciągając z kieszeni bordową kopertę. Podszedł do mnie zdecydowanym krokiem, wyciągając w moją stronę rękę z listem. Kątem oka uchwyciłam, jak Leo wstaje, więc szybko porwałam kopertę i wyjęłam papier pachnący granatem. Zaczęłam szybko czytać treść listu.
Kochana siostrzyczko,
obiecałam, że postaram ci pomóc, jeśli będę potrafiła. Tym bardziej, że zrobiłaś matce na złość, a ja nigdy na takie coś bym nie wpadła. Wręczam ci ten list przez mojego pasierba, bo muszę mieć pewność, że nikt inny prócz ciebie go nie przeczyta. I tak wiem, że wszystkim rozgadasz. W każdym razie: Demeter coś kombinuje. Zdołałam się dowiedzieć, że na kolejny dzień zaplanowała użycie swojego konia trojańskiego. Nie wiem, co to jest. Spal ten list zaraz po przeczytaniu.
Persefona
Przeczytałam list parę razy, zanim podałam go Annabeth. Blondynka pobladła na twarzy, podała list do kolejnych osób.
— To może być podstęp — oznajmił Frank z kamienną miną. — To może być koniem trojańskim.
— Zawiązałaś z Persefoną układy? — spytała Hanzel. Wzruszyłam ramionami. Obiecała mi pomóc, ale myślałam, że mnie spławia. A potem przypomniałam sobie wyraz jej oczu i słowa: "Ciesz się wolnością póki możesz. Matka będzie chciała to jak najszybciej zakończyć. Proponuje ci zapomnieć o twoim dawnym życiu, które ci nagle odebrano. Wtedy nie będzie cię to aż tak boleć".
Nie chciała, bym cierpiała i została na zawsze przykuta nieśmiertelnością. Nie chciała, by Demeter mnie kontrolowała. To o tym mówiła zeszłej zimy.
Nikt nie zauważył jak wymknęłam się i poszłam do swojego pokoju. Był ciepły dzień i nic nie wskazywało na to, że gdzieś tam ludzie zaczynają głodować przez moją matkę. Nic nie wskazywało na to, że dzieje się coś okropnego.
Byłam w żenującej sytuacji. Dwójka facetów biła się o mnie jak o jakąś zabawkę. A ja nie mogłam wrzasnąć na nich, by przestali zachowywać się jak szczeniaki, bo byłam niemową. I kobietą. Mężczyźni nie słuchają kobiet od tak sobie.
Drzwi się otworzyły i do pokoju wślizgnął się Leo. Za tym niewinnym uśmiechem czaiło się coś, czego nie mogłam rozszyfrować.
— Mała, musimy porozmawiać.
No to super. Kiwnęłam powoli głową. Leo westchnął i wypalił:
— Muszę cię prosić, abyś zdjęła bluzkę.
Moja szczęka powędrowała na dół. Chwila. Co? Nie powiedział tego. Błagam, powiedzcie, że on tego nie powiedział na głos. Uniosłam wysoko brwi, a on tylko zrezygnowanie westchnął.
— Ściągał ją mała albo sam to zrobię. Wiesz dobrze, że tak będzie.
Tak, powiedział to. Ale świnia. A tata powtarzał: nie ufaj facetom. W tym właśnie momencie straciłam do niego resztkę szacunku, którą go darzyłam. Założyłam ręce na piersi i pokręciłam głową.
— Mackenzie, zrób to. Przecież nie będę cię molestował, do jasnej cholery. Chyba nie masz mnie za kogoś takiego.
A to nie podchodzi molestowanie? Patrząc na niego wzrokiem seryjnego mordercy, chwyciłam brzeg koszulki i podciągnęłam ją do góry. Zanim jednak odsłoniłam stanik, Leo zaczerpnął gwałtownie powietrza. Spojrzałam w dół, na mój brzuch.
Mogłam policzyć każde żebro, które wystawało. Brzuch był zapadnięty, nie tak uroczo jak u modelek Victoria's Secret. Sama byłam zdziwiona tym co zobaczyłam, już nie mówiąc o Valdezie. Podszedł do mnie powoli i złapał za nadgarstki. Puściłam bluzkę, a materiał opadł i zakrył mój brzuch.
— Mackenzie, czy ty się głodzisz? — spytał, niezwykle delikatnym tonem. Spuściłam wzrok na nasze złączone ręce. Nie głodziłam się, po prostu nie miałam chęci na jedzenie. Apetyt całkowicie mnie opuścił.
— Przecież nie jestem ślepy. Jak długo to trwa, odpowiedź.
Przełknęłam ślinę i powoli wystawiłam trzy palce. Tyle tygodni to trwało. Odkąd odwiedził mnie Nico.
— Spójrz na mnie Mackeznie. Proszę.
Miałam ochotę rozpłakać się z bezczynności. Zamiast tego powoli podniosłam wzrok, spotykając się z jego tęczówkami, przepełnionymi troską o moją osobę. Poczułam wstyd i wyrzuty sumienia tak ogromne, że miałam ochotę zwrócić sucharki, które zjadłam poprzedniego wieczoru.
— Dlaczego to robisz? Tak wiele osób ginie za to, byś była wolna, a ty krzywdzisz sama siebie.
Nie zareagowałam.
— Czujesz się winna? Nie powinnaś mała. Nie masz czuć się winna. To i tak trwa. Głodząc się, nie przywrócisz życia Clarisse, Troian i wielu innym, którzy polegli. Oni by tego nie chcieli. Obiecaj mi, że postarasz się zacząć jeść, okej?
Kiwnęłam niezauważalnie głową. Oczy Leona zwęziły się i dokładnie wbiły się w moje źrenice. Poczułam się zażenowana.
— Zawsze miałaś takie złote plamki w oczach?
Gwałtownie się od niego odsunęłam i podeszłam do lustra, które wisiało niedaleko drzwi. Sama zaczęłam przyglądać się swoim źrenicom. Tak, złote plamki nadal tam były. Zauważyłam to w dniu, kiedy zostałam porwana z dworu Demoforta. Nie urodziłam się z nimi.
Widzicie, nie powiedziałam, że zauważyłam to w dniu, kiedy Leo mnie pocałował. Jestem silną, niezależną kobietą.
Odwróciłam się i chwyciłam notatnik wraz z długopisem i zajęłam się przelewaniem na papier mojej hipotezy. Przez cały czas Leo mnie obserwował. Robiłam błędy jeden za drugim, nie mogąc się skoncentrować.
Myślę, że to od ambrozji i nektaru. Na dworze jadłam go całkiem sporo, bez względu na to, czy byłam ranna czy nie. Ale ambrozja miała jakiś inny smak. Oczy Demoforta też najpierw były niebieskie, a teraz są zupełnie złote.
Leo czytał to długą chwilę. Dopadły mnie wyrzuty sumienia, że napisałam o Demofordzie. Czy powinnam sobie to darować? Oh na Boga, przecież nie był aż takim dzieckiem. Przynajmniej miałam taką nadzieje. Po chwili odrzucił notatnik w bok i uśmiechnął się nieco psychopatyczne.
— Widzisz, zawsze narzekałaś na swoje zwykłe, brązowe oczy. Teraz masz urozmaicenie — powiedział z nutką rozbawienia w głosie. — Ładnie ci.
Przyciągnął mnie do siebie i przytulił. Mogłam słyszeć bicie jego serca, czuć, jak jego klatka piersiowa opada za każdym razem, gdy robi oddech. Objął mnie w pasie i oparł głowę o moją. Zamknęłam oczy.
— Nawet nie mam co przytulać —  mruknął. Zapewne chciał być zabawny, ale tylko mnie zawstydził. — Ale muszę powiedzieć, że to ma też i swoje plusy. Pamiętasz, jak wyniosłem cię z lasu gdy chimera cię zaatakowała? Zanim dotarłem na miejsce, miałem wrażenie, że wypluje płuca. A wczoraj podniosłem cię bez problemu. Ale w sumie, wmawiajmy sobie to, że przypakowałem.
Uśmiechnęłam się. Przez chwilę widziałam go takiego, jakiego go poznałam. Wyluzowanego, pewnego siebie, z wielkim ego i sypiącego beznadziejnymi żartami. Czy on także tęsknił za starą Mackenzie, która nie przejmowała się niczym, prócz wyhodowania małej roślinki? Czy tęsknił za popołudniami spędzonymi na pleceniu wianków ze stokrotek lub budowania bezużytecznych maszyn w bunkrze?
— Muszę już iść Mackenzie —  powiedział cicho, a ja przyłapałam się na tym, że mam oczy wilgotne, co spowodowały wspomnienia zalewające moją głowę. Chłopak odsunął się delikatnie i założył pasmo moich ciemnych włosów za ucho. I nie zabrał dłoni. Jego kciuk zaczął pieścić mój policzek. Przymknęłam oczy.
— Będę cię chronić, mała. Nie ważne jak długo i za jaką cenę.
Uniosłam powieki. Wpatrywał się we mnie z tym błyskiem w oczach, który widziałam tylko jeden, jedyny raz.
Tym razem oboje byliśmy przygotowani.
Nie był to wybuch ognia, tak jak poprzednim i jedynym razem. Złapał mnie w tali i delikatnie pociągnął w swoją stronę. Jego usta odnalazły moje, najpierw delikatnie je muskając. I przez ułamek sekundy nie poruszył się, więc to ja tym razem zrobiłam pierwszy krok.
Gdy mnie całował, a ja jego, świat gdzieś uleciał. Byliśmy tylko we dwoje. Czułam, jak każdy nerw w moim ciele domaga się jego uwagi i pieszczoty. Czułam jak cały ten niebezpieczny świat rozpada się w małe kawałeczki, jak całe zło gdzieś znika. Zostały tylko jego usta i jestem pewna, że uniosłam się kilka centymetrów nad ziemią.
Złapałam go za kark i pociągnęłam bliżej, a jego ramiona zamknęły mnie w uścisku, w którym nie mogłam wątpić, że coś nam się stanie. Byliśmy przez tą chwilę dwójką normalnych nastolatków, cieszących się sobą i mającą siebie na własność.
Ja byłam jego. On był mój.
Czy ja go kochałam? Na Boga, mam dopiero 18 lat. Nie wiem nic o miłości. Gdy byłam mała, mój ojciec nie miał przy sobie kobiety, na którą mógłby patrzeć całe życie. Byłam tylko ja i to na mnie skupiał swoją całą uwagę. Podczas, gdy moje przyjaciółki miały już drugiego czy trzeciego chłopaka, ja stałam z boku i uśmiechałam się, by wyglądało, że cieszę się ich szczęściem. Nie śpieszyło mi się do romansów wyjętych prosto z kart fantastycznych powieści. A teraz sama byłam częścią jednej.
Podczas tego jednego, krótkiego pocałunku, czy mogłam poczuć, czym jest miłość? Czy to było to uczucie, czy też przelotne zauroczenie, kaprys nas obojga, domagających się uwagi i trochę ciepła? Żadne z nas nie było idealne.
To Leo przerwał pocałunek i uśmiechnął się do mnie smutno. Musnął jeszcze wargami mój nos, wyszeptał coś tak cicho, że tego nie usłyszałam i wyszedł. Poczułam, jak żar, który we mnie rozpalił, pragnie więcej. Nie pobiegłam za nim, tylko osunęłam się na podłogę i usiadłam po turecku, zatapiając się w myślach.
Czytałam pewną książkę jakieś pół roku temu, gdy przeżywałam rozgoryczenie tym, że jestem niemową, gdy byłam zła na cały świat, czułam się opuszczona przez przyjaciół i pracującego ojca. Siedziałam wtedy dwie godziny w bibliotece, zanim przekonałam się do wypożyczenia książki o psychologi. Był tam bardzo mądry cytat, który usiłowałam sobie przypomnieć i gdy w końcu to się stało, miałam ochotę skakać z radości.
"Nie ma trudności, których miłość nie mogłaby pokonać. Nie ma choroby, której miłość nie mogłaby uleczyć. Nie ma drzwi, których miłość by nie otwarła. Nie ma zatoki, nad którą miłość nie wybudowałaby mostu. Nie ma muru, którego miłość nie mogłaby zburzyć. nie ma grzechu, którego miłość nie mogłaby odkupić. To bez znaczenia, jak głęboko zakorzenione są kłopoty, jak beznadziejnie wygląda sytuacja, jak bardzo sprawa jest zawikłana, jak wielki jest błąd. Miłość zaradzi temu wszystkiemu. I jeżeli będziesz mógł kochać wystarczająco silnie, będziesz najszczęśliwszą i najpotężniejszą osobą na świecie." * 
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam robić swoje, bez względu na to, jakie poniosę konsekwencję.


* "Poznaj moc, która jest w Tobie" Autor: Louise L. Hay. Świetna książka, polecam. Pomogła mi uświadomić sobie wiele rzeczy i naprawdę zmieniła życie.
To chyba mój fav rozdział z całych dwóch części Alfabetu. Tutaj dopiero widać, jak piękna jest relacja Leo i Mackenzie, jak starają się siebie na własny sposób ochronić, jak się o siebie troszczą... Szczególnie uwielbiam ten moment, gdy Leo mówi Kenzie o głodzeniu się. Jestem z niego dumna.
Ktoś spodziewał się, że Clarisse zginie? Nie? To dobrze. Zawiadamiam Was, że to dopiero wierzchołek góry lodowej w której ma uderzyć Titanic aka Wasze uczucia.
CZEKAM NA POMYSŁY, CO MOŻE BYĆ KONIEM TROJAŃSKIM.
I CO MYŚLICIE O ZACHOWANIU PERCY'EGO.
TAŃCZYMY TANIEC SZCZĘŚCIA Z POWODU DRUGIEGO POCAŁUNKU! ROBIĄ POSTĘPY, RIGHT?
Idk co mam napisać... Po prostu Was kocham, dziękuje za wsparcie, za to, że czytacie i jesteście z Lenzie.  Niebieskie ciasteczka dla wszystkich!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis