sobota, 26 marca 2016

32


Stałam opierając się o balustradę na werandzie Wielkiego Domu. Choć byłam ubrana w za dużą koszulę, krótkie dresowe spodenki i białe skarpetki nie odczuwałam zimna mimo tego, że słońce dopiero wstawało. Cały Obóz wyłaniał się z gęstej mgły przypominającej mleko. Moje włosy były lekko wilgotne po niedawnym prysznicu, a na twarzy nie miałam ani gramu makijażu. Nie byłam tak bardzo naturalna odkąd przeniosłam się do willi razem z matką. W blasku porannego słońca odbijał się pierścień z diamentem, który krył złoty miecz oraz mój pierścionek zaręczynowy. Stałam omiatana przez ciepły wiatr i patrzyłam na horyzont.
Wojska Demofonta pojawiły się na horyzoncie, niż ktokolwiek z nas to planował.
W środku trwała narada wojenna, dzieci Hekate nałożyły specjalne zabezpieczenia na granice a Domek 9 pobijał rekordy w wytwarzaniu broni.
Na sam widok tego co się szykuje, czułam nieprzyjemne skurcze żołądka oraz drżenie dłoni. W głowie tłukły mi się słowa przepowiedni, które wypowiedziała osobiście Rachel. Przepowiedni, której powtarzałam raz za razem, mając nadzieje, że sprawi ona się coraz bardziej wyraźna lub chociaż na tyle nierzeczywista, by się nie spełnić.
— Mackenzie? — słowa Katie wybudziły mnie z transu. Westchnęłam głęboko i spojrzałam w jej stronę. — Chodź do środka. Musisz coś zjeść.
Powlekłam się za nią, choć wcale nie miałam ochoty na jakąkolwiek konsumpcje. Ominęliśmy zatłoczony salon, wypełniony po brzegi grupowymi domków ubranych w pełne zbroje i skierowałyśmy się do kuchni, urządzonej tak jak reszta domu. Słowo wyjaśnienia: drewna było zbyt dużo jak na tak małą powierzchnie. Usiadłam przy wypucowanym na błysk stole, naprzeciwko Troian, która rysowała niebieską kredką kwiatuszki na kawałku białej kartki. Uśmiechnęłam się do niej delikatnie, a ona zawstydzona spuściła główkę. Katie zaparzyła kawę dla siebie i dla mnie, a dla małej kubek z gorącą herbatą. Czując na sobie jej ciekawski wzrok, sięgnęłam po tosta z dżemem. Zrobiłam to tylko dlatego, by przestała interesować się tym, czy jem czy nie. Ona natomiast schowała za uchem kosmyk ciemnych włosów. Jak reszta była ubrana w złoty napierśnik, ciemne, zielone spodnie i glany. Przy pasku powiesiła swój miecz, a ciemne włosy splotła w warkocz. Nigdy nie wyobrażałam sobie jej w takiej postaci. Zazwyczaj nosiła kwieciste koszule i ogrodniczki, a włosy miała rozpuszczone i rozkosznie rozczochrane. Zbroja nadała jej powagi i wyostrzyła rysy.
— Mogłabyś się zająć Troian, kiedy ja będę na zebraniu? — spytała, między jednym łykiem naparu a drugim. Kiwnęłam głową. — Dzięki.
Rozmowa się urwała. Zazwyczaj Katie była wygadana, zawsze uśmiechnięta i bez powodu wybuchała śmiechem. Nie dzisiaj. Mimo tego, że była ode mnie młodsza, czułam, jak grupowa Domku 4 patrzy na mnie z surowością godną mojego ojca. Badała każdy szczegół mojej twarzy, nie odrywając wzroku i nawet się z tym nie kryjąc. Dopiła kawę, zostawiła szklankę w zlewie i już szykowała się do wyjścia, ale jednak się rozmyśliła i znów zaczęła rozmowę.
— Przygotowali ci pokój na piętrze. Masz nie ruszać się z tego domu, jasne?

Dlaczego?

— Tak samo beztroska jak Valdez — mruknęła pod nosem. — Kobieto, najbardziej prawdopodobną opcją jest to, że będzie wojna. Słyszałaś przepowiednie?
Kiwnęłam głową.
— A powiedzieli ci, co wykombinowali? Co ona oznacza?
Tutaj pokręciłam głową. Gdy tylko usłyszałam jej treść, wybiegłam z pokoju do łazienki i siedziałam tam przez dobrą godzinę, zanim ubłagali mnie, bym otworzyła drzwi.
— Co to za przepowiednia? — spytała Troian, przerywając na chwilę rysowanie i podnosząc wzrok na Katie. Miała rozkoszny głosik i mrużyła oczy, kiedy mówiła. Katie głośno westchnęła i usiadła obok dziewczynki, która znów zajęła się rysowaniem i utkwiła wzrok we mnie. Złożyła dłonie na blacie, niczym dyrektor w gabinecie. Odłożyłam niedokończony tost, czując, że więcej nie przełknę.
— Nie jestem Annabeth, ale postaram ci to klarownie wyjaśnić, okej? No więc przyrzekłaś matce, że nie zwiejesz, tak?
Kiwnęłam głową, jednak zbytnio nie zrozumiałam, co to ma wszystko ze sobą wspólnego. Katie westchnęła i zaczęła jeszcze raz.
— Napisz tą cholerną przepowiednie na kartce, muszę wiedzieć, czy niczego nie przekręciłaś.
Więc napisałam. Czując, jak drży mi ręka i kręci się w głowie. Napisałam.


Nieświadomie córka maku zbiegnie.
Przysięga, że jeden z nich trupem na polu polegnie
i krwią strasznego boga wojny nasyci,
Na ten cel zostali herosi powici.
Strach ją otoczy, wybór w kark dyszy,
Zdradę, Mądrość i Miłość ma za towarzyszy.
Ta, co obietnice mu szczere składała
Najboleśniejszy cios w jego serce zadała.


Katie przeczytała po cichu jeszcze raz, a Troian starała się zaglądnąć jej przez ramię i rozszyfrować tekst, choć nie byłam pewna, czy potrafi czytać. To nawet lepiej. Nie chciałam, by taka mała osóbka jak ona, mogła poznać taki okropny tekst. Powinna teraz w spokoju uczyć się rymowanek, a nie starożytnych przepowiedni.
— Jedziemy od pierwszego wersu — zaczęła Katie. — To mamy przynajmniej z głowy, bo już się stało. Wbrew woli zostałaś uprowadzona przez Leona i złamałaś obietnice daną matce. Potem trzy wersy są wielką tajemnicą, ale Connor twierdzi, że będą w to zamieszani kosmici. Potem cztery wersy są o tobie. Będziesz miała przed sobą jakiś ważny wybór i zapewne pomogą ci go podjąć Sky, ta od Apate, Piper i Annabeth. A ostatnie dwa — zrobiła długą pauzę, zanim kontynuowała — są o tobie i Leonie. Mądrzy ludzie wydedukowali, że zabijesz osobę, której składałaś w Obozie SZCZERE obietnice, wbijając miecz w serce.
Opadłam ciężko na oparcie krzesła i przymknęłam oczy. Przecież to nie musi być Leo, prawda?
Możesz mi coś obiecać? Po prostu mnie nie zostaw, okej?
Dzwoń często i wpadnij na święta. Ogólnie to wpadaj kiedy chcesz, tylko zadzwoń, bo muszę cię zarezerwować. Mam napięty grafik. I ćwicz alfabet.O Boże. Wtedy wydawało mi się, że to tylko płytkie, nieświadome słowa. Że to tylko kiwnięcie głową. Że to jedynie nieistotny epizod z naszego życia...
— Mackenzie, tylko nie trać głowy. Przepowiednie nigdy nie są jasne i zazwyczaj jest tak, że mylnie je interpretujemy. Annabeth może się mylić, wszyscy mogą się mylić. Wystarczy popatrzeć na Leona i Przepowiednie Siedmiorga.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią zdziwiona. O co jej do cholery chodzi? Katie przez moment wyglądała na zdezorientowaną, a potem się zmieszała.
— Oj, ty o niczym nie wiesz? Nikt ci nie powiedział? Leo ci nie powiedział? O Kalipso i tak dalej?
Gdy usłyszałam imię dziewczyny, coś się we mnie obudziło. Nie powinnam być zazdrosna, prawda? Leona znałam od niecałego roku, tylko w czasie wakacji, a to, że mnie pocałował, mogło nic nie znaczyć. Więc czemu czułam się zazdrosna?
Katie szybko wstała i włożyła moją szklankę do zlewu. Dodała jeszcze jedno zdanie, zanim wyszła uczestniczyć w zebraniu.
— Przynajmniej Annabeth już wie, którego mitu jesteś częścią — powiedziała cicho, po czym uśmiechnęła się uroczo. — Heleno Trojańska.


Wojska Demofonta okrążyły cały Obóz, nim wybiła dwunasta w południe.  Przez całe godziny siedziałam przy oknie, obserwując i zajmując się Troian. Znajdowałyśmy się w pokoju, gdzie przeniesiono moje rzeczy z Czwórki. Z dołu dobiegały co chwile krzyki, potem śmiech i znowu cisza. Niepokoiło mnie to. Gdy około drugiej Katie przyszła sprawdzić co u swojej małej siostrzyczki, wymknęłam się na dół. Panował tam taki harmider, że mało kto zauważył, że weszłam.
— Oni na pewno nie idą! — krzyknęła oburzona Clarisse. — Załatwmy ich od razu, bez żadnych chorych negocjacji.
— Czy ktoś może łaskawie znów związać ją w kącie, bardzo proszę — odezwał się Percy, poprawiając rzemienie przy zbroi.
— Musimy iść, skoro wysunęli propozycje — powiedziała spokojnie Annabeth. — Może uda nam się to rozwiązać bez rozlewu krwi.
To oni planowali jakikolwiek rozlew krwi? Oparłam się o ścianę, by nie stracić równowagi.
— Musisz być naprawdę naiwna, by w to wierzyć — odezwał się Connor, siadając na krześle.
— Wychodzimy, zanim Clarisse straci panowanie nad sobą — zarządził Jackson, ciągnąc za sobą Leona, którego dopiero teraz zauważyłam. O nie, tego już było za wiele. Szybko znalazłam się pomiędzy wyjściem a Trójką Wybitnych Dyplomatów i założyłam ręce na piersi.
— Miałaś nie wychodzić ze swojego pokoju — odezwała się lekko rozzłoszczona blondynka. Wyciągnęłam notatnik, napisałam zdanie i podałam Leonowi.

Też idę.

— Nie, raczej nie, mała. Zostajesz tutaj, gdzie jesteś bezpieczna.
Pokręciłam głową i tupnęłam nogą. Leo wymownie spojrzał w sufit.
— Powiedz, mała, którego ze słów nie rozumiesz? Nie. Koniec dyskusji.
Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Coś czułam, że będziemy stać tak w nieskończoność, piorunując się nawzajem. Obydwoje uparci, pewni swoich racji i za nic nie ustępujący miejsca drugiemu.
— Na litość boską, czy musicie zachowywać się jak dzieci? — fuknęła córka Ateny.
— Annabeth — odpowiedział twardo Percy. — Zamknij się.
Ten moment na chwilę rozproszył Valdeza, co wykorzystałam. Obróciłam się i szybko otworzyłam drzwi, wybiegając. Usłyszałam tylko krzyk "Łapcie tą wariatkę!" i zbiegłam szybko po schodkach. Długo wolna nie byłam, bo Leo złapał mnie w pasie i uniemożliwił ruch. Poczułam jego ciepły oddech na nagiej szyi. I byłam na siebie wściekła, że zadrżałam pod jego wpływem. Z resztą, jedną rękę miałam wolną, mogłam przyłożyć mu w twarz. Kusząca myśl. Już brałam zamach, gdy do akcji wkroczył Kapitan Jackson.
— Niech idzie, co nam szkodzi — stwierdził Percy, dołączając do nas.
Zaraz, co? Spojrzałam na niego zdziwiona. Leo też spojrzał, ale w jego wzroku czaiła się złość i chęć mordu przyjaciela.
— Nie ma zbroi, mogą ją zranić — zaprzeczyła Annabeth.
Teraz zgłupiałam. To mogę przyłożyć Valdezowi, by wywalczyć sobie drogę do zwycięstwa czy nie?
— Niech tylko spróbują — mruknął Leo i rozluźnił ucisk. Po chwili byłam już całkowicie wolna a moja ręka zastygła w powietrzu. Nadal miałam w głowie maszynę losującą. Przyrżnąć mu czy nie? Ale nim zdążyłam zdecydować, Leo bez słowa minął mnie i nie zaszczycił nawet spojrzeniem. Co za cholerny tchórz! Przy najbliższej okazji i tak dobiorę mu się do twarzy.
Szłam pomiędzy chłopcami i moje myśli krążyły między dwoma kwestiami: czy uciec do Demofonta i tym samym uchronić Leona przed jego gniewem? A może zostać z przyjacielem, chłopakiem, Boże, to skomplikowane, i walczyć o wolność? Gdy przypomniałam sobie nasz pocałunek, w moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Zerknęłam kątem oka na Leona, którego wzrok był skupiony na grupce mężczyzn, przewodzonych przez wysoką kobietę. Demeter. Przełknęłam ślinę, gdy nasze spojrzenia się spotkały, ale dzielnie to wytrzymałam.
— Siemka, jak leci — przywitał się Percy, po czym ucichł, gdy poczuł na sobie wzrok wszystkich obecnych.
— Nasze warunki brzmią — powiedziała Demeter, bez zbędnych wstępów. — Oddajcie mi moją córkę, a Demofont obiecał, że odejdzie i nie zrobi nikomu krzywdy. Włącznie z tym chłoptasiem.
— Nie jest niczyją własnością — oświadczył Leo, nadzwyczaj spokojnym głosem.
— Odezwał się — mruknęła Annabeth.
— Po czyjej stronie ty w ogóle stoisz, co? — warknął na nią Jackson.
Starałam się w tym czasie przejrzeć intencje matki, dostając się do jej myśli. Spór toczony na głos był niczym w porównaniu z tym, co się działo w moim umyślę. A Demeter nie pozostawała w tyle. Gdyby ktoś w tym momencie zaczął przypatrywać się dokładnie mojej twarzy zauważyłby wstępujące na czoło kropelki potu.
— Mackenzie obiecała, że nie odejdzie. I nie zrobiła tego naumyślnie. Więc zakończcie to zanim poleje się krew.
— Jaki ty masz w tym interes, co? — zastanowił się na głos chłopak, przeszywając ją wzrokiem.
— Nie pozwolę, żeby kolejna moją córkę zabrano do Hadesu — warknęła Demeter — Nie po to, przez tyle lat...
Ojć, niedobrze. Powoli do wszystkich docierał sens jej słów. Do Leona również.
— Chwilunia — przerwał jej nieelegancko — To przez ciebie nie trafiła tutaj przez pięć lat? Nie mogła opanować najprostszych rzeczy?
Zacisnęłam zęby. Nie powinien dać się porywać emocjom. I tak odzywać się do mojej matki. Nie żebym ją jakimś specjalnym szacunkiem darzyła, ale jednak to BOGINI. Jednym kiwnięciem palca mogła go zamienić w tulipana.
— Nie miała walczyć — odparła ta z błyskiem w oku. — Dla niej zaplanowana jest zupełnie inna przyszłość.
— Chcesz z niej zrobić jakąś cholerną marionetkę do swoich głupich gierek?! — Tym razem Leo nawet nie starał się opanować. Spostrzegłam dym wydobywający się spod zaciśniętych palców. Położyłam mu dłoń na ramieniu. Nawet nie drgnął.
— A co tobie do tego? Jesteś tylko głupim herosem.
Wstrzymałam oddech. Już jej wcale nie lubiłam. Wolałam ją jako nadopiekuńczą panią, wtrącająca co chwilę sugestie o owsiance.
— Ten głupi heros jest jednym z siedmiu, którzy uratowali twój tyłek — wycedził przez zaciśnięte zęby.
Demeter uśmiechnęła się drwiąco.
— I stąd pomysł, że jesteś wystarczająco dobry dla mojej córki?
Leo ryknął i rzucił się na boginię, która zniknęła w obłoku pary pachnącej skoszonym zbożem.


Nie mam zielonego pojęcia, od czego powinnam zacząć.
Przepraszam Was, ze pod poprzednim postem nie odpowiadałam na komentarze. Zawsze robię to w niedziele, a akurat w poprzednią nie miałam laptopa w ręce a z komórki nie lubię tego robić. A później nie miałam do tego serca. Ale każdy przeczytałam po kilka razy. Wasza tabletka gwałtu wygrała internety.
Nikt nie cieszy się ze wspomnianej Kalipso? To dobrze. Nie ma z czego się cieszyć, a ona jeszcze się pojawi. Niestety, nie zleciała ze spiżowego smoka i nie utopiła się w oceanie.
Jak mi wyszła Przepowiednia? Nie jest źle, tak myślę. Bóg nie obdarzył mnie talentem do rymowanek. Czekam na interpretację. Zostało tylko 8 rozdziałów i epilog.
Wiecie co? W tych durnych samochodach nie powinno być sprzęgła. Sprzęgło to zło. ZŁO! I Śpiąca Justysia powinna się obudzić za kierownicą, bo robi takie błędy na drodze, że sama ma się ochotę rozpłakać za kierownicą. Ale parkowanie równoległe mi nawet wychodź. Nie mówmy już o zawracaniu, cofaniu i startowaniu z jedyneczki i sprzęgła, bo nie ma się czym chwalić. Prześlijcie mi swoje pozytywne myśli, bo we wtorek jak mi coś nie wyjdzie, to się popłaczę. Już byłam blisko tego stanu w środę i chyba było to widać, bo pn instruktor już się na mną ulitował. Nieważne.


Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH CHCE ŻYCZYĆ MOIM LEOSIĄTKOM WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, MOTYWACJI I SZCZĘŚCIA, DUŻO UŚMIECHU I CZEGO TAM JESZCZE CHCECIE ♥
Jestem szczęściarom, że mam takich niesamowitych czytelników jak Wy. Kocham najmocniej xxx

3 komentarze:

  1. Oficjalnie mówię, że umarłam.
    Czy Mackenzie nie może wkroczyć do akcji i wyjaśnić Demciowi, że kocha Leosia i oboje odlecą na Festusie w stronę zachodzącego słońca? A sorki, zapomniałam o Kalipso. I tak w sumie to moja teoria się nie sprawdziła, bo myślałam, że Kenzie będzie drugą Korą, ogólnie, że Kora/Persefona jest zamknięta w ciele śmiertelniczki, którą jest Kenzie. Przerażający błąd! Kocham Lenzie <33333 I ten pocałunek z poprzedniego rozdziału! <3
    Czekam z niecierpliwością na następny <3
    Absailer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MOJA KOLEŻANKA, Z KTÓRĄ CHODZĘ DO KLASY, JEST LENZIE SHIPPER I MÓWIŁA, ŻE OPIS POCAŁUNKU CZYTAŁA 10 RAZY. Chyba nieźle mi wszyszedł, a nigdy się nie całowałam. Wszystko, czego się nauczyłam, nauczyłam się z filmów. Tak jak to powiedziała Audrey Hepburn.
      Jeszcze was zaskoczę, uwierz mi. I chyba niezbyt pozytywnie. I całowania też dużo nie będzie, więc nie smutaj.
      No ale, będzie druga część Alfabetu, co prawda będą nowi bohaterzy, ale mam większy manewr do popisu z uczuciami niż w AM.
      Na razie skupmy się na przepowiedni, bo do Kalipso jeszcze daleko...

      Usuń
    2. Tak w ogóle to zauważyłam, że w zakładce 'Bohaterowie' Kenzie odwzorowuje moją kochana Adelaide Kane <3 Zastanawiam się, czy właśnie tak powinnam ją sobie wyobrażać ^^

      Usuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis