sobota, 12 marca 2016

30


Siedziałam na ławce ogrodowej. Trwało przyjęcie. Bawiłam się pierścionkiem zaręczynowym, niezwykle prostym a i tak pięknym, który dostałam tydzień temu. Demeter obserwowała mnie, gładząc włosy i z troską się mi przyglądając. Zapowiedziała, że chce ze mną porozmawiać. I od tego czasu nie odezwała się ani słowem.
— Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Źle się czuję, mając taki sekret przed tobą — odezwała się w końcu. Spokojnie, chciałam jej odpowiedzieć. W wieku osiemnastu lat wychodzę za mąż za boga, w którym się niegdyś kochałaś i dałaś mu nieśmiertelność. Ach, i nie powiedziałaś mi ani słowa.
Kobieta założyła mi kosmyk włosów za ucho.
— Jestem z ciebie taka dumna — wymruczała. — Zgodziłaś się, a nie byłam tego aż taka pewna. Ten chłopiec z Obozu...
Zesztywniałam. Przez całe dnie i nocy starałam się zablokować wspomnienia z poprzedniego życia, a ona wyjeżdża mi tutaj ze wzmianką o Leonie. Bogini jakby tego nie zauważyła. Albo zignorowała.
— Nie myśl, że cię nie kochałam przez te wszystkie lata nieobecności — zaczęła. — Gdy tylko cię ujrzałam, poczułam, że będziesz idealna. Miałaś oczy swojego ojca i słodko się uśmiechałaś, mimo tego, że nie miałaś zębów. Chroniłam cię przez całe życie, zasłaniałam Mgłą, by...
~ SŁUCHAM? ~ wrzasnęłam w jej myśli. Nie mogłam tego zablokować. Podziałało to na mnie jak kopnięcie prądem. Wiadomo, że należy oderwać rękę. Bogini skrzywiła się, jakby wpiła łyk wytrawnego wina.
— Miałaś nigdy nie dowiedzieć się o Obozie Herosów. Twoje ręce nigdy nie miały dotknąć miecza, nie miałaś splamić się walką. Miałaś zostać nienaruszona i czysta, aż przyszedł by czas.
Odsunęłam się od niej gwałtownie.
~ Jak mogłaś coś takiego zrobić? Jak mogłaś trzymać mnie z dala od ludzi, takich jak ja? ~ spytałam z urazą, patrząc na nią bykiem. Nie wierzę, że to prawda. Nie mogłaby....
— Nie kwestionuj moich decyzji. Zrobiłam to, co należało — odrzekła surowo, po czym westchnęła — Miałam przyjść do ciebie w dniu osiemnastych urodzin. Zgodziłabyś się, uwierz mi. Ale Dionizos jakoś się dowiedział, a my raczej się nie dogadujemy. Więc nasłał swoich pomocników, by pokrzyżowali mi plany. Najpierw sprawił, by pomieszały ci się zmysły. Potem spowodował wypadek. I doprowadził do Obozu, choćby za cenę twojego życia.
Zacisnęła wargi. Ja natomiast kiwałam głową, trzymając się za uszy i powtarzając w myślach: To nie prawda, to nie może być prawda, kłamie, ona nie mogła... Demeter brutalnie chwyciła mnie za ramiona i skierowała w swoją stronę. Nasze twarze prawie się stykały.
— Posłuchaj mnie i nie bądź żałosna. Zrobiłam, to co należało. I nigdy o tym nie zapominaj. Mogłaś zrobić wiele rzeczy, mogłaś złamać moje zaklęcia ale byłaś zbyt słaba. Mogłaś zrobić to, o czym myślałaś wtedy przy wyrywaniu chwastów w ogródku przed moim domkiem. Mogłaś rozwiać kłębiącą się Mgłę. Ale byłaś zbyt słaba i wątła. Miej do siebie pretensję. I nie spróbuj zerwać zaręczyn. Zgodziłaś się. Jeśli teraz to odwołasz, złamiesz mu serce i pożałujesz tego. I gwarantuje ci, że to nie ty będziesz najbardziej cierpieć.
Demeter wstała z gracją z kamiennej ławeczki. Wygładziła suknie, obdarzyła mnie zażenowanym spojrzeniem i odeszła. Schowałam twarz w dłoniach i starałam się uspokoić. To nie mogła być prawda. Ale jednak. Byłam chowana jak ptak w klatce, by tylko cieszyć oko. Nigdy nie byłam wolna. Hodowana na rzeź.
— Gdyby teraz Leo zobaczył, pękł by ze śmiechu — odezwał się kpiący głos. — Ale widzę, że tak świetnie się bawisz, że nie pamiętasz o żadnym z nas.
Podniosłam się gwałtownie, wbijając wzrok w ciemność, z której wkrótce wyłoniła się postać mężczyzny. Jego czarne włosy były jak zwykle rozczochrane, a oliwkowa cera nabrała w blasku pochodni chorobliwy, ziemisty odcień. Ciemne oczy były przymrużone, gdy patrzył z obrzydzeniem w moją stronę. Oparł się o najbliższe drzewo i zmierzył mnie wzrokiem. Od stóp, na których błyszczały diamentowe obcasy, po jedwabną suknię, skończywszy na idealnej fryzurze i makijażu . Jego miecz przypięty do pasa, połyskiwał w ciemności. Mógłby umawiać się z modelkami z pierwszych stron brukowców, gdyby nie fakt, że wolał chłopców.
— No cóż, źle ci tu nie jest. Jak widzę, na darmo starałem się tutaj dostać i cię znaleźć, skoro ty masz ciekawsze rozrywki — powiedział Nico, utkwiwszy wzrok w mój pierścionek zaręczynowy. Zszokowana zaczęłam kręcić głową. Na Hadesa, co on tutaj robił, jak się tu dostał?
— Wiesz, jak ciężko zasłużyć na przychylność bogów, by jeden pozwolił ci tutaj wejść? Oczywiście, że nie. Niedługo będziesz panią tego wszystkiego — powiedział głośno, rozkładając ramiona. — Jak możesz patrzeć na własne odbicie w lustrze?
Pokręciłam jeszcze raz głową, a łzy popłynęły po moich policzkach. On nie rozumiał, nie wiedział, że robię to, by ratować matkę. Ale na tym się nie skończyło, bo chłopak uderzył w punkt, który zabolał najbardziej.
— Wiesz, jak Leo wariuje? Jak przetrząsa każde miejsce na ziemi, byleby cię odnaleźć? Masz pojęcie, jak ważna dla niego jesteś? Najwyraźniej nie. Nie zasługujesz, by ktoś taki tak mocno cię kochał.
Wzięłam spazmatyczny oddech. Błagam Nico, nie...
— Ale masz jeszcze jedno wyjście. Znalazłem cię, więc mogę cię stąd zabrać. Mogę wziąć cię przez cienie, możesz wrócić ze mną do Obozu, do ludzi, którzy naprawdę cię kochają.
Wyciągnął dłoń w moją stronę.
— Po prostu chwyć mnie za rękę. Zabiorę cię do twojego prawdziwego domu.
Nie ruszyłam się z miejsca. Po prostu na niego patrzyłam, czując łzy na policzkach i w gardle. Nie mogłam. Cofnął rękę, zaciskając ją w pięść.
— Okej, zrozumiałem. Baw się dobrze w twoim idealnym świecie.
Wycofał się, znikając w ciemności. Przez chwilę gapiłam się w to miejsce, a potem postawiłam pierwszy krok. Moje nogi były jak z waty, więc przez krótką, absurdalną chwilę, pomyślałam, że się złamią, nie utrzymawszy mojego ciężaru. Nic się takiego nie wydarzyło, więc potykając się, pognałam za nim. Przeciskałam się przez zarośla, deptałam kwiaty i biegłam oślepiona przez łzy.
Ale zniknął równie szybko jak się pojawił. No tak. Cienie.
Upadłam na kolana i pozwoliłam moim łzom płynąć. Szarpałam swoje włosy, próbując wziąć oddech, ale to na nic się zdało. Nie mogłam się uspokoić, nie potrafiłam. Uderzyłam pięścią w twardą ziemię, a obok mnie spod ziemi wypłynął kwiat. I kolejny. Nie dbałam o to, co się działo w około mnie. Tylko o to, co się działo w mojej głowie.
Moje życie było oszustwem. Zwodzona za nos przez cały czas. Potem odnalazłam swój dom i tego nie doceniłam. Poddałam się bez walki, przegrałam bez odniesienia ran. Mogłam zrobić więcej. Mogłam zagrozić samobójstwem. Mogłam odejść, gdy mi to zaproponował. Uciec do kogoś, kto naprawdę mnie potrzebował. Komu naprawdę na mnie zależało.
Możesz mi coś obiecać?Jego głos rozbrzmiał w moich myślach. Zawyłam i uderzyłam się, jednak jego twarz nie zniknęła. Nadal widziałam jego oczy, wpatrzone we mnie. Słyszałam słowa piosenki, które wtedy uniosły się w Bunkrze 9.
Po prostu mnie nie zostaw, okej?Obiecałam. Złamałam obietnice. Byłam nikim. Skuliłam się na ziemi i szlochałam w ciszy, czując, jak całe życie ze mnie ulatuje.
Nie mogłam tego czuć przez cała wieczność, która mnie czekała... Nie mogłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis