sobota, 27 lutego 2016

28



Jeszcze raz musiałam przejść wszystkie zabiegi, gdyż jak stwierdziła Despojnia, ciało śmiertelniczek jest okropnie zdeformowane. Gdy tylko się odwróciła, przewróciłam oczami tak gwałtownie, że aż mnie zabolało. Nimfa, która akurat podawała mi szlafrok, zachichotała.
Ubrano mnie w długą suknie w stylu greckim. Wisiała tylko na jednym ramieniu, skąd srebrne diamenciki zdobiły linię materiału aż do lewej pachy. Biały rękaw był rozcięty, odsłaniając lewe ramię i kończył się na na wysokości łokcia, gdzie materiał został zebrany. Prawa ręka pozostała naga. W tali z takich samych diamencików obściskiwał mnie pas, wysmuklając i tworząc prawie idealną klepsydrę. Suknia była dość dopasowana i tylko od wysokości kolan zaczęła się nieco rozszerzać. Moje włosy ułożono w miękkie fale i puszczono swobodnie na plecy, makijaż był delikatny, tylko usta podkreślono kolorem nude, który zadziwiająco do mnie pasował. Założono mi ostrożnie srebrne sandałki na obcasie. Nie dodano biżuterii, prócz długich, diamentowych kolczyków. Chrysotemis wyrzuciła też mój pierścień i dostałam po łapach, gdy zaczęłam się z nią szarpać. Dodatkowo zostałam skropiona perfumami, pachnącymi jak wanilia.
Czułam się, jakbym już miała iść do ślubu.
Zostałam usadowiona na wielkim krześle z oparciem. Złożyłam ręce na kolanach, by nikt nie zauważył, jak mi drżą. Despojnia stanęła nade mną i władczo spojrzała. Była ubrana w złotą, połyskującą suknię, a włosy spięła w wymyślny kok, co nadało jej królewskich rysów. Chrysotemis siedziała na kanapie w zasięgu mojego wzroku, ubrana w granatową suknię, rozpuszczone włosy i oglądała paznokcie, w ogóle się mną nie interesując.
Brunetka nachyliła się nade mną i położyła ręce na oparciu, więc gdybym chciała uciec, musiałabym ją brutalnie odepchnąć. Wbiła we mnie te swoje morskie oczy, przewiercając mnie na wskroś.
— Wiesz co masz robić — powiedziała cicho. Nie musiała krzyczeć, rozumiałam ją doskonale. — Nie wolno ci popełnić błędu. Nie patrz mu w oczy. Trzymaj się na uboczu, nie wpadając w wir osób. Albo siedź przy stole z matką lub trzymaj się z nami. Nie wychodź nigdzie sama. A przede wszystkim nie próbuj wedrzeć się w jego myśli.
~ Zrozumiałam. Będę grzeczna.Mięsień pod jej okiem drgnął, lecz nie skrzywiła się, choć miała na to ochotę. Zwróciła się do mnie jeszcze ostrzej.
— To niebezpieczna gra. Nie próbuj zmieniać zasad, bo nie skończy się tylko na Podziemiu.
Groziła mi. Ale co miałam zrobić? Pozwoliłam jej na to, spuszczając wzrok i dając jej satysfakcje.
— Matka cię przedstawi. I pamiętaj, nie patrz mu w oczy.
Jak na zawołanie drzwi komnaty otworzyły się i stanęła w nich Demeter. Jej włosy splecione były w kok ze złotymi nićmi, suknie miała koloru płatków jabłoni i płaszcz tak zwiewny i delikatny, że wydawał się być mgłą. Jej nadgarstki zdobiły złote bransolety. Każdemu, kto na nią spojrzał, zaparłoby dech w piesiach. Mnie jednak to zbytnio nie obchodziło. Moje serce zaczęło gwałtownie bić, wybijając rytm i odliczając sekundy do utraty wolności.
Gdy bogini na mnie spojrzała, jej rysy złagodniały, a w oczach zalśnił błysk troski. Wyciągnęła do mnie rękę. Wstałam powoli, nie będąc pewna, czy nogi utrzymają mój ciężar. Wytrzymały. Chwyciłam ciepłą dłoń bogini, a ta uścisnęła ją, dodając mi odwagi. Pamiętałam, że nie robiłam tego dla siebie. Taki był mój obowiązek, a skoro nie mogłam do tego uciec, spróbuje jej nie zawieść i jak najlepiej się sprawdzić.
Chrysotemis i Despojnia stanęły po naszych bokach, niczym parodiowa eskorta. Gdy moje spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem blondynki, ta łagodnie się uśmiechnęła. To był pierwszy, tak ludzki gest, jaki u niej zauważyłam. Szepnęła powodzenia, kiedy nimfy pchnęły drzwi apartamentu i razem ruszyłyśmy na przyjęcie. Stawiałam kroki pewnie, idąc wyprostowana i z podniesioną głową. Moje uczucia nie były teraz ważne, przeciwnie, całkowicie się ich pozbyłam. Nie czułam nic. Kompletnie nic. Szliśmy dobrą chwilę, a ja zaczęłam się zastanawiać, jak ogromny jest ten budynek. Sama droga przez kosztowne i bogato zdobione korytarze zajęła nam dziesięć minut, zanim do moich uszu dobiegły pierwsze dźwięki przyjęcia.
Zbliżałyśmy się do otwartych drzwi, mijając kobiety i mężczyzn, elegancko ubranych i zerkających na nas, a potem tłumiących śmiech. Wiedzieli. Oni wszyscy wiedzieli. Demeter gestem dłoni rozkazała mi stanąć za sobą, co też zrobiłam, i natychmiast boginie, które towarzyszyły mi przez ten dzień, pojawiły się u mojego boku. Demeter ruszyła przed siebie, pewnym krokiem, a inni się przed nią rozstępowali. Widziałam, jak dociera do celu. Jak kłania się a następnie podaje rękę do ucałowania. Potem rozległ się jej głos, czysty i donośny, a moje serce zaczęło szaleńczo bić, krew odpłynęła z twarzy, a w głowie zaczęło się kręcić.
— Panie, zgodnie z obietnicą, chce ci przedstawić moją córkę, Mackenzie.
Dziewczyny ruszy, a ja po chwili otępienia i dezorientacji, zrobiłam to samo, pochylając pokornie i niewinnie głowę. Wkroczyłam w krąg światła, niemal rażący, mijając boginie i bogów, których imion nawet nie znałam. Gdy stanęłam przy mojej matce, ukłoniłam się z gracją. On wyciągnął dłoń, a ja położyłam na niej swoją. Jego usta musnęły moją skórę.
Leo Valdez, do usług panienki.
Nic nie powiedział, a ja zablokowałam tysiące myśli, który wbrew sobie miałam w głowie. Ciekawość zwyciężyła i podniosłam głowę, napotykając spojrzenie jego pięknych, złotych tęczówek.
Okropnie się zawiodłam. Chciałam, żeby był gruby, śmierdział i zaczął łysieć. Mogłabym go wtedy nienawidzić z całego serca, mogłabym był królową lodu bez serca i odrobiny wrażliwości. Ale on był po prostu piękny. Doskonale zbudowany, ze skórą o jednakowym odcieniu z opalenizną, ciemnymi włosami, pełnymi ustami, które chciało się całować i niezwykłymi, złotymi oczami, schowanymi za ciemnymi i gęstymi rzęsami.
W chwili skrzyżowania się naszych spojrzeń, mogłam wyczuć iskry, które pomiędzy nami przebiegły. Gdy tylko to sobie uświadomiłam, uśmiechnęłam się lekko, a on zrobił to samo. Wtedy wyczułam aurę Demeter, jej spięcie i złość, że złamałam zakaz. Spuściłam wzrok, zawstydzona i poczułam, jak policzki zaczynają mi się robić różowe.
— Mackenzie — powiedziała moja matka, zezując na nasze dłonie, które nadal były połączone. — Poznaj Demofonta, twojego wybranka.


Chrysotemis i Despojnia dopadły mnie przy wejściu na taras, gdzie czaiłam się i próbowałam przestać istnieć, bo wszyscy się na mnie bezczelnie gapili. Prawdopodobnie byłam tutaj jedynym herosem, marnym, ale jednak półbogiem. Nie płynął we mnie tylko ichor. Już i tak czułam się tym zażenowana, bez tej całej pokazówki.
Rozpoznałam tylko jedną boginię. Persefona tu też była, w kręgu adoratorów i dwórek, i raczyła ich opowieściami, po czym wszyscy wybuchali śmiechem. Gdy siadałam przy stole, zerknęła na mnie i pomachała mi z gracją. Zrobiłam to samo, po czym szybko usiadłam pomiędzy Demofontem i Demeter.
Dziewczęta chwyciły mnie pod ramiona, każda po jednej stronie i wyciągnęły mnie zza bukietu pięknych, złotych róż. Zaczęłyśmy spacerować po wielkiej sali zastawionej stołami, kanapami, barami i wielkim parkietem do tańca, wielkością podobnym do tego, na którym sama się tego uczyłam. Tutaj też była mozaika, lecz tym razem zdawała się być ułożona tylko z bursztynów. I miałam przeczucie, że to prawda. Tak samo jak w moich pokojach, królowało tu złoto i biel. Boginie uśmiechały się do wszystkich, ja ja szłam ze spuszczoną głową.
— Szkoda, że tego nie mogłaś zobaczyć — zapiszczała Chrysotemis.  — Gdy na siebie spojrzeliście, to było coś.
— Jestem pewna, że zobaczyłam iskry — odezwała się Despojnia, puszczając buziaka do jednego z bogów.
— Oczywiście załamałaś zasady, ale mu się to chyba spodobało. Nie odrywa od ciebie wzroku — dodała Panna C.
— Szczęściara — westchnęła brunetka, poprawiając włosy. — On jest wspaniały, sama bym go sobie wzięła, gdybym mogła.
Trajkotały jak szalone, a ja byłam ciekawa, ile wina wypiły, żeby ten chłód, którym mnie raczyły od początku, zniknął. Jak spod ziemi zmaterializowała się ciemnowłosa kobieta i spojrzała surowo na dziewczęta.
— Zostawcie ją. Muszę z nią porozmawiać — rozkazała Persefona, a boginie puściły moje ramiona ze skwaszonymi minami. Gdy odchodziły, Chrysotemis pokazała jej jednoznaczny gest palcem. Persefona pstryknęła palcami i natychmiast pojawiła się nimfa z tacą. Podała mi szklankę z przezroczystym płynem, a dla siebie wzięła złoty napój, który był nektarem. Pociągnęła łyk i przyjrzała się mi uważnie.
— Pij — powiedziała. — To zwykła oranżada.
Przyłożyłam swoje idealnie wymalowane usta do szklanki i przechyliłam ją.
— Zaskoczyłaś mnie. Nie wypiłaś nawet łka. Gdyby mi matka wykręciła taki numer, spiłabym się do nieprzytomności i narobiła jej wstydu — skwitowała bogini. Zamrugałam zdezorientowana. To będzie siostrzana pogawędka?
— Jak się czujesz? — spytała z nutą troski. — Jak dobrze na dziewczynę, która jest zmuszana do małżeństwa? W skali jeden do pięciu.
Pokazałam trzy palce. Jak na razie było dobrze, póki nie zmuszą mnie do tańca. Ale jak zauważyłam, Demofont też nie tańczył, więc mogłam odetchnąć z ulgą. Chyba, że Demeter coś wykombinuje.
Persefona uniosła brwi, ale nic nie powiedziała i upiła kolejny łyk nektaru.
— Ciesz się wolnością póki możesz. Matka będzie chciała to jak najszybciej zakończyć. Proponuje ci zapomnieć o twoim dawnym życiu, które ci nagle odebrano. Wtedy nie będzie cię to aż tak boleć.
Spojrzałam w jej oczy i dostrzegłam ból, tak stary, że sama go sobie nie wyobrażałam. Pomyślałam, że ta rada była skierowana bardziej do Persefony, niż do mnie.




Moim ostatnim słowem, zanim zakopiecie mnie żywcem i nie skończy się to dla mnie tylko na Podziemiu, to wskazówka: przypomnijcie sobie mitologiczny powód wybuchnięcia wojny trojańskiej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis