sobota, 20 lutego 2016

27


Gdybym powiedziała, że spało mi się okropnie, skłamałabym. Nawet sen dotyczący Persefony nie był tak męczący, przeciwnie, sprawił mi niejaką satysfakcje. Bogini wrzeszczała na swoja matkę, by przestała ją i kontrolować i traktować jak siedmioletnie dziecko. Miała gadane.
Gdy się obudziłam, ale jeszcze nie otworzyłam oczu, poczułam rześki powiew powietrza na twarzy, a do moich nozdrzy dobiegł zapach kwiatów. Pewnie Katie otworzyła okna i kazała być cicho, żeby mnie nie zbudzić. Moje rodzeństwo było rannymi ptaszkami a ja uwielbiałam się wylegiwać. Pewnie obudzą mnie, gdy będą wychodzić na śniadanie, żebym nie przegapiła posiłku i nie grymasiła.
A potem otworzyłam oczy i czar, że jestem w Obozie Herosów, pęk niczym mydlana bańka. Albo jak moje serce.
Czułam się tak, jakbym patrzyła na śnieg w słoneczny i piękny dzień. Biel raziła w oczy. Potrzebowałam kilka długich chwil, żeby się przyzwyczaić, mimo tego, że sama w pokoju miałam takie same ściany. Tutaj tego koloru było w nadmiarze. Półprzytomnie się rozglądnęłam po pomieszczaniu. Ktoś odsunął zasłony utkane ze złotych nici i pootwierał okna. Słyszałam szum drzew, śmiechy i czułam chłód poranka. Niebo było zasnute chmurami, co utożsamiało mój humor. Bosko. Ktoś położył tace ze śniadaniem na niskim stoliku po mojej prawej stronie. Stała tam filiżanka kawy — zbyt mała filiżanka, jeśli już chce narzekać — która pachniała niesamowicie aromatycznie, francuski rogalik i mała miseczka owsianki. Przecież ja tym się nie najem! Jak później będę mogła powalić w walce na miecze Leona, skoro...
Moje oczy zapiekły. Zaczęłam szczypać się po rękach, by dać upust swoim emocjom, i nie rozpłakać się. Już nigdy go nie zobaczę. Już nigdy nie zobaczę nikogo znajomego. Nie przeżyję, jeśli nie będę mogła widywać się z tatą. Nie potrafię zapomnieć... Dotknęłam mojego palca serdecznego, tak jak zawsze gdy jestem zdenerwowana, ale wiedziałam, że pierścienia tam nie będzie. Został w domku, na szafce nocnej, ponieważ czyściłam ostrze, a później zapomniałam go włożyć, bo śpieszyłam się na kolacje. Także moje serce zabiło z radości, gdy wyczułam zimno diamentu. On tu był. Leo zadbał, by nie stała mi się krzywda, nawet na odległość. Westchnęłam spazmatycznie i podniosłam się do pozycji leżącej. Zaburczało mi w brzuchu i mimo obrzydzenia przysunęłam się bliżej złotej tacy z moim posiłkiem. Dopiero teraz zauważyłam małą karteczkę leżącą na środku. Czyjaś sprawna ręka wypisała krótką wiadomość do mojej osoby.

Zjedź całą owsiankę.

Gapiłam się bezmyślnie na miseczkę, zastanawiając się, kiedy przestanie mi ona przypominać o moim rodzeństwie. Juliet upominała Justina identycznymi słowami, gdy miał napad braku apetytu. Wtedy na siłę otwierała mu usta, łaskocząc, a ja próbowałam trafić łyżką do jego dziecięcych ust. Gdy pierwszy raz to robiłam, miska z owsianką wylądowała na mojej głowie. Oczywiście Leo śmiał się najgłośniej.
Uderzyłam się płaską dłonią w policzek, aż zapiekło. Chwyciłam za rogalik i zaczęłam go żuć, uparcie przekonując siebie, że jest suchy a kawa jest obrzydliwa. W rzeczywistości ciasto rozpływało się w ustach a mój ukochany napój był pozbawiony typowej goryczy, ciemny i gęsty. A potem wzięłam się za owsiankę, bo rogalik był wielkości mojego najdłuższego palca a filiżanka naparstka. Można by powiedzieć, że mnie głodzą.
Gdy kończyłam owsiankę, weszły moje nowe wizażystki, wyglądając tak perfekcyjnie, że miałam ochotę je uderzyć. Panna D. spojrzałam na mnie z podniesionymi brwiami, a jej przyjaciółka ze zmrużonymi oczami.
— Jeszcze się nie przygotowałaś? — spytała ta druga. — Dochodzi jedenasta.
Wzruszyłam ramionami i odstawiłam niedokończoną owsiankę. Na ich widok apetyt mnie opuścił. Brunetka klasnęła w dłonie, a wtedy do pokoju wpadły nimfy, kłaniając mi się. Wstałam, a one podały mi szlafrok i miękkie kapcie. Dobra, może jestem niemową i jakaś tam część w dokumentach może jest oznaczona dopiskiem "niepełnosprawna", ale bez cholernej przesady! Nimfy zaprowadziły mnie do ogromnego pomieszczenia, pełnego ubrań, torebek, butów, biżuterii... Dzieci Afrodyty zrobiły by wszystko, by teraz zamienić się ze mną miejscem. A ja bym im z radością ustąpiła.
Zostałam ubrana w strój sportowy od Victoria's Secret, który pewnie był wart więcej niż wszystkie urania w mojej śmiertelnej garderobie i wyprowadzona z pokoi. Szliśmy szybko aż do windy. Wtedy tylko dwie nimfy weszły ze mną do małego pomieszczenia, naciskając guzik. Ruszyliśmy do góry. Potem znów korytarzem. W prawo. W lewo. I do wielkich drzwi. Gdy weszłam do pomieszczenia, zaparło mi dech.
Dach był przeszklony, więc widziałam każdą majestatyczną chmurkę na niebie. Na ścianach wisiały obrazy, a pomiędzy nimi znajdowały się lampy i lustra. Podłoga była jedną wielką mozaiką, przypominająca fale morskie, wypolerowaną na błysk i wyglądającą naprawdę realistycznie.
Na środku pomieszczenia czekały Despojnia i Chrysotemis, obie w strojach sportowych, idealnie dobranych do figury i cery. Przełknęłam ślinę i ruszyłam w ich stronę, wyprostowana i próbowałam się nie zabić na wypolerowanych kamieniach.
— Nauczymy cię paru podstawowych kroków, żebyś nie zbłaźniła się na dzisiejszym przyjęciu — zaczęła brunetka.
~ Czekaj, co? Jakim przyjęciu? ~ spytałam zdezorientowana, nie kontrolując tego i posyłając moją myśl w jej stronę. Despojnia zrobiła wielkie oczy i zakrywała usta dłonią, by krzyk nie wydobył się z jej gardła.
— Jak to zrobiłaś? — spytała zaintrygowana, gdy w końcu się opanowała.
— Co zrobiła? Przecież nic nie zrobiła — odpowiedziała jej Chrysotemis, lekko zirytowana i poprawiła kucyk na środku głowy.
~ Nie wiem. Tak po prostu. Demeter mnie nauczyła ~ odparłam beznamiętnie, tym razem z niemałym wysiłkiem posyłając myśl do obu dziewcząt. Blondynka zesztywniała i spojrzała ze strachem na Despojnie. A potem zwróciła się do mnie.
— Nigdy nie wolno ci tak zrobić z innymi, szczególnie z nim — powiedziała niezwykle poważnie, utkwiwszy we mnie oczy koloru gorzkiej czekolady.
~ Dlaczego?
— Bo nie! — krzyknęła, tupiąc nogą. — Matka niczego ci nie wytłumaczyła? Nie jesteś świadoma tego, jak twoje nędzne, śmiertelne ciało jest dla niej ważne?
Spuściłam wzrok na swoje buty sportowe. Owszem, wytłumaczyła. No i co z tego?
— Weźmy się lepiej za taniec — odpowiedziała słabo Despojnia, wyprostowując się i znów emanując pewnością siebie.
Gdybym powiedziała, że było wspaniale, to byłoby zbyt duże kłamstwo. Miałam dwie lewe nogi, a jedyne co tańczyłam, to były podskoki na dyskotekach i kręcenie się w kółko z Leonem, stąpając wszystkim na stopy, co stało się niejaką modą i tradycją ognisk. Oczywiście "tańczyliśmy" w dość dużej odległości od ognia, bo panikowałam, gdy znalazłam się zbyt blisko płomieni. Tak czy siak, do mojego apartamentu wróciłam cała mokra, ciągnięta przez trzy nimfy, bezbożnie rozebrana i wrzucona do wanny pachnącej kawy. Potem do mleka. I gorącej wody. Czekałam tylko, aż dodadzą cukier i zostanę posiadaczką największej wanny z kawą na świecie!
Dostałam też nieco ambrozji. W obozie były to batoniki, ale tutaj miały formę kuleczek przyprószonych złotem, coś na kształt Ferrero Rocher. Moje zmęczenie znikło. Zostałam wprowadzona do pokoju ze stołem, kominkiem i miękkim dywanem. Poinformowano mnie tam, żebym zjadła, odpoczęła. A później po mnie przyjdą.
Zjadłam bez żądnej energii życiowej i choć jedzenie było wyśmienite, nie potrafiłam się nim cieszyć. Byłam zbyt przybita, by oglądać komnaty, tak więc po dziesięciu minutach poszukiwań odnalazłam swoją sypialnie i usiadłam na wielkim parapecie przy otwartym oknie. Moim oczom ukazały się rozległe zielone tereny, ogrody z fontannami, a dalej na horyzoncie — góry. W żywopłocie bawiły się nimfy, ubrane w długie do ziemi spódnice i zwykłe, różnokolorowe T-shirty. Zaraz... Zmrużyłam oczy i dostrzegłam na przodzie koszulki jednej z nich logo zespołu 5 Seconds Of Summer. Uśmiechnęłam się pod nosem. Może jest nadzieja dla tego miejsca.
Teraz, gdy miałam chwilę dla siebie, mój umysł zaatakowały myśli. Co teraz dzieje się w Obozie Herosów? Szukają mnie? Czy Chejron się wygadał, gdzie jestem? Co stało się z Rachel? Mówili, że zielona mgła oznacza Ducha Delf... Czyżby Apollo powrócił do łask? Skoro tak, dlaczego rudowłosa tak zareagowała? I czemu wybaczono boskiemu bliźniakowi? A co z moim tatą? Czy Demeter mu wyjaśniła?
I jeszcze jedno słowo gościło w mojej głowie. Imię. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo. Leo.
Spanikowałabym, gdy dotknęłam palca a pierścienia tam nie znalazłam. Teraz wiem, że on pojawia się przy mnie jak długopis Percy'ego. To byłoby zbyt straszne, gdybym znalazła się w miejscu pełnym bogów, bez jakiejkolwiek broni. Mimo tego, że byłam beznadziejnym herosem, obecność miecza mnie uspokajała. Miałam być zawsze uzbrojona, jak przypominał mi Percy. Mimo tego, że Mgła, która mnie otaczała, był tak gęsta, że potwory mnie nie widziały. Co teraz działo się tam, jakieś setki kilometrów od tego miejsca? Czy Leo zagląda pod moje łóżko w Domku numer 4 i zirytowany krzyczy "Wyłaź mała! To wcale nie jest zabawne!"?
Nieświadomie, pukając paznokciem o diament w pierścieniu, wystukiwałam pierwsze słowa, które nauczyłam się w języku Morse'a. Kocham cię. Kocham cię. Kocham cię. Kocham cię.
Siedziałam tak nieruchomo, wpatrując się w horyzont, dopóki drzwi się nie otworzyły i godzina, do której miesiącami przygotowywała mnie Demeter, zbliżyła się nieuchronnie za szybko.


Być posiadaczką największej wanny z kawą a świecie...
Okay, wiem, że nie wiecie o o chodzi. Jak a to pisałam, też nie wiedziałam, o co chodzi... Dopiero następny rozdział będzie przełomowym. Dowiemy się, czemu Kenzie jest tak potrzebna Demeter... Albo inaczej: co Demeter dla niej zaplanowała.
Tęsknie za Leosiem w rozdziałach. I za moim tró Lenzie, nie tylko w myślach. Pocieszam się tym, że niedługo odwalą taki odpał (wolno mi tak mówić?), że psychicznie nie podniesiemy się aż do drugiego tomu.
Ci, którzy mają snapchata wiedzą trochę więcej. A więc: tak, mam rozpisany drugi tom i pewnie drugi tydzień ferii spędzę pisząc, ponieważ mam testy alergiczne na plecach i mam zakazana aktywność fizyczną. Już chce to widzieć, pf.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis