sobota, 13 lutego 2016

26


Porwał mnie wir kwiatów, pszenicy i skoszonej trawy. Powinno być przyjemnie, prawda? Nie było.
Harry Potter opisywał teleportacje, jako uczucie napierania, które pozbawia tchu i zaciska obręcz na klatce piersiowej. Trochę jak przepychanie przez gumową rurę. Byłam więc ekspertem w tych sprawach, bo Pottera znałam na wyrywki, więc gdy złapałam rękę bogini, wiedziałam, co nastąpi. Przynajmniej miałam taką nadzieję. No i się pomyliłam.
Zapach kwiatów jest piękny. Jak wąchasz każdy kielich po kolei. No więc tutaj tak nie było. Woń zaatakowała mój nos, powodując katar i zawroty głowy. W ustach czułam smak ziemi i trawy, barwy kuły mnie w oczy i tysiące konarów zaczepiało się w moje włosy, jakby przez czaszkę próbowały się dostać do mojego mózgu.
I nagle tak szybko, jak to się zaczęło, tak szybko skończyło.
Nie obchodziło mnie to, gdzie się znalazłam. Chwyciłam najbliższą misę owoców, wysypałam je i zwymiotowałam do naczynia.
Wyrzygałam z siebie ostatni posiłek, jaki jadłam w Obozie Herosów. Super. Nawet to mi zabrała.
Otarłam usta wierzchem dłoni i kątem oka zauważyłam minę bogini pełną obrzydzenia. Po chwili jej czoło się wygładziło, delikatne rysy wróciły, a ona tylko westchnęła z bezradności.
Drzwi się otworzyły. Do pomieszczenia weszły dwie dziewczynki, nie wyglądające na więcej niż piętnaście lat. Gdy nas zobaczyły, przestały się śmiać a ich radość zniknęła pod maską uznania i lekkiego zaskoczenia. Ukłoniły się mojej matce, traktując mnie jak powietrze. Demeter wyprostowała się i założyła ręce na piersi. Kiedyś miałam ją za lekko świrnięta na punkcie owsianki kobietę, tak jak głosiły obozowe legendy. Nieszkodliwą. Nie mogłam się bardziej pomylić, co udowodniła mi jej postawa. Biła z niej dumna i władza o takiej silę, że miałam ochotę schować się pod dywan. Skinęła na nie, a one podeszły z podniesioną głową. Szepnęła dziewczętom coś na ucho, a one kiwnęły ze zrozumieniem. I dopiero spojrzały w moją stronę. Zacisnęłam dłonie, widząc kolor oczu jednej z nich. Jej tęczówki były identyczne jak Percy'ego. Przeszedł mnie dreszcz. Rozpoznałam również ten sam zarys ust. Nie żebym patrzyłam się Jacksonowi na usta. Włosy mała jednak kasztanowe, w które były wplecione złote nitki. Miała na sobie białą, obcisłą suknie do ziemi i biżuterie wartą pewnie więcej, niż wszystkie obrazy w nowojorskich galeriach. Jej towarzyszka miała długie, kręcone złote włosy i ciemne oczy. Była jednak ubrana w krótka sukienkę, również białą i wysokie obcasy. Tak jak przyjaciółka nosiła mnóstwo biżuterii. Jezu, jak mogły się nie garbić z taką ilością naszyjników ze złota?
Ciemnowłosa klasnęła w dłonie i pojawiły się smukłe dziewczęta o prawie przezroczystej skórze i zielonych oczach. Wyrwały mi miskę z rąk i zaczęły popychać w stronę drzwi. Spojrzałam na matkę, która kiwnęła głową i razem z dwójką bogiń — jak się domyśliłam — ruszyła przodem. Przeszłyśmy szybkim krokiem przez piękny korytarz. Nie było mi dane podziwiać wszystkich kosztowności, bo natychmiast została wepchnięta do wielkiego pomieszczenia, które mogło konkurować rozmiarami z Bunkrem 9.
Wszystko było utrzymane w kolorystyce bieli i złota. Na ciemnych panelach leżały miękkie dywany, w których miała ochotę zanurzyć twarz. Stały tutaj niezliczone na pierwszy rzut oka sofy, kanapy, stoliki do kawy, wazony z białymi różami. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające mitologiczne sceny i mnóstwo luster. Okna zasłaniały jedwabie, tak samo jak pół koliste wejścia do kolejnych pomieszczeń. Kątem oka zauważyłam, które prowadzi do sypialni. To wszystko było perfekcyjne.
Za dużo perfekcyjności jest błędem.
Nimfy pchnęły mnie dalej, korzystając z chwili rozproszenia. Trójka bogiń znikła w następnym pomieszczeniu, a ja podążyłam za nimi jak duch. I znalazłam się w łazience. Na środku stało jacuzzi, w którym bulgotało coś białego. Jedna ze ścian była zapełniona wyłącznie przez wielką umywalkę i — o zgrozo, jakby było mi ich mało — lustra. Spojrzałam w nie. Odbijały się w nich boginie, każda piękna i zadbana. I ja.
Poczułam się jak brzydkie kaczątko. Podczas, gdy one miały na sobie wspaniałe szaty, ja stałam w niezasznurowanych trampkach, krótkich szortach i za dużej bluzce zespołu 5 Seconds Of Summer, w której uwielbiałam spać.Włosy miałam rozczochrane, a oczy podkrążone z niezdrowego snu. Wyglądałam jak jeden z upiorów, które przyzywa Nico di Angelo, gdy zdenerwuje się na Will'a.
— Co najpierw? — spytała blondynka, kierując pytanie do Demeter. Kobieta poprawiła włosy i zwróciła na nią swój wzrok.
— Zostawiam ją do waszej dyspozycji — poinformowała ich bogini. Odepchnęłam rękę nimfy, która ciągnęła mnie za rękaw i spojrzałam lekko zaniepokojona na Demeter.
~ Jakiej dyspozycji? ~ zwróciłam się do matki, próbując się nie irytować, że wszystko wcześniej zaplanowała.
— Musimy doprowadzić cię do porządku — wyjaśniła, nie odpowiedziawszy mi w myślach. Czy tamte dwie też usłyszały moje pytanie?
Demeter skinęła głową na pomocnice i zniknęła w chmurze kwitów. Nie podobało mi się, że maja mi wydawać rozkazy dziewczynki, wyglądające na młodsze ode mnie. Nie obchodziło mnie nawet to, że żyją wiecznie.
— Rozbieraj się — powiedziała brunetka, podchodząc do jacuzzi i sprawdzając temperaturę substancji małym palcem. Gdy spostrzegła, że się nie poruszyłam, jej ton nabrał ostrzejszego wyrazu — Rozbieraj się albo ci pomożemy.
Zrobiłam to. Na oczach wszystkich. Najpierw ściągnęłam buty i skarpetki. Potem spodenki. Koszulkę. Gdy zostałam w bieliźnie, spojrzałam na nie błagalnie, ale one tylko kiwnęły głową. Więc również i ją ściągnęłam.
— Wchodź do jacuzzi — rozkazała ciemnowłosa i zwróciła się do koleżanki. — Jest cała posiniaczona i podrapana.
Szybko podbiegłam do jacuzzi i zanurzyłam się w płynie, który okazał się mlekiem. Przypomniałam sobie, że Kleopatra uwielbiała takie kąpiele dla urody. Mleko było rozkosznie ciepłe i pachniało przyjemnie. Gdyby moje mięśnie umiały mówić, pewnie by jęknęły z ulgi. Jednak uwaga o moim stanie zdenerwowała mnie. Trochę dyskrecji, zdziro. Po prostu zapomniałam zażyć nektaru po ćwiczeniach z Percy'm, a Leo ciągał mnie przez cały las, gdy wracaliśmy z Bunkra.
Na ich wspomnienie zapiekło mnie w gardle. Musiałam być silna.
Po chwili, która ciągnęła się w nieskończoność, pozwolono mi wyjść z kąpieli i natychmiast wytarto mnie białym, puchowym ręcznikiem oraz ubrano w równo miękki szlafrok i kapcie. Przeszłyśmy do kolejnego pomieszczenia, które znajdowało się oddzielone od łazienki. Tam blondynka ustawiała na stole sztućce, a druga czekała na mnie przy krześle, wyglądającym jak narzędzie tortur. Najpierw umyto mi głowę tak ja w salonie fryzjerskim. Rożnica polegała na tym, że zrobiono to pachnidłami, które śmiertelnikom pozostają nieznane. A potem przyszła kolej na krzesło tortur.
Nimfy zajęły się moimi paznokciami, które były w opłakanym stanie. Nie doszorowałam ich po tym, jak pomagałam Katie w ogrodzie, więc za paznokciami było pełno ziemi. A szatynka zajęła się moimi włosami. Nie pisnęłam, kiedy je rozczesywała, a robiła to mało delikatnie. Zrobiłam to dopiero, gdy zaczęła je podcinać. Chciałam się wyrwać, ale nimfy trzymały mnie mocno.
— Wyluzuj — mruknęła. — Muszę je podciąć, bo są zniszczone. Chrysotemis?
A więc to było imię blondynki. Spróbowałam skojarzyć, co to za bogini, ale nie potrafiłam znaleźć jej w swoim umyśle. Zarzuciła włosami i rozpoczęła wywód, przy którym zaczęły mi ciążyć powieki.
— Po pierwsze: jak będziesz siadać do stołu, to podsuwasz krzesło stosunkowo blisko. Bierzesz serwetę i kładziesz ją na kolanach i nie ściągasz jej, aż nie wstaniesz od stołu. Potem...
Nimfy skończyły zajmować się moimi paznokciami u rąk i u nóg, więc jedne zaczęły dobierać się do moich brwi, a drugie rozcierały wosk na moich łydkach. Cholera. Nie zamawiałam golenia nóg.
Blondynka skończyła ogólne zasady zachowania przy stole i teraz zajęła tematem: do czego służą poszczególne sztućce?
— Nie stawiamy brudnych sztućców na obrusie, bo... — Uchwyciłam zdanie. Leo by się kłócił. Albo by ją wyśmiał. Na myśl o nim zapiekły mnie oczy, ale mogłam ukryć wzruszenie pod wypływem bólu, spowodowanym przez regulacje brwi.
Wkrótce nimfy uciekły, a ja zostałam sama w pomieszczeniu z dwoma irytującymi boginiami.
Obie stanęły naprzeciw mnie. Moje włosy teraz błyszczały i były miękkie, ale zdecydowanie krótsze. Teraz ledwie sięgały łokci, gdybym się wyprostowała.
— Dobra robota, Despojnio.
Despojnia? Jak można tak skrzywdzić dziecko?
— Choć za nami — powiedziała Chrysotemis. — Do świtu jeszcze trochę pozostało, więc możesz się przespać. Śniadanie zjesz w komnacie, potem nauczymy cię tańczyć i reszty zasad.
Kiwnęłam głową i podążyłam za nimi. Trwało to chwilę, zanim weszłam do sypialni z wielkim łóżkiem z baldachimem, w którym miałam spać. Tu też wszystko było utrzymane w kolorach złota bieli. Nie podziwiałam jednak detali, zbyt zmęczona.
Despojnia i Chrysotemis zniknęły, a ja podeszłam powoli do łóżka, na której leżała koszula nocna. Gdy jej dotknęłam, miałam wrażenie, że jest wykonana z morskiej piany. Sciągnęłam szlafrok i ją założyłam. Podeszłam powoli do lustra, których tu nie brakowało. Wstrzymałam oddech.
Moja skóra miała identyczny odcień, znikły przebarwienia z zębów, a moje piegi, które tak lubi Leo, zniknęły. Miałam idealne brwi, fryzurę dobraną do twarzy, gładkie i wypielęgnowane dłonie. Nawet wydawałam się smuklejsza. To, co widziałam w lustrze, nie było mną.
Stałam tak, wsłuchując się w szum wody i szelest liści za oknem oraz wdychając zapach perfum.
Czy tak właśnie brzmi dźwięk pękającego serca?





Brawo, Kenz, nie ma to jak wielkie wejście, no nie?
No więc, ci, którzy mają snapchata, wiedzieli, że pojawią się dwie nowe bohaterki. Ja osobiście za nimi nie przepadem, później jedna z nich będzie budziła niejaki rodzaj litości...
ZACZĘŁAM FERIE I PRAWO JAZDY. Jeśli mieszkacie w Rzeszowie i chcecie zobaczyć, jak uszkadzam samochód, to zapraszam na Rejtana ( nie uczę się tam, mogę sobie poużywać ok.). Prócz tego, że pisze esej konkursowy ( nawet nie wiem co to jest, muszę się wyedukować), przygotowuje dla Was something special. Jest słowo: czy byliście chętni czytać króciutkie one-shoty o Lenzie, nie związane z fabułą Alfabetu i może następnej części, która jest w przygotowaniu? No wiecie, nie będę poukładane chronologicznie, Wy też możecie mnie zainspirować. Leo i Kenz mogą już być po ślubie, spodziewać się dziecka... A może nawet kilkoro małych Leosiątek?
Dajcie znać, co  tym sądzicie i o rozdziale. Kocham Was moooocno ♥

ps. Kodaline ma świetne piosenki, idealnie pasujące do Lenzie... Zakochałam się, i think.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis