sobota, 23 stycznia 2016

23


Długo stałam i gapiłam się bezmyślnie w drzwi Domku nr 4, nie mogąc uwierzyć, że jednak tu jestem. Wszystko wracało do normy, niedługo zobaczę się z rodzeństwem, znów zacznę trenować... Nawet słowa Demeter, które wypowiedziała tydzień temu, nie zachwiały tej harmonii panującej w moim umyśle. Chociaż...
Potrząsnęłam głową i weszłam do domku. Światła w oknach były już dawno pogaszone, widziałam to z daleka, ale nie wszyscy spali. Katie przemykała się na palcach do swojego łóżka, ale zamarła, gdy tylko mnie zobaczyła.
A potem się na mnie rzuciła, ściskając tak mocno, że brakło mi tchu. Poczułam malinowy zapach jej szamponu. Uspokoiło mnie to.
— Nie wiedziałam, że dzisiaj przyjedziesz! Co się zatrzymało? — spytała podnieconym szeptem, by nie zbudzić nikogo. Machnęłam ręką, jakby to nie było nic ważnego. Skoro matka odwiedzała tylko mnie z ponad dziesiątki jej dzieci, nie chciałam żeby ktoś się o tym dowiedział. Zrobiłoby się im przykro.
Przytachałam swoją walizkę i chciałam usiąść, by rozwiązać sznurówki, tyle ze na moim łóżku ktoś leżał. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na naszą grupową. Niewyraźnie widziałam jej twarz, skąpaną w księżycowym świetle. Zrobiła przepraszająca minę.
— To Troian, przywieźli ją tutaj wczoraj — wyjaśniła dziewczyna szeptem. — Ma pięć lat. Znalazł ją Cole, ten z domku Hermesa. Gdy wszedł do pokoju, było całe spalone, tylko ta mała kuliła się za sofą z wazonem kwiatów. Jest z sierocińca.
Kaite spojrzała na malutkie ciałko kłębiące się na białej pierzynie. W jej oczach dostrzegłam troskę podobną do tej, którą widziałam w ciemnych tęczówkach taty, gdy wybijałam sobie palce na wychowaniu fizycznym, bo nieumiejętnie odbijałam piłkę.
— Nie chciała spać nigdzie indziej, od razu podbiegła do tego łóżka. Nie pomogło tłumaczenie, że jest zajęte, po prostu położyła się, schowała głowę pod poduszką i nie odzywała się do nikogo. Udało się ją nakłonić, żeby coś zjadła, ale nadal nikomu nie ufa. Biedactwo.
Katie westchnęła cicho i zawiązała szlafrok. Jej ciemne włosy były splątane i mokre, jakby dopiero co wyszła spod prysznica. Poczułam znużenie. Chętnie sama bym się wykąpała i położyła, a potem spała do południa.
— Nie będziesz zła, jeśli zmienisz łóżko? Nie chce ja do tego zmuszać, szczególnie po tym co przeszła.
Pokiwałam głową. Sama byłam przerażona, kiedy dowiedziałam się, że jestem półbogiem. A byłam o dwanaście lat starsza. Dla tego dziecka to musiał być szok.
Woda była już zimna, więc wzięłam tylko pośpieszny prysznic i zajęłam jedyne puste łóżko w kącie, które było nieco za małe. Zwinęłam się w kłębek i natychmiast zasnęłam.
Sądziłam, że gdy przyjadę do Obozu Herosów, moje koszmary nocne znikną. Rok temu dręczyły mnie raz na jakiś czas. Ale gdy we wrześniu rozpoczęłam zwykłe życie od nowa, senne mary stały się nie do wytrzymania. Tata posunął się nawet do środków nasennych, które aplikowałam przed pójściem do łóżka. Ale nawet to nie pomagało, tylko rozmazywało kształty, jakbym miała naprawdę wielką wadę wzroku i tłumiło nieco uczucia.
Znów byłam Persefoną. W zasadzie byłam tylko nią, jakby życie mojej starszej siostry toczyło się, gdy spałam. Sceny nie były ułożone po kolei. Wypadkowe zdarzenia, sprzeczne emocje, które czułam jakby były moje własne.
Dziś było o wiele gorzeń, może dlatego, że nie zażyłam środków nasennych.
Poczułam ból w piersiach, palący ból, gdy ciemne ramiona, złożone z cieni chwyciły moje ciało. Uczucie, jakbym rozpadała się w molekuły. Rzuciłam talerzem z porcelany, który minął o cal głowę Hadesa i wywrzeszczałam, że go nienawidzę. Szłam ciemnym korytarzem, słysząc, jak ktoś powiadamia Pana Podziemia o klęskach na Ziemi, a on oświadcza, że go to nie obchodzi. Spojrzałam na własne ręce, pokryte pajęczyną czarnych żył. Z moich ust skapnęła krew i spadła na białą skórę. Chwyciłam się za gardło, dusząc się pestkami granatu. Byłam w ogrodzie, a dwa posągi spojrzały na mnie i zaczęły się poruszać w moją stronę, a ja dusiłam się i krwawiłam z ust. Piekące uczucie w klatce piersiowej, szum krwi w uszach, kamienne palce zaciskające się na moim ramieniu...
Zbudziłam się, oddychając ciężko. Koszula nocna kleiła się mi do ciała.
— Zły sen, co? — rozległ się głos Percy'ego, który zabrał rękę z mojego ramienia. — Przepraszam, musiałem cię obudzić. Chcąc cię widzieć w Wielkim Domu.
Starłam z twarzy pot i powoli kiwnęłam głową. Był już ranek i większość mojego rodzeństwa wybierała się na śniadanie. Mała, pięcioletnia dziewczynka siedziała na moim starym łóżku, wiercąc mnie swoimi brązowymi oczyma. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Percy'ego. Uśmiechał się, jakby to był najlepszy dzień jego życia. Ubrany w pomarańczową koszulkę, ze sznurem paciorków na szyi i rozkosznie rozczochranymi włosami. Miałam ochotę wstać i je przygładzić. Zacisnęłam wargi.
— Dam ci pół godziny na ogarnięcie się, a potem po ciebie wpadnę, okej? Musimy omówić twoje treningi.
Kiwnęłam głową, a syn Posejdona wyszedł. Wywlokłam się spod pierzyny i wyciągnęłam z walizki ubranie. Ręce mi się trzęsły, pamiętając jeszcze koszmar nocny. Spojrzałam na swoje dłonie, które w niczym nie przypominały rąk Persefony.
Bacznie obserwowana przez moja nową siostrę ruszyłam do łazienki. Zapinałam właśnie sandałki, kiedy Percy zapukał ponownie i razem wyszliśmy z domu, zostawiając Katie samą, gdy starała się przekonać Troian, by jednak poszła na śniadanie.
Chłopak był w doskonałym humorze i opowiadał, co się działo pod moja nieobecność. Spacerowaliśmy, zmierzając w stronę budowy, która się tu toczyła. Ludzie pracowali na budową domków, których ilość znacznie wzrosła od mojej ostatniej wizyty. Gdzieś w oddali słyszałam klekotanie spiżowego smoka, który również został zaangażowany w budowę, a szczególnie w transportowanie materiałów. Wymijaliśmy belki i cegły, dyskutując. Znaczy się, to Percy mówił, a ja kiwałam głową, albo pokazywałam gestami o co mi chodzi. Gdy temat zeszedł na Annabeth, jego piękne, morskie oczy zrobiły się ciemniejsze.
— Stara się, ale niczego nie może znaleźć. Nigdy nie widziałem ją w takim stanie... No może raz, albo dwa razy, ale to były skrajne przypadki. I wolę, żeby to się nie powtarzało.
Percy westchnął, najwyraźniej przygnębiony własnymi słowami. Ale, jak mi się wydawało, ADHD obejmowało również stany emocjonalne, bo po chwili rozpromienił się na widok znajomych. Obok stołu zawalonego papierami stali Leo, Jason i Ashley, jedna z córek Ateny.
— Czemu się tak upierasz, Valdez? — spytała chłodnym tonem dziewczyna.
— Bo to głupie. Zazwyczaj popieram głupie pomysły, ale to jest przesada!
Jason wyglądał tak, jakby zaraz miał się rozpłakać. Widziałam go parę razy. Nadzorował budowę domków w Obozie Herosów i świątynie w Nowym Rzymie, więc mieszkał i tu, i tu. Najwyraźniej niezbyt przypadła mu do gustu brygada budowlana.
Percy, wbrew wszystkiemu, zachichotał.
— Widzimy się na treningu o czwartej — powiedział z szerokim uśmiechem. — Do tego czasu pomogę temu tlenionemu blondynowi.
Grace rzucił mu posępne spojrzenie.
— To naturalny blond, Jackson.
Brunet wyszczerzył się jak psychopata.
—  Fakty mówią same za siebie, Grace.
— Jakie fakty? O czym tu mówisz? — zdumiał się Jason, marszcząc brwi. Percy znów niekontrolowanie zachichotał i dał mi kuksańca.
— No, zmykaj mała, i postaraj się utrzymać przy zdrowych zmysłach.

Jakie nudy. Naprawdę ja to napisałam? Okay, cieszmy się normalnością stanu rzeczy, bo jeszcze za tym zatęsknicie.
Czy tylko ja mam tak zawalony przyszły tydzień, że zastanawiam się, czy będę mieć czas na oddychanie? W ogóle to się dziwie, że nauczyciele nie zapowiedzieli jakiegoś sprawdzianu na sobotę, bo za dwa tygodnie nie będzie lepiej. No ludzie!
Więc... CHCE WAM SERDECZNIE PODZIĘKOWAĆ ZA TE 4K I 600 GWIAZDEK, KTÓRE OSIĄGNĘLIŚMY W ZESZŁA NIEDZIELE. JESTEM WAM WDZIĘCZNA Z CAŁEGO SERDUSZKA, JESTEŚCIE NAJLEPSZYMI CZYTELNIKAMI I NIE ZAMIENIŁABYM WAS NA ŻADNYCH INNYCH.
Dziękuje Wam za wspierane mnie i Mackenzie oraz wielbienie Leona, który jest z tego powodu w siódmym niebie. Tylko go zbyt nie rozpieszczajcie :)
Dużo miłooości xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis