sobota, 16 stycznia 2016

22


Przez chwilę panowała zupełna cisza. Tata stanął za mamą z przepraszającym wyrazem twarzy, ale ja go nie winiłam. Jak ona chciała gdzieś wejść, to to robiła. Nie zatrzymałby ją nawet śmiertelnik, którego niegdyś kochała.
Wstałam z sofy i spytałam:
~ Co ty tu robisz? Widziałyśmy się zaledwie pół godziny temu...
~ Chciałam ci tylko coś powiedzieć. Ale jak widzę, masz towarzystwo.
Obdarzyła Leona obojętnym spojrzeniem, a on dalej gapił się na boginię, to na moje ostatnie zdanie. No dobra, bardzo dużo się pozmieniało, odkąd opuściłam Obóz Herosów. Zbyt dużo, żeby nawet ja ogarniała to umysłem, a tym bardziej Leo, który zjawił się tu bez uprzedzenia. Zaczęłam gorączkowo myśleć, co mam odpowiedzieć matce. Jako bogini, nie potrzebowała słów, by się ze mną porozumiewać. Wystarczały myśli. Na początku był to dla nie szok. Obecność bogini w mojej głowie, która słyszała moją, nawet najmniejszą myśl, była nieco krępująca. Co ja gadam, to było okropne. Dopiero po pewnym czasie nauczyłam się blokować to, co nie był przeznaczone dla jej... uszu.
— Leo Valdez — kiwnęła głową bogini. Zaskoczyło mnie to, że go znała. Teraz to ja byłam zdezorientowana.
— Pani Demeter — odpowiedział chłopak, podnosząc się z fotela. W mojej głowie nareszcie zabłysł jakiś pomysł. Poprosiłam o notatnik i napisałam zdanie tak, by Demeter nie była w stanie go przeczytać.

Leo, pójdź po moją walizkę. Jest w pokoju, drugie drzwi na prawo na piętrze. Proszę.

Chłopak kiwnął głową, rzucając nieufne spojrzenie bogini i ruszył schodami w górę. Miałam jakąś minutę, żeby się z nią uporać.
— Jedziesz dziś do obozu? — spytała na głos, a w jej głosie zabrzmiała nuta rozczarowania. — Pomyślałam, czy nie mogłybyśmy się gdzieś wybrać na weekend. Tylko we dwie, co? Nie mogłabyś tego przełożyć?
Pokręciłam zdecydowanie głową. Zbyt szybko ją rozgryzłam. Zjawiała się zawsze, gdy chciałam wyjechać do Obozu i proponowała wspólny dzień. Zgadzałam się do tej pory. Ale widok Leona podziałam na mnie jak kubeł zimnej wody i otrząsnęłam się z hipnozy.
Zawsze byłam przekonana, że moja mama odeszła zaraz po moim urodzeniu. Miałam tylko tatę i kochałam go najmocniej na świecie. A rok temu poznałam prawdę — moją matką jest Demeter, starożytna bogini rolnictwa, plonów, roślin i tak dalej. Byłam półbogiem. Niezwykle nieudolnym, pozbawionym talentów półbogiem. Ale płynął we mnie ichor, zmieszany z śmiertelniczą krwią a ja nic nie mogłam na to poradzić. I gdy Demeter pojawiła się pewnego dnia w moich drzwiach, nie potrafiłam jej odmówić. Od kiedy byłam małą dziewczynką, marzyłam, że moja mama kiedyś wróci i będziemy nadrabiać stracony czas, robiąc te wszystkie damskie i obciachowe rzeczy. No i w końcu stało się. Nie odrzuciłam tego, tylko przyjęłam z wdzięcznością.
— Przecież tydzień cię nie zbawi, prawda? — spytała przymilnym tonem. Rany, czy ta kobieta nie rozumie słowa WYJEŻDŻAM?
Tata odchrząknął.
— Niech jedzie. Czekała na to cały rok szkolny. Ma do tego prawo. Poza tym, to ja ją wychowuję, nie ty. To ja jestem jej opiekunem, więc wysyłam ją do tego wariatkowa czy ci się to podoba, czy nie.
Na początku Demeter była zaszokowana, że ktoś jej się postawił. Spojrzałam na tatę z podziwem i nasze spojrzenia się skrzyżowały, nawiązując iskrę porozumienia. Wiedział. Teraz matka spoglądała na niego, jakby miała go zadźgać samym spojrzeniem.
— Ale...
— Nie — warknął tata, a ja w tym samym czasie tupnęłam nogą. Większy efekt bym wywołała, jakbym miała na gołych stopach buty. Mogłam niemal usłyszeć, jak zęby Demeter zgrzytają. Obnażyła tatę jeszcze raz morderczym spojrzeniem, które wywołały na moich plecach ciarki, i zniknęła w chmurze w kwiatów i trawy. Wypuściłam powietrze z płuc i przytuliłam się do swojego rodziciela.
— Bądź ostrożna — mruknął w moje włosy. — Od początku mi się to nie podobało. Mam złe przeczucia co do twojej matki. Miej oczy szeroko otwarte.
Kiwnęłam głową. Usłyszałam, jak Leo schodzi po schodach, siłując się z moją walizką. Tata westchnął.
— Ty prowadź. Będę spokojniejszy, wiedząc że za kółkiem jest ktoś rozważny. Może jest dobrym przyjacielem, ale wygląda tak, jakby wypił więcej kawy niż ty podczas egzaminów — szepnął cicho, tak, aby chłopak nie dosłyszał. Uśmiechnęłam się szeroko, bo tata trafił w sedno. Ucałował mnie w głowę i powiedział głośno. — Bawcie się dobrze.
Zapomniałam, jaki Leo był dobry w rzucaniu krzywych spojrzeń oznaczających "Zabije cię".
Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Spóźniłam się tylko dwa dni, co przecież nie jest żadnym przestępstwem. To on zajął mi miejsce do parkowania, więc z naszej dwójki to ja powinnam się wściekać. Tymczasem Leo robił to za mnie, dodatkowo całkowicie mnie ignorując. Chyba dotknęło go do żywego to, że zażądałam kluczyków do furgonetki. Tak więc siedział i bawił się swoimi sprężynkami wyjętymi z pasa, jak ośmiolatek, a miał o dziesięć wiosen więcej. Rzucał mi krzywe spojrzenia, zaciskał usta, a potem majstrował i znów cykl się powtarzał.
Udawałam, że tego nie widzę. Po piętnastu minutach cichej jazdy, wypełnionej dźwiękami silinika i piosenkami z listy hitów lecącej z radia, miałam dość.
Postanowiłam, że go zachwycę. Uczyłam się cały rok szkolny alfabetu Morse'a, skutecznie nie uważając na lekcjach i podczas spotkań z Demeter. Wystukałam głośno w kierownice.

Leo, czy wszystko okey?

Jego dłonie na chwile się zatrzymały, obdarzył mnie krzywym spojrzeniem z urozmaiceniem, czyli " Daruj sobie i tak cie zabiję" i bawił się dalej.
Przyśpieszyłam. Leo nie odzywał się przez cała drogę.
Pierwsze gwiazdy już dawno błyszczały na niebie, kiedy wysiedliśmy z furgonetki. Przeciągnęłam się i odetchnęłam świeżym powietrzem, wolnym od spalin i nowojorskiego brudu. Pachniało drzewami iglastymi i truskawkami. Poczułam się jak w domu.
Chłopak przejął dowodzenie. Wziął moją walizkę i bez słowa ruszył przed siebie do Wielkiego Domu. Podążyłam za nim, próbując opanować chęć by go uderzyć. Był bardziej irytujący niż pamiętałam.
Na werandzie nikogo nie było, ale Leo się tym nie przejął. Gwałtownie otworzył drzwi i wszedł do środka, a ja za nim.
Przy stole pingpongowym siedziało trzy osoby. Annabeth, której jasne, kręcone włosy były zebrane w wysoki koński ogon. Percy, który ze znudzeniem wpatrywał się w papiery rozrzucone po całej powierzchni stołu i niebezpiecznie kiwał się na swoim krześle, jakby miał zaraz zasnąć. I rudowłosa dziewczyna, której nie rozpoznałam, gryzła ołówek, jakby to był batonik.
Leo rzucił moją walizką, powodując huk, od którego sama podskoczyłam. Percy ocucił się i prawie spadł z krzesła. Przez chwilę panowała cisza, po czym blondynka podniosła się i otworzyła usta. W jej oczach czaiła się żądza mordu.
— Co ty sobie, na litość Olimpu, Valdez, wyobrażasz? — warknęła. — Dopiero gdy nie zjawiłeś się na zebraniu, zrozumieliśmy, co zrobiłeś. Jak śmiałeś ukraść furgonetkę?
Leo założył ręce na piersi. Zazwyczaj miał wielki szacunek do Annabeth i starał się jej nie zawieść, ale teraz wyglądał, jakby mało obchodziło go to, co myśli dziewczyna. Bawiłam się kluczykami od pojazdu, starając nie czuć się winną.
— Jak mogłeś być tak nieodpowiedzialny? Jesteś grupowym domku! Spodziewałam się po tobie trochę więcej rozsądku.
Ja i Leo uśmiechnęliśmy się pod nosem. Rozsądek to nie był epitet, który opisuje chłopaka. Annabeth to rozwścieczyło.
— Nie śmiej się! Masz Mackenzie za taka głupią, że nie potrafi trafić do obozu?
— Jestem pewny, że trafiłaby sama. Jak tylko jej mama by się nią znudziła.
Blondynka zamrugała parę razy, zbita z tropu, po czym dźgnęła Leona w pierś.
— Nic ci do życia prywatnego Mackenzie i jej taty. Skoro znalazł sobie kogoś, ty...
— Chodziło mi o biologiczna matkę.
Wszyscy spojrzeli na mnie, czekając na wyjaśnienia. W ustach zrobiło mi się sucho.
— O czym on mówi? — spytała Annabeth, zwracając się do mnie.
Dotknęłam tylnej kieszeni moich spodni i zaklęłam w myślach. Nie miałam przy sobie notatnika ani długopis. To było do mnie nie podobne i już budziło podejrzenia. Ale gdy spędza się dnie z boginią, nie potrzeba pisma. Wystarczą myśli. Na nogach jak z waty podeszłam do stołu i znalazłam w miarę czystą kartkę i ołówek, nabazgrałam parę słów i podałam blondynce.

O Demeter. To aż tak dziwne?

Z jej miny wywnioskowałam, że tak. Nie rozumiałam tego. Chyba każdy bóg interesował się swoimi dziećmi, nie? Może nie wtedy, gdy były w obozie, ale poza nim. Raz na jakiś czas brały córkę albo syna na kręgle, prawda? To naturalne. Skoro nie mogą być stałą częścią ich życia, to chociaż dawać im jakieś małe chwile radości.
— Kiedy się to zaczęło?
Bez wahania napisałam datę. Pamiętałam ten dzień doskonale.

23 września

— Świetnie — prychnął Leo znad ramienia Chase. — Nawet datę pamięta. Może mamusia wyznaczyła ci termin ślubu, co?
Poczułam smak goryczy w ustach. Nie miał prawa tak mówić, nie znając wszystkich szczegółów. Na jego słowa pobladłam. Percy chyba to zauważył.
— Mackenzie, dobrze się czujesz?
Nie, nie czułam się dobrze. Zerwana o świcie, cały dzień w towarzystwie bogini, która siedziała w moim umyśle i próbowała wedrzeć się do moich myśli. Potem Leo, który zjawił się znikąd, narobił bałaganu w mojej głowie a teraz patrzył na mnie, jakby mnie nienawidził i żałował, że mnie zna.
Pokręciłam głową.
— Niech idzie odpocząć — zadecydował Percy. — Jutro możemy z nią o tym porozmawiać.
Pogadać o czym? Nie podobało mi się to. Annabeth miała minę, jakby chciała się z nim kłócić, ale jej chłopak uciszył ją spojrzeniem. Zanim zdążyła jednak coś powiedzieć, chwyciłam walizkę, obdarzyłam Percy'ego słabym uśmiechem wdzięczności, który odwzajemnił i wyszłam z pomieszczenia.

Uwielbiam postać taty Mackenzie. Zdobył moją sympatię i kiedyś się zastanawiałam nad napisaniem one shota o tym, jak poznał Demeter. Będzie to wytłumaczone dopiero pod koniec.
Jestem tak zadowolona, że wszyscy (albo większa część) była zaskoczona pojawieniem się Pani Owsianki w akcji. Obiecuje, będzie jeszcze dziwniej. Zniszczę Was psychicznie, a Wy mnie znienawidzicie. Poczekajmy jakieś trzy, cztery rozdziały...
W porównaniu z tym, co tam się będzie działo, to o właśnie przeczytaliście, jest okropne nudne.
Ale... skojarzcie fakty moi drodzy.... Coś się tutaj kryje między wierszami :)
Do napisania x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis