sobota, 26 grudnia 2015

20


Zaprzeczyłam, gdy spytał, czy zostaje. Chęć powrotu do domu i zobaczenia taty, była tak silna, że nie zatrzymywała mnie w obozie. Dlatego ostatniego dnia poszłam przed śniadaniem do Wielkiego Domu i oznajmiłam, że wyjeżdżam.
— Zawsze jesteś mile widziana w Obozie — powiedział Chejron, siedząc na wózku inwalidzkim w swoim gabinecie. — Gdy tylko będziesz miała problem, skontaktuj się ze mną lub Annabeth. Wiesz dlaczego.
Kiwnęłam głową. Ciągle myślałam o słowach Annabeth, ale nie miałam zamiaru się z nią kontaktować. Nie potrafiłabym.
Podziękowałam i ruszyłam na śniadanie. W pawilonie jadalnym było pełno obozowiczów. Wepchnęłam się pomiędzy Kate a Dan'a i poprosiłam o sałatkę owocową i szklankę soku pomarańczowego. Po czym wstałam i poszłam złożyć ofiarę swojej matce.
Gdy wróciłam, Percy i Annabeth rozdawali paciorki. Ja dostałam swój pierwszy i z zaskoczeniem zauważyłam, że jest wyrzeźbiony na nim czerwony mak.
— Rada uznała, że to będzie najlepsze – wyjaśniła mi córka Ateny, gdy dostałam swój naszyjnik. — W końcu ci się udało.
Potem wzięła mnie na bok i powiedziała:
— Pamiętaj, że zawsze  będziesz mogła do mnie zadzwonić przez Iryfon. Albo do Percy'ego. Będziemy w San Franisco, ale jakoś postaramy się ci pomóc.
Co robicie w San Francisco?
Odpowiedział Percy, który przeczytał odpowiedź nad ramieniem swojej dziewczyny.
— Studia w Nowym Rzymie to taka wspaniała sprawa! — odpowiedział z udawanym optymizmem.
— Przypominam, że to był twój pomysł, Glonomóżdżku  — powiedziała Annabeth.
— Racja, ale skąd mogłem wiedzieć, że trzeba się tam uczyć? 
Annabeth westchnienia i zignorowała pytanie, zwracając się do mnie:
— Po prostu zadzwoń, okej?
Kiwnęłam głowa i wróciłam do śniadania.
Nienawidzę pożegnań. Ale się pożegnałam. Zostałam uściskana przez tysiące ramion i o dziewiątej ruszyłam na Wzgórze Herosów, gdzie czekał mój samochód, wyreperowany przez dzieciaki z Domku Hefajstosa.
Leo siedział przy fontannie i podniósł się, gdy zobaczył, że go spostrzegłam. Podeszłam do niego.
— Cześć mała, przyszedłem cię odprowadzić.
Wyciągnęłam notatnik z tylnej kieszeni i podałam mu.
To ty nie wyjeżdżasz?
— Nie. Odkąd tu przyjechałem, co rok tu zostaje.
Nie pytałam dlaczego. Jedna tajemnica mi wystarczyła. Choć pewnie wszyscy o tym wiedzieli prócz mnie, co nie usprawiedliwia go przed ukrywaniem przede mną sekretu. Ruszyliśmy w stronę Wzgórza Herosów, a Leo nic nie mówił, tylko szedł przy moim boku, niosąc plecak z moim skromnym dobytkiem.
Gdy zobaczyłam mojego Cadillac Eldorado rocznik 1959 serce omal nie wyskoczyło mi z piersi. Kochałam ten stary samochód, dźwięk jego silnika. Zarysowania z lakieru znikły, tapicerka wyglądała na wymienioną. Leo poklepał karoserie i powiedział.
— To dobry samochód. Trochę go ulepszyłem i wstawiłem chwytnik na kawę, bo wiem, że ją lubisz.
Rzuciłam mu się w ramiona. Na początku był nieco oszołomiony, ale potem sam przytulił mnie mocno. Poczułam znajomy zapachu smaru, benzyny...
— Czyli miedzy nami okej, mała? — spytał, a ja kiwnęłam głową. Czułam się zażenowana, gdy tylko pomyślałam, jak zachowałam się wczoraj. — Pisz często i wpadnij na święta. Ogólnie to wpadaj kiedy chcesz, tylko zadzwoń, bo muszę cię umówić. Mam napięty grafik.
Uśmiechnęłam się. Jeszcze przez chwilę tak staliśmy, a czas nieubłaganie minął. Odsunęłam się od niego i otarłam łzę z policzka. Leo podał mi kluczyki. Otworzyłam samochód i położyłam mój plecak na przednim siedzeniu. Zapięłam pasy.
— I ćwicz alfabet — upomniał mnie. Wystukałam ”Dobrze, tato". Uśmiechnął się i w geście migowym pokazał „Kocham cię”, po czym zniżył rękę prawie do samej ziemi. Rozszyfrowałam „Kocham cię, mała”. Uśmiechnęłam się promiennie. Wystukałam wiadomość paznokciem o karoserie.
Ja ciebie też.
Po czym wsadziłam kluczyki w stacyjkę i przekręciłam. Silnik zamruczał. Ruszyłam na drogę, raz odwracając się, by mu pomachać. Widziałam, jak w lusterku jego sylwetka maleje i całkowicie znika. Westchnęłam ciężko i nacisnęłam gaz.
Nie słuchałam muzyki, co zazwyczaj robiłam, gdy siadałam za kółkiem. Leo odwalił kawał dobrej roboty nad moim autem. Byłam mu za to wdzięczna. Muszę podrzucić tam też samochód taty.
Kiedy zaparkowałam przed domem, czułam, jak w gardle mnie drapie. Zgasiłam silnik i otworzyłam drzwi, stając na nogach zrobionych z waty. Trawnik był wykoszony, gdzieniegdzie była też rosa. Weszłam na schodki i przycisnęłam dzwonek do drzwi.
Otworzył mi ubrany w swojej czerwono-czarnej koszuli w kratkę, spranych jeansach i ciemnych włosach w nieładzie. Uśmiechnęłam się z trudem, tłumiąc łzy. Przez chwilę na mnie patrzył, jakby oceniał, czy to na pewno jego córka, a potem wziął mnie w ramiona. Tama pękła, a ja rozpłakałam się.
— Masz mi sporo do opowiedzenia, moja herosko— powiedział po opanowaniu emocji. Kiwnęłam głową, ale go nie wypuściłam z objęć. Mój pies przybiegł i zaczął szczekać, skacząc po mnie i domagając się uwagi.
To było niezwykłe lato. W kolejne czekały mnie łzy, ból i trudne decyzje. Ale na razie byłam małym herosem swojego ojca, trzymającym w ramionach cały swój świat.

No to z wielkim przytupem kończymy pierwszą część. Chciałabym Wam za wszystko podziękować. Za wyświetlenia, komentarze, w których były słowa krytyki jak i uznania, głosy. Za to, że towarzyszyliście Mackenzie i Leonowi aż do dziś. I oczywiście zapraszam Was na kontynuację. Jutro ukarze się notka organizacyjna i datą premiery. Szczerze: na początku byłam pewna by zrobić sobie przerwę do początku lutego, ale teraz jestem tak podekscytowana i chce się z Wami podzielić tym wszystkim, że pewność siebie znika. Muszę to skonsultować z moimi doradcami oraz z Wami Pytanko numeru brzmi: kiedy chcecie kontynuacje?
Specjał Świąteczny opublikuje dziś o 20.00. Miał być jutro, ale to będzie już po świętach Przygotujcie więc kocyk, kakałko i pół godzinny, bo jest rozkosznie długi, tajemniczy i... romantyczny. Tak, będzie Lenzie! I pewna wskazówka dotycząca drugiej części.
Uwielbiam "Between Th Bars". Moja wakacyjna piosenka, którą poznałam za pośrednictwem "Suck in Love".
Kocham Was. Czekam na komentarze i opinie. Biorę się za promocję fanfika i mam nadzieje, że mi pomożecie :) Do napisania xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis