sobota, 19 grudnia 2015

19


Zamiatałam podłogę, kiedy przyszedł do Domku i nie zwracając na wzrok Juliet, spytał:
— Możesz się na chwilę wyrwać?
Spojrzałam na Katie, która kiwnęła głową. Porwałam swój notatnik z szafki nocnej i ruszyłam za nim. Dotarliśmy do miejsca, gdzie zazwyczaj ćwiczyłam. Mak nadal tam rósł, nie zważając na to, że pora kwitnięcia tego kwiatu dawno przeminęła. Na widok jego krwistoczerwonych płatków przeszły mnie ciarki. Zamrugałam powiekami i uczucie znikło. Usiedliśmy pod drzewem.
Leo wziął głęboki oddech i wypalił:
— Tylko się na mnie nie złość, okej? — Spojrzałam na niego zaskoczona. — Próbowałem ci to powiedzieć od dłuższego czasu, ale nie mogłem. Może się bałem, że już nigdy się do mnie nie odezwiesz.
Zmarszczyłam brwi. O co mu chodziło? Tak speszonego widziałam go ostatnio, kiedy weszłam do Bunkra 9 i spostrzegłam, że Leo nie ma ubrania. Z tego dnia pamiętam tylko ból nosa, gdy próbowałam szybko wyjść, nie trafiłam w otwór wejściowy i zaryłam twarzą o beton.
— Nadal boisz się ognia? — spytał. Kiwnęłam potwierdzająco głową. Na ogniskach wciąż trzymałam się na uboczu, tak daleko od płomieni, jak tylko byłam w stanie. Po pewnym czasie reszta domku zrozumiała co się dzieje i przestali nalegać, by przysiadłam się bliżej. Na sam widok ogniska dostawałam zawrotów głowy.
Leo miał minę, jakby miał uciec i wrócić dopiero za trzy dni. Wytarł dłonie w spodnie i przez chwilę nic nie mówił, jakby się faktycznie bił ze sobą, czy zwiać czy nie. Po chwili wyciągnął dłonie jakby o coś prosił. Uskoczyłam do tyłu, zasłaniając oczy dłonią, gdy znad jego rąk wystrzelił w górę płonień .
Moje serce dosłownie omal nie wyskoczyło z piersi. Gdy minął pierwszy szok, odsunęłam rękę od oczu. Leo miał minę, jakby miał się rozpłakać, a nad jego dłonią nadal tańczył płomyk ognia. Przełknęłam ślinę, ale spostrzegłam, że w ustach mam kompletnie sucho.
— Mackenzie? — szepnął cicho. Pokręciłam głową, bo chciałam, by obraz chimery znikł sprzed moich oczu. Nic nie rozumiałam. Leo zgasił płomień i zwrócił się do mnie.
— Po prostu mnie wysłuchaj, dobrze? — spytał błagalnie, ale ja na niego nie patrzyłam. Nie mogłam. Gdy nie zareagowałam, Leo i tak zaczął się tłumaczyć – Ja się taki urodziłem, dobra? To nie moja wina, nie prosiłem się o to. Ostatni dzieciak, który się taki urodził, spalił Londyn, ale... — Westchnął ciężko i przeczesał palcami włosy. – Mam władze nad ogniem. On nie może zrobić mi krzywdy, dlatego ta chimera mnie nie spopieliła. Sam też mogę przywołać ognień. Nie mówiłem ci, dlatego — zakończył. Dopiero po chwili dotarło do mnie, dlaczego. Zachowywałam się, jakby był trędowaty i trzymałam się z daleka. Nie miało już znaczenia, że mnie uratował. Nie powiedział mi i to stanowiło sedno sprawy. Zacisnęłam palce na notesie, którego krawędzie boleśnie wbijały mi się w skórę.
Nie mogłam. Nie potrafiłam na niego spojrzeć. Całe cierpienie, jakie wywołało spotkanie z chimerą powróciło. Gorzki smak porażki, że nie dałam rady, że spanikowałam. Nie potrafię się podnieść i iść dalej, zapominając i udając, że wszystko jest dobrze i nic takiego się nie stało. Pod tym względem byłam wrakiem, którego nikt nie może zreperować. Nawet złote ręce Leona.
Byłam beznadziejnym herosem. Byłam nieudolnym dzieckiem Demeter, która nie może opanować najprostszych czynności. Byłam beznadziejną przyjaciółką, bo odwracam się od niego, gdy tylko poznałam jego tajemnice.
Chciałam wstać i odejść. Tylko że... nie potrafiłam.
Nie wiedziałam, co czułam. Rozgoryczenie, przerażenie i strach czy ulgę, że ta sprawa się wyjaśniła i nie musiałam każdego dnia zastanawiać się, dlaczego nie spłoną żywcem.
Wiedziałam, że jeśli się teraz nie przełamie, będzie mnie to ścigało do końca życia. Będę wstawała rano ze strachem w duszy, a on sam w końcu mnie zniszczy. Tylko ta decyzja nadeszła zbyt szybko. Nigdy nie będę wolna.
Zacisnęłam wargi i zatrzymałam powietrze w płucach. Powoli, bardzo powoli, spojrzałam na niego. Jego opalona twarz była blada. Ciemne oczy, w których zazwyczaj tliło się szaleństwo i chęć zdobycia świata za pomocą maszyn, były przygaszone. Kąciki ust spuszczone w dół. Leo, który zawsze był tym wyluzowanym i sypał kiepskimi kawałami, był teraz spięty i poważny.
Podniosłam się i powoli zbliżyłam się. Ujrzałam iskierkę nadziei w jego oczach. Podniósł dłonie i ogień znów zamigotał. Opanowałam chęć ucieczki w najdalsze zakątki świata i wypuściłam powoli powietrze. Serce waliło mi o żebra, tak, że zaczęłam się obawiać, że zaraz się połamią. Zaczęłam wpatrywać się w ogień z niejaką fascynacją, dozą lęku i zachwytu.
Powoli, bardzo powoli, dotknęłam swoimi rękami jego palców. Były przyjemnie ciepłe, tak, jak pamiętałam. Nic się nie zmieniło. To był ten sam Leo, którego znałam. Tylko teraz był męskim odpowiednikiem czarodziejki W.I.T.C.H.
Uśmiechnęłam się blado, gdy napięcie opuściło moje ciało. Jednak byłam wolna.


Nie mam pojęcia, czy piosenka pasuje, ale jestem zdesperowana bo nie mogłam znaleźć odpowiedniej, a moje zasoby muzyczne co do soundtracków to Jasmine, Oh Wonder i Edek. Aktualnie słucham nowego ep Ariany. Święta!
Specjał już gotowy i czeka na 27 grudzień, by go opublikować. Nie chciałam tego robić przed 20 rozdziałem, bo wydarzenia się nieco odnoszą do niego. A więc piątek ostatni rozdział pierwszej części. Ale zleciało, co? Ale nie ma co się przejmować, bo następna część jest tak ekscytująca, a rozdziały tak długie, ze będziecie zadowoleni.
Do napisania xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis