sobota, 5 grudnia 2015

17


Kolejny piękny dzień. Zostało dwa tygodnie do zakończenia wakacji.
Mój domek był zagracony projektami. Katie i Miranda kłóciły się co do wystroju, ale w końcu, po długich naradach i "dyplomatycznych" negocjacjach, wystartowały. Ja nie brałam udziału. Musiałam mieć opanowanie zdolności dziecka Demeter, a wątpię żeby do nich zaliczało się plątanie pod nogami.
Leo — co było dla mnie nieco przerażające — skracał swój czas przeznaczony na pracę w Bunkrze 9 na rzecz mojej osoby. Siedzieliśmy więc w miejscu, gdzie najbardziej lubiłam przebywać, to znaczy na wzniesieni, skąd widać było zatokę, opierając się o drzewo i rozmawialiśmy. A ja od czasu do czasu skupiałam się na wyhodowaniu roślinki. Dzisiaj to akurat była Emily.
Próbowałam nakłonić Leona do założenia wianka mojego aktorstwa, ale jakoś mi nie szło. Chłopak uważał, że to uwłacza jego męskości. Gdy mu przypomniałam, że kiedyś już to zrobił, obraził się i nie odzywał się tak długo, jak mu na to pozwalało jego ADHD. Czyli jakieś pięć minut, co i tak było rekordem w jego wykonaniu.
Oddychałam głęboko, próbując się uspokoić i wyzwolić moc, która we mnie drzemie i nie chce się obudzić, kiedy odezwał się i wszystko poszło w diabli.
— Lubię jak to robisz.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego ze zmarszczonymi brwiami. Uśmiechnął się nieco.
— To to wszystko — wyjaśnił błyskotliwie. Wykonał bliżej nieokreślony gest lewą ręką, bo na prawej się opierał. — Skupiasz się i w ogóle, taka pełna nadziei, choć tyle razy się nie udało i zapewne tym razem się nie uda.
Pokazałam mu środkowy palec. To nie było zabawne. Rozumiałam — jako jedna z nielicznych — jego poczucie humoru, ale czasami powinien się zamknąć.
— Hej, tylko się nie obrażaj.
Napisałam odpowiedź w notatniku i podałam mu.
Czemu ludzie nie mogą zostać aresztowani za to, że są irytujący?
Zmrużył oczy.
— To jakaś aluzja do mnie?
Tak.
Położył mi rękę na mojej dłoni. Jak zwykle była przyjemnie ciepła.
— Ej, ja w ciebie wierzę, mała. Nie poddawaj się. Łatwo przychodzi wiara w to, czego się pragnie.
Uniosłam brwi.

Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób.

— Wiara nie potrzebuje dla siebie żadnego ma­terial­ne­go potwierdzenia.
Serio, Leo? Zamierzasz się bić cytatami? To nie skończy się dobrze. Czytam więcej książek w ciągu miesiąca niż ty w ciągu całego roku.
— To nie było miłe, mała.
Nie starałam się być miła.
Wbiłam wzrok w horyzont. Powoli miałam dość. Zastanawiałam się, czy gdybym teraz wyjechała z Obozu Herosów, opuściła to miejsce, choć stało się dla mnie czymś ważnym, czy mogłabym żyć dalej tak jak kiedyś? Czy potwory nadal by mnie mijały, nadal nie widziałabym przez Mgłę, nie bała się, czy jutro będę żywa czy też nie? Czy mogłabym opuścić to miejsce i nadal wierzyć w jednego Boga, czy mogłabym zapomnieć o tym, że moją matką jest starożytna bogini... Mogłabym myśleć tak jak tata : że odeszła i zostawiła nas na zawsze. To byłoby prostsze. Czy sama mogłam nałożyć Mgłę na swoje oczy, sprawiając, by ten cały świat zniknął? Ile razy stawałam przed Wielkim Domem z notatnikiem w ręce, gotowa oznajmić Chejronowi, że chce odejść i być niczego nieświadoma, tak jak dawniej. Nie chciałam mieć tego życia. Jest okropne.
Wtedy poczułam dotyk jego palców na skórze mojej dłoni.
— Spróbuj jeszcze raz. Dla mnie. Ostatni raz.
Przed oczami stanęły mi teraz te dobre strony. Chód wody z jeziora, kiedy wypadłam z kajaku i spanikowałam, a więc Percy  wskoczył do jeziora, by mnie uratować, a potem śmiał się tak bardzo, że rozbolał go brzuch. Wzrok Annabeth, kiedy potknęłam się przed Domkiem Ateny, niosąc stertę książek, którą chciałam oddać. Smak pianek pieczonych na ognisku i dziwne śpiewy autorstwa Domku Apollina. Tą dziką radość, kiedy udało mi się trafić w sam środek tarczy na treningu łucznictwa. Te wszystkie wariactwa, które wyprawialiśmy z Leonem, tyko po to, żeby dokuczyć Juliet. Jak wychodziłam cała w smarze z Bunkra 9, jak łączyliśmy nietypowe jedzenie i próbowaliśmy, jak smakują. Jak zabierał mi pierścionek i prowokował do walki, co zawsze  kończyło się siniakami, guzami  i  zadrapaniami. To uczucie, w jaki sposób mnie łaskotał, gdy się załamywałam niepowodzeniami, i kazał mi przysięgać, że spróbuje znowu, i znowu i znowu...
Ciepło jego dłoni napełniło mnie jakąś nieznaną siłą. Dziwny ucisk w okolicy żołądka zamienił się w ciepłe uczucie, które rozlało się po całym ciele aż po czubki palców. Miałam zaciśnięte gardło, kiedy ciężko westchnęłam. A potem otworzyłam oczy i twardo w myślach rozkazałam:
Rośnij.
Ziemia pękła. Szybko wystrzeliła z niej łodyga, która urosła w oczach, zrobiła się zielona i wyprostowała się. A potem pojawił się maleńki guzek na jej końcu, który powiększył się i pękł. Ze środka wypadły pomięte czerwone płatki, które natychmiast się wyprostowały i utworzyły kielich.
Mak.
Patrzyłam ogłupiała na niego. A potem przeniosłam wzrok na Leona, który podniósł się z pozycji półleżącej. On też był tak zdezorientowany jak ja, ale udało mu się wydusić z siebie:
— Udało ci się. Cholera, Mackenzie, zrobiłaś to.
Zrzuciłam mu się w ramiona. Zaskoczony, zaczął się śmiać. Oczy zaczęły mnie piec, ale nie powstrzymałam tego. Rozpłakałam się z radości, wylewając dwa miesiące stresu, paniki i smutku razem ze łzami. Ramiona chłopaka otoczyły mnie. Poczułam zapach smaru, dymu i czegoś jeszcze. Uśmiechnęłam się i dopiero po długiej chwili oderwałam się od niego.
— Idiotko, czemu płaczesz, ciesz się! — wrzasnął. — Pora oznajmić to światu.
Wstaliśmy i otrzepaliśmy się z trawy. Czułam rozpierająca mnie energię, zmysły mi się wyostrzyły. Puściłam się biegiem w dół zbocza, czując, że teraz wszystko powinno się wyjaśnić i ułożyć.
Jednak przez jedną sekundę poczułam niepokój, niewyjaśniony strach, przypominając sobie barwę i rodzaj kwiatu. To uczucie miało wyjaśnić się dopiero kilka miesięcy później, ale na razie byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem.

No i co? Mackeznie i Leo idą oblewać sukces!
Zostało 19 dni do świąt, czujecie to?
Jestem naprawdę podekscytowana drugą częścią, non stop gadam o niej wszystkim, którzy nie mają pojęcia o czym mówię. I nie słuchają. A ja skacze jak najęta, zachwycam się Leosiem i prawie sikam ze szczęścia.
Taki morał z rozdziału: miejcie nadzieje, bo nadzieja to połowa sukcesu.

3 komentarze:

  1. Okej, to mój pierwszy komentarz tutaj, więc ostrzegam, że czasami mogę być bez ładu i składu, bo zazwyczaj takie pisze.
    Po pierwsze: Kocham Leosia <3 Jest taki słodki wobec Mackenzie i ta ich relacja jest po prostu piękna <3 Błagam powiedz, że oni będą razem bo nie wytrzymam.
    Myślałam ostatnio nad snem Mackenzie i ogólnie nad całokształtem tajemnicy opowiadania i idk czy jestem chociaż blisko prawdy, ale wpadłam na pewną teorię. Chociaż nie powiem jej tutaj, bo jeszcze będzie, że to jest głupie i niemożliwe.
    W każdym razie nie mogę się doczekać kolejnego <3 Świetnie piszesz!
    Pozdrawiam,
    Absailer

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE BYŁOBY ZABAWY GDYBY NIE BYŁO TAJEMNICY.
      Co do II części będą publikowane wskazówki i zagadki.... TEŻ UWIELBIAM LEONCIA I KENZ WYSZLI MI PRAWDA? Co do tych dwoje... Ich relacja stanie się na pewno bliższa i Mackenzie będzie się o Leona bardzo troszczyła, choć wszyscy będą uważali, że jest na odwrót. Ta część jest takim słodkim lizaczkiem, byście pokochali tą dwójkę dogryzającą sobie wzajemnie, ale bardzo sobie bliską. Prawdziwa akcja toczy się dopiero w drugiej części, kiedy fabuła będzie zaplątana i wątki będą się łączyły w całość. Jest na co czekać :)
      Piszę, jakbym była niewiadomą jaką pisarką, hah.
      Hej, ważne że komentujesz, nieważne jak!

      Kocham prawie tak samo jak Mackenzie swoją roślinkę,
      Justineee xxx

      Usuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis