piątek, 20 listopada 2015

15


Leo wytrzymał równy tydzień. Zaskoczył mnie. Myślałam, że jego postanowienie będzie obowiązywać przez dwie godziny, a on dzielnie bazgrał w swoim notesie przez siedem dni.
Skupiałam się na wyjątkowo upartej grudce ziemi, gdzie zakopałam nasionko, gdy chłopak rzucił notatnikiem.
— Nie wytrzymam dłużej — oznajmił. — Jak ty to znosisz?
Chwyciłam za długopis i odpisałam mu.
Nie mam innego wyboru, ale nie narzekam.
— I co, to jest jedyny sposób? Jak gadasz ze znajomymi, to też ciągle piszecie?
Uśmiechnęłam się promiennie. To zastępowało mi śmiech.
Nie, no co ty. Pisanie jest główną formą porozumienia się z osobami z "zewnątrz". Są przecież inne sposoby komunikowania się.
Chwilę gapił się w kartkę, jakby o czymś myślał, po czym zapytał:
— Na przykład?
Język migowy.
— Potrafisz?
Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam gestem "Oczywiście". Niewiele osób zna język migowy. Znaczna większość to ludzie, którzy nie słyszą. Mój tato potrafi i to perfekcyjnie. Zaczął się uczyć razem ze mną. Ogólnie to mój okres dzieciństwa był dla niego niezwykle ciężki. W sumie to nie dziwię mu się.
— Przeliterujesz moje imię?
Ustawiłam palce tak, aby tworzyły literkę L. Następnie wszystkie  cztery palce utworzyły "daszek" nad kciukiem. Mi to bardziej przypomina dzióbek, jeśli mam być szczera. Potem tak, by kciuk i pozostałe palce stykały się, tworząc kółko. To było O. 
— A teraz "Mackenzie" — poprosił.
Przewróciłam oczami i spełniłam prośbę. Jeszcze chwilę bawiliśmy się w ten sposób, że on prosił o słowo lub gest, a ja go wykonywałam. Potem go uczyłam, jak jest dziękuje, proszę, szpital i parę innych słówek, których i tak nie zapamięta.
— A jak jest " kocham cię"?
Bez wahania wyciągnęłam otwartą dłoń i zgięłam środkowy i serdeczny palec. Leo zmarszczył brwi.
— A tak czasem nie jest Rock n Roll?
Pokręciłam głową i zgięłam kciuk do środka, kładąc go na pozostałych palcach. Po czym wróciłam do poprzedniego znaku. Leo wykonał go identycznie i wyszczerzył się. A potem nagle posmutniał.
Patrzyłam na tą zmianę zaszokowana. Chłopak wpatrywał się w horyzont, jakby mnie w ogóle przy nim nie było.
Pomachałam mu ręka przed oczyma. Zamrugał parę razy, otrząsając się ze wspomnień. Uniosłam jedną brew do góry.
— Przepraszam — powiedział. — Po prostu myślałem. Ten gest... — Tu pokazał "kocham cię" — ... mi o czymś przypomniał. I chyba na coś wpadłem.
Zagryzł dolną wargę i zmarszczył brwi. Po chwili sięgnął po notatnik, który wcześniej rzucił i wyjął długopis ze swojego pasa na narzędzia.
— Znasz alfabet Morse'a?
Pokręciłam przecząco głową. Słyszałam o nim, ale jakoś mało mnie to interesowało. W dzisiejszych czasach nikt go nie używa.
— Mama mnie nauczyła, jak byłem mały. Komunikowaliśmy się tak, zanim... Dobra, nieważne. Może to byłoby nieco szybsze? Mógłbym cię nauczyć.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Chłopak coś wystukał na okładce.
— To było "kocham cię". Spróbuj powtórzyć.
Siedzieliśmy, aż bezbłędnie wyklepałam te dwa małe słówka. Gdy w końcu mi się udało, Leo uśmiechnął się i powiedział:
— Ja ciebie też, mała.


Rozdział (znowu) wcześniej, bo za sześć godzin jadę do Częstochowy na Jasną Górę razem z parafią i rodziną, wiec nie będę miała jak go dodać. Smutacie, że wcześniej, right? I przepraszam za poprzedni tydzień. Miał się na wattpadzie pojawić punktualnie, bo siostra OBIECAŁA, że doda, bo ja byłam cały weekend na imprezie u Gabrysi (urodzinowej, której dedykowałam poprzedni rozdział) i nie miałam jak dodać.
Naprawdę chce takiego Leonka w prawdziwym życiu. I żeby mówił do mnie "mała". Jejku, to takie urocze ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis