sobota, 14 listopada 2015

14


Dobra, przyznaje. Przy fajerwerkach domku Hefajstosa te śmiertelników były okropne nudne. Nie miałam pojęcia jak to zrobili, ale patrzyłam na statek płynący po niebie.
Wszyscy skakali, obejmowali się i rozmawiali. Spostrzegłam kilka nowych twarzy i domyśliłam się, że są to herosi z Obozu Jupiter. Piper przytulała się do wysokiego blondyna w okularach. Leo żartował z kolejną parą — chłopcem o azjatyckich rysach i dziewczyną z ciemną skórą z pięknymi, kręconymi włosami.
Co do mnie, ten kawałek plaży był wyjątkowo wygodny i piaszczysty. W sam raz dla mnie.
Przysiadł się do mnie chłopiec o jasnych włosach i niebieskich oczach. Był jednym z dzieci Hermesa, którego nieraz spotykałam na łucznictwie. Miał trzynaście lat.
— Chcesz?
Wyciągnął w moją stronę batonik. Chwyciłam go z zachwytem. W Obozie Herosów nie podawano przekąsek ze świata śmiertelników. Jasne, na talerzach pojawiało się to, co chcesz, ale nie smakowało tak samo. A to była prawdziwa bomba kaloryczna, oblana czekoladą i niezdrowa. Będę żałować, bo już była późna godzina i cukier zapewne pójdzie mi w biodra. Ale nie dbałam o to. Otworzyłam batonik i wgryzłam się w niego. Słodka czekolada uderzyła mi do głowy.
Nagle zatęskniłam za domem. Za życiem, gdzie nic mi nie groziło, gdzie miałam znajomych takich, jak ja. Za tatą. Zawsze ten dzień spędzaliśmy razem.
Nagle batonik przestał mi aż tak smakować.
— Zaraz się porzygam — mruknął Sam, rzucając krzywe spojrzenie na obściskujące się pary. Wystawiłam do niego pięść. Przybiliśmy żółwika i oglądaliśmy dalej przygody Odyseusza, podgryzając batoniki.


Siedzieliśmy w cieniu drzew. Starałam się sprawić, by rośliny urosły za sprawą moich myśli, ale jakoś mi nie szło. Nie żeby było to dla mnie jakąś niespodzianką. Przyzwyczaiłam się już do tego, ale nie traciłam woli walki. W końcu stwierdziłam, że potrzebuje przerwy, więc dyskutowaliśmy. Wtedy Leo zadał pytanie, całkowicie odbiegające od tematu.
— Nie chciałabyś pisać na czymś bardziej nowoczesnym?
Zamrugałam, zbita z tropu.
Co proszę?
— No bo chodzi mi o to, że jak piszesz, to zajmuje ci to okropnie dużo czasu. Mógłbym coś wymyślić. No nie wiem, może coś takiego na rękę, co byś wystukiwała słowa i mówiłoby? Widziałem coś takiego w filmach.
To chyba byłoby ciężkie.
— Niekoniecznie... Gdybym to zrobił z jakiegoś lekkiego materiału, może nawet nie metalu... Bo laptopy i telefony odpadają. I jeśli dałoby się tą rękawicę odpowiednio zaprogramować, to...
Leo pogrążył się w planach, a ja nie miałam serca mu przerywać. Chwyciłam za notes i zaczęłam pisać. Nawet nie zauważył tego, że nie słucham. Namiętnie rozwodził się nad rodzajem śrubek, kiedy skończyłam. Chwilę poczekałam, ale jakoś nie zbierało się na to, że wkrótce skończy. Niezniecierpliwiona położyłam mu palec na ustach.
To wyrwało go z transu, w jakim się znalazł. Miał ciepłe usta. Spojrzał na mnie zaskoczony i zaczął zezować na mój palec. Uśmiechnęłam się szeroko, zabrałam go i podałam mu notatnik.
Leo, ja tego wszystkiego nie potrzebuje.
— No ale... — zaczął, a ja postukałam w kartkę. Czytał dalej.
Fakt, byłoby szybciej, wygodniej i tak dalej. Proponowano mi to wiele razy. Tylko że ja nie chce. Mam w sobie jakąś taką blokadę. Te całe pisanie jest takie trochę romantyczne magiczne. Pisałam od kiedy pamiętam. Jakby mi to teraz odebrano, to tak jakby straciłabym samą siebie. Może kiedyś. Ale na razie pisanie w notatniku mi nie przeszkadza.
— Romantyczne, co? — Uśmiechnął się krzywo, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Mogłam skreślić to tak, żeby się nie doczytał — Dobra, w takim razie się pobawimy.
Nie miałam pojęcia o czym on mówi, póki nie wyjął ze swojego pasa małego, czerwonego notatnika i długopis. Gdy zaczęliśmy pisać, musiałam zagryźć mocno wargę, żeby powstrzymać łzy napływające do oczu.

Rozdział dedykuje Gabrysi, która w czwartek obchodziła urodzinki. Sto lat moja księżniczko!
To wszystko jest jak:
Wy: OMFG Leo zaprosi Mackenzie na randkowisko, to będzie słodkie aw
Ja: nah, lol.

1 komentarz:

  1. Strasznie krótki. Jeszcze nie zdążyłam się wczytać a już koniec... No, ale wracając do tematu rozdziału. Świetnie piszesz, bo widać w tym taką lekkość... ;)
    Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis