piątek, 6 listopada 2015

13



Otwieranie butelki wody umysłem byłoby zdecydowanie łatwiejsze.
Gapiłam się w doniczkę wypełnioną ziemią i nasionkami roślin. Gapiłam się i wytężałam umysł, wrzeszcząc w myślach " Rośnijcie, wy małe cholery!". Na nic to się jednak nie zdało.
Siedziałam w Bunkrze 9 razem z Leonem, który biegał jak opętany, przeklinał i kazał nie dotykać swoich super cennych projektów swojemu rodzeństwu. Jutro miało być Święto Niepodległości i jak co roku Domek Hefajstosa przygotowywał pokaz fajerwerków. I zabrali się za pracę dopiero dziś. Gdy Piper spytała Leona, jak idzie mu z fajerwerkami, mruknął "Ups." I tyle go widzieli.
Ja, po krótkim treningu nadzorowanym przez Annabeth, musiałam powrócić do "przełamania się" i gapienia w kawałek ziemi. W końcu stwierdziłam, że to na nic i zabrałam swoją doniczkę na spacer.
Oparłam swoje nogi na skrzyni, uprzednio sprawdzając, czy nie ma na niej napisu "nie dotykać". Zauważyłam tylko czerwony napis "niebezpieczne" więc uznałam, że mogę zaryzykować i gdy nikt nie patrzył, rozłożyłam się wygodnie, nie zważając na innych. Wodziłam oczami za ludźmi, po raz pierwszy widząc tak ogromną liczbę pomocników w tym miejscu. W całym pomieszczeniu rozlegały się dźwięki stukania młotków, podgwizdywań i utwór autorstwa The Beatles. Mgliście go kojarzyłam. To chyba było "With a little help from my friends".
— Podaj mi śrubokręt, mała — mruknął Leo, pojawiając się znikąd. Wzięłam w dłonie zimny przyrząd, wyciągając rękę w jego stronę. — Nie nudzi ci się?
Wzruszyłam ramionami. Było mi obojętne. Chłód pomieszczenia spowodował, że chciało mi się spać. Leo chwycił mnie za rękę, a ja mało nie zleciałam z krzesła, gdy pociągnął mnie za sobą.
— Wiesz, na czym polega Święto Niepodległości śmiertelników, nie? — spytał, a ja kiwnęłam powoli głową. — Ekstra, połowę sukcesu mamy za sobą. Tutaj nie zadowalamy się jakimiś zwykłymi czerwono-biało-niebieskimi fajerwerkami. To nuda.
Poczułam się nieco dotknięta. Ja tam lubiłam nudne czerwono-biało-niebieskie fajerwerki. Zawsze chodziliśmy z tatą na festyn, a potem wcinaliśmy lody i cukierki.
— Pomijając to, że to największe randkowisko w całym roku, a ja co roku jestem sam, ale ja tak tylko mówię, bo to nieistotne, zawsze robimy efekt wow z fajerwerkami. To niby jest tajemnica ale ufam, że nikomu nie powiesz. W tym roku będzie motyw przewodni Odyseusza. Będzie fajnie. Szkoda, że dali mi tak mało czasu.
— Miałeś na to dwa miesiące, debilu — mruknęła Hannah, targając wielką skrzynie. Leo rzucił jej mordercze spojrzenie.
To właśnie w nim lubiłam. Jakiś tydzień temu, Juliet coś mi opowiadała, po czym dorzuciła " Tylko nikomu nie mów". W tym samym momencie zdała sobie sprawę z  własnych słów. "Przepraszam, nie miałam tego na myśli".
A on nawet nie zwrócić na to uwagi. Uśmiechnęłam się pod nosem. Leo, myśląc, że to do niego, odwzajemnił gest.


Wracałam z doniczką. Słońce chyliło się ku zachodowi, a ja truchtałam z moim przyjacielem. Nazwałam go Steve. Kiedyś wyrośnie na pięknego kwiatuszka, a ja będę z niego dumna. Kiedyś. Na razie Steve jest nieśmiały.
Tak tłumaczyłam sobie to, że jestem beznadziejna.
Przed domem stała Juliet z nieznajomą mi dziewczyna o czarnych włosach. Odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie ciemnymi, brązowymi oczyma.
— Och, jesteś wreszcie! — odezwała się na mój widok Juliet. Spostrzegła doniczkę w moich rękach, ale nie powiedziała ani słowa. — Poznaj Katie Gardner, naszą grupową. Jej siostra, Miranda, jest już w środku. 
Jestem pewna, że słyszałam jej imię rzucone parę razy przez moich młodszych braci w stronę Juliet. Coś w stylu "Katie nie jest taką psychopatką jak ty!". Grunt to dobre relacje w rodzinie, nie?
— Ty pewnie jesteś Mackenzie — powiedziała dziewczyna. Miała miły i ciepły głos. Potrząsnęłam jej ręką. — Miło mi. Szkoda, że nie mogłam cię powitać osobiście, ale przyjazd nieco się opóźnił.
Uśmiechnęłam się, co miało wyrażać : "Jasne, nie ma sprawy." Mam nadzieje, że nikt nie opowiadał jej, jak prawie dwa razy mnie wykończono. I że coś mnie "blokuje". Ale chyba Annabeth tą ostatnią rzecz utrzyma w sekrecie. Prawda?
Katie odwróciła się w stronę domku.
— Przydałby się nowy wystrój. Mam dość tej trawy  na dachu.

Niespodzianka! Rozdział wcześniej o jeden dzień, bo będę jutro na weselu ( wcale mi się to nie uśmiecha) i nie będę miała jak go dodać na wattpadzie, więc... Chyba nikt się nie obrazi.
Pochwalę Wam się bo sama na razie w to nie wierzę. Dziś zostałam w domu ( trochę Justysia jest chorowita) i Ania mi SMS wysłała, ze dostałam się na II etap Olimpiady Hotelarskiem. Jak to przeczytałam to sie popłakałam z szoku. Rozumiecie to ludzie? Będę jedną z dwóch reprezentantów szkoły na etapie okręgowym! Tam byli trzecioklasiści i czwartoklasiści a dostałam się ja ( i jeszcze ktoś doesn't matter) a ja praktycznie robię wszystko na wyczucie i intuicje! Mama mi gratulowała, ja do taty zadzwoniłam i mu się w słuchawkę popłakałam a on " Głupia, powinnaś się cieszyć a nie płakać? Czemu płaczesz?" a ja "Nie wiem"... Nawet teraz mam łzy w oczach, bo po raz pierwszy w życiu dostałam się dalej, brałam udział w tylu konkursach i nic nie wypaliło a poszłam na żywca ( dowiedziałam się w  ten sam dzień co pisałam). To jest po prostu...
Dobra, coś nie o mnie: Ktooo ma ochotę iść z Leonem na największe randowisko??
Trzymajcie się moje pyszczki xxx

1 komentarz:

  1. Rozdział świetny. Uwielbiam Leo... ale mogłoby być więcej par. Nie czytałam dalej więc może potem pojawią się częściej postacie. :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis