sobota, 10 października 2015

9



Wieczorem było ognisko. Odmówiłam wzięcia w nim udziału, choć dziewczyny się upierały. W końcu nie wytrzymałam tych jęków i próśb i posłałam im miażdżące spojrzenie. Dały sobie spokój.
Wzięłam długi, gorący prysznic. Umyłam włosy. Ubrałam na siebie jedną z pożyczonych z domku Afrodyty koszul nocnych, których miały pod dostatkiem i opatuliłam się szczelnie szlafrokiem. W całym domku czuć było kokosowym żelem pod prysznic. Wślizgnęłam się pod kołdrę z jednym egzemplarzem porywającej powieści. Był to mity greckie i rzymskie, które obiecałam, że przeczytam. W sumie to nie miałam wyboru, jeśli chciałam przeżyć dłużej niż tydzień.
Przekopałam się właśnie przez historię Herkulesa i usiłowałam nie zasnąć, gdy ktoś zapukał do drzwi. Zmarszczyłam brwi. Nikt z domku Demeter by nie pukał, tylko wszedł. I wszyscy są na ognisku, pieką pianki i kiełbaski. I świetnie się bawią.
Wyśliznęłam się spod kołdry. Ciepło, które nagromadziło się podczas mojego wylegiwania, uleciało. Ale wiąż chciało mi się spać, co przypomniało mi o rankach, gdy chcąc nie chcą musiałam wstać do szkoły. Poprawiłam szlafrok i otworzyłam drzwi.
— Cześć, mogę wejść? — spytał Leo. Zlustrowałam go wzrokiem. W ręku trzymał małą paczuszkę, szczelnie zapakowaną — Hej, mała, nie obczajaj mnie, tylko zaproś do środka.
Zmarszczyłam nos i wpuściłam go do domku. Poczułam się bardzo niekomfortowo w mokrych włosach, samej cienkiej koszuli nocnej i puchatym szlafroku. Mógł mnie uprzedzić. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam notatnik.
Czemu nie jesteś na ognisku razem ze wszystkimi?
— Panowała tam dość chłodna atmosfera. Łapiesz? — Jeden z jego kącików ust uniósł się do góry. Ja za to uniosłam brwi. — Przyniosłem ci coś.
Podał mi paczuszkę. Gdy ją odbierałam, musnęłam jego palce. Próbowałam się nie skrzywić, gdy w mojej głowie odezwał się piskliwy głosik "On powinien się spalić!". Ściągnęłam ozdobny papier i na mojej otwartej dłoni pojawiło się pudełko. Na biżuterię. Wstrzymałam oddech i je otworzyłam. W środku znajdował się złoty pierścionek ze srebrnym kamieniem.
Skoro on przynosi mi biżuterie, to oznacza jedno.
Leo, gdzie jest mój miecz?
 Uśmiechnął się. No nie! Ja go zabije. Prawdopodobnie zniszczył moją broń a teraz przynosi mi coś takiego, żeby mu wybaczyła.
— Włóż go na palec — odpowiedział na pytanie. Wyciągnęłam pierścionek z pudełka i wsunęłam na serdeczny palec. Obręcz dopasowała się idealnie do mojego rozmiaru. Pierścień był cholernie piękny, ale wolałabym odzyskać swój miecz.
— Teraz naciśnij kamień — polecił chłopak. Zrobiłam to. W jednym oka mgnieniu trzymałam w dłoni to, co Leo ode mnie pożyczył. Gapiłam się oszołomiona, po czym zdałam sobie sprawę, że mam otwarte usta. S Spojrzałam na Leona, który uśmiechał się dumnie i pomachał mi rękoma przed twarzą.
— Pamiętasz? Ręce cudotwórcy. Teraz znów naciśnij kamyk.
Miecz znów skurczył się do rozmiarów pierścionka. Wsunęłam go na palec.
 Leo, dziękuje, nie wiem co powiedzieć...
— To była prawdziwa przyjemność. Możemy teraz normalnie rozmawiać? — Kiwnęłam głową. Nadal będę utrzymywała dystans, bo ten facet przecież miał spłonąć. Usiedliśmy na moim łóżku, ja dość sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, a on rozłożył się, jakby był w domu. — Opowiedz, jak dałaś sobie radę przez te całe siedemnaście lat? I jak się tu dostałaś?
Zagryzłam wargę, po czym kiwnęłam powoli. Nie miałam najmniejszej ochoty się dzielić się z kimś moim życiem, ale jednak Leo skonstruował dla mnie ten pierścionek. Byłam mu coś winna.
Moja dłoń śmigała po papierze, uwieczniając historię, a on mi się przyglądał. Mokre włosy opadły mi na twarz, ale ich nie odgarniałam. Po chwili nawet dyskomfort spowodowany obecnością chłopaka przestał się liczyć. Zatopiłam się w wspomnieniach.
Wyrwałam kartkę i podałam ją chłopakowi. Notatnika potrzebowałam, gdyby zadawał pytania w trakcie. A znałam go na tyle długo, że wiedziałam że to nastąpi.
Mieszkam razem z tatą. Codziennie, żeby dostać się do szkoły, muszę przejeżdżać przez Manhattan. Od kiedy pamiętam. Zrobiłam prawo jazdy, więc mogłam zrezygnować z autobusów, co było wybawieniem. Wracałam dość późno po zajęciach, już było ciemno, gdy sobie przypomniałam, że zapomniałam czegoś kupić. Zatrzymałam się przy markecie, wzięłam co trzeba i wróciłam do auta. Okropnie chciało mi się spać. Chyba się zgubiłam, bo w ogóle nie kojarzyłam okolicy. Musiałam źle skręcić albo coś. Straciłam czujność i coś wybiegło na ulicę. Skręciłam i wpadłam w rów. Rozcięłam sobie skórę na brwią i nie widziałam nic prócz krwi. Gdy wydostałam się z auta, coś zaczęło się podkradać w moją stronę. Chwyciło mnie za nogawkę i rozdarło spodnie. Kopnęłam to w łeb i zaczęłam uciekać. Co jakiś czas to mnie dopadało, a potem było ich więcej i więcej... Nie pamiętam dokładnie, jak się tu dostałam. Ale jak zrobiłam jeden z kroków, te stwory walnęły w barierę i nie mogły mi zrobić krzywdy. Doczołgałam się jakość do Wielkiego Domu i tam mnie znaleźli. Obudziłam się poskładana w całość :)
            Ku mojemu zdziwieniu Leo nie zadał ani jednego pytania. Jego usta poruszały się gdy czytał tekst.


— Wow — mruknął. — I co, przez całe życie nic nie dręczyło, żadne potwory, nic, kompletnie nic?
Pokiwałam głową. Nie przypominałam sobie żadnych dziwnych sytuacji. Może tata jakieś pamiętał z czasów, gdy byłam mała. Ale chyba nigdy nie przejawiałam żadnych niepokojących oznak, prócz dysleksji i ADHD. Gdy próbowałam coś wymyślić, nawet jakiś żart, którym kiedyś mnie uraczył, chłopak zmienił temat, całkowicie mnie dezorientując.
— Mogę cię jeszcze o coś spytać? — odezwał się po chwili zamyślenia. — Dlaczego nie poszłaś na ognisko?
Ciepło opuściło moje ciało, ręce zaczęły się pocić. Znów poczułam kwas w ustach, oczami wyobraźni ujrzałam potwora, który brał powietrze w swoje płuca, by zadać ostateczny cios.
Po tym, co stało się ostatnio... Boję się ognia.
Gapił się w kartkę przez dobrą minutę. Po czym odchrząknął i oddał mi notatnik.
— Musze już iść — powiedział, unikając kontaktu wzrokowego. — Twoje rodzeństwo zaraz przyjdzie i pewnie będą myśleć, że nie wiadomo co robiliśmy.
Zmarszczyłam brwi i zanim dążyłam zapytać go, co ma na myśli, wyszedł.


Nie mogłam zasnąć ponownie, gdy przyśnił mi się ogień i czerwony mak. Standard. Zimne powietrze omiatało moją sylwetkę, a ja skuliłam się  podciągnęłam nogi bliżej siebie. Siedziałam na schodkach do Domku 4 i gapiłam się w niebo. Coś się zmieniło. Prawie niewidoczna zmiana, ale i tak ją wyczułam. Znałam doskonale swój umysł, swoje ciało.
Coś się zmieniło we mnie. Pytanie tylko co?

1 komentarz:

  1. Leo nie odchodź! Ej, ale nie będzie tak, że on będzie jej unikał, nie? Zastanawia mnie o co chodzi z tym czerwonym makiem...
    Czekam na więcej i życzę Ci dużooo weny
    ~Scaarey

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis