sobota, 3 października 2015

8


— Co za tupet — mruknęła Juliet. Prawie setny raz złorzeczyła na Leona, a ja leżałam na swoim łóżku ze wzrokiem wbitym w sufit. — Czemu on się tak ciebie uczepił...
Przymknęła oczy. Znów kręciło mi się w głowie, ale teraz przynajmniej nie byłam się zielona na twarzy. Robię postępy.
Moja przybrana siostra krzątała się, zbierając brudne ubrania braci z podłogi. Zazwyczaj nie posuwała się do takich sposobów — jako zastępcza grupowa domku, najzwyczajniej brała ich za uszy i kazała sprzątać, choćby krwawili z otwartej rany.
Sama zastanawiałam się czemu on się tak mnie uczepił. Nie było we mnie nic szczególnego. W byciem półbogiem też byłam beznadziejna. Skoro nie potrafię sprawić, by głupi kwiatek wystrzelił z małego nasionka, to jak ja sobie poradzę, gdy jakiś potwór mnie zaatakuje? Już dałam pokaz swojej siły — prawie zostałam spalona i zamordowana przez zmutowanego lwa. I to na terenie obozu, gdzie powinnam być bezpieczna, bo bariera...
Zmarszczyłam brwi. Juliet właśnie krzyknęła, że go zabije. Nie byłam pewna, czy chodzi o Leona czy o któregoś z moich braci. Skoro magiczna bariera sprawiała, że żaden potwór nie był wstanie się przez nią przedrzeć, sprawiając, że Obóz Herosów był jednym z dwóch miejsc, gdzie półbogowie czuli się bezpieczni, to jak, na Styks, ta cholerna chimera znalazła się w lesie?
Wspomnienie ognia zdominowało mój umysł. Mimowolnie potarłam ramię, gdzie jeszcze wczoraj widniał blady ślad po oparzeniu. Jedno przeżycie sprawiło, że bałam się ognia. Nie mogłam przebywać blisko niego, mimo tego, że dawał ciepło. Wspomnienia wymykały się wtedy spod kontroli.
Nigdy. Więcej. Ognia.



Miecz błyszczał w słońcu, a ja opierałam się o drzewo. Moje dłonie same pracowały. Umysł potrzebował zajęcia, na którym musiałam się skupić w samotności i nie wyglądać na kogoś, kto stara zachować się wszelki dystans do każdego. Potrzebowałam tego. Zazwyczaj otaczała mnie całkowita cisza, szczególnie w szkole. To była jedna z tych placówek dla nastolatków mających problemy z mową, słuchem lub wzrokiem. Było mnóstwo osób takich jak ja. Przynajmniej ta myśl podtrzymywała mnie na duchu. Nie jestem sama.
Teraz się okazało, że jednak jestem, bo do mojej szkoły nie uczęszczał żaden heros.
Zerwałam kolejny kwiatek i dodałam go do wianka. Uspokajało mnie to. Kończyłam już drugi, a pierwszy leżał obok mnie. Plecy mnie zaczynały boleć, ale nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Kofeina krążyła moimi żyłam poprzez wypicie dwóch kaw rano, a jednak czułam się senna. Ta cholerna monotonia, która...
— Cześć mała, mogę się dołączyć?
Nawet nie zdążyłam kiwnąć głową, a Leo już rozkładał się na miękkiej trawie. Wziął skończony wianek i zaczął go obracać w palcach.
— Odstresowujesz się? — spytał, a ja kiwnęłam głową, ignorując to, że takie słowo nawet nie istniało — Czy po prostu od wszystkich uciekasz?
Zerwałam jeszcze jeden kwiatek, nieco gwałtowniej. Co mu było do tego?
— Nawet zbrzydło ci rozmawianie ze mną — westchnął — Juliet wysysa z ciebie całą radość z życia?
Spiorunowałam go wzrokiem. Uśmiechał się bezczelnie, a na głowę założył mój wianek. Biel stokrotek kontrastowała z jego ciemnymi włosami.
— Dobra, nie bulwersuj się tak, przepraszam. — Jego ton głosu nie brzmiał tak, jakby żałował. — Nadal ci nie idzie ze wskrzeszaniem kwiatków?
Pokręciłam głową. Nadal nie szło mi najlepiej i ani razu się nie udało. Moje kwiatki pozostawały martwe, zagrzebane kilka centymetrów pod ziemią w postaci nasionka. Leo wziął mój miecz i wyważył go sobie w dłoni.
— Mogę go pożyczyć? — spytał, przyglądając się szlachetnemu kamieniowi w rękojeści. Zrobiłam wielkie oczy. — Ej, spokojnie mała, nie zamierzam go zabrać, tylko nieco udoskonalić. Jest nieco nieporęczny — odparł, po czym pomachał swoimi dłońmi przed moja twarzą. — Widzisz te ręce? Potrafią zdziałać cuda. Tylko mi zaufaj.
Zagryzłam wargę. Przywiązałam się do tego miecza. Uratował mi w końcu życie, co jest dziwne, bo nie potrafię się nim posługiwać. Nie chciałabym go stracić tylko dlatego, że dziecku Hefajstosa nie udał się eksperyment.
Ale i tak kiwnęłam głową. Leo porwał moją broń i pognał do swojej pracowni z wiankiem stokrotek na głowie.
Nie miałam serca mu tego uświadomić.


No to kto chce Leosia w wianku ze stokrotek na głowie?

1 komentarz:

  1. Leo z wiankiem na głowie...
    To zbyt piękne aby było prawdziwe. Serio.
    Rozdział jak zwykle świetny.
    Pozdrawiam, weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis