sobota, 24 października 2015

11



Grzebałam w ziemi, co moim paznokciom się nie podobało.
Siedziałam w ogródku przy domku Demeter i pieliłam. Dość prymitywne zajęcie, ale uspokajało. To pozwalało mi nie patrzeć, jak moje rodzeństwo ćwiczy ze sobą walkę. Jak wielkie korzenie oplatają nogi przeciwnika, jak upada a potem odwdzięcza się z nawiązką. Nawet inni herosi, nie spod czwórki, przychodzili popatrzeć i dopingować swoich ulubieńców. A ja babrałam się w ziemi.
Czemu nie potrafię wyhodować zmutowanej rośliny?
Podrapałam się po policzku, zostawiając na niej błotnistą smugę. Coś było nie tak, tylko nie potrafiłam odnaleźć dziurki od klucza. Gdybym to zrobiła, znalazłabym rozwiązanie.
Brakowało mi muzyki. Brakowało mi głosu Ed'a Sheeran'a, Birdy, Lany Del Rey, Elliott'a Smith'a... Wszystkich wykonawców, których słuchałam, jeżdżąc samochodem, spacerując, zasypiając... Brakowało mi internetu i kontaktu ze znajomymi. Brakowało mi taty, choć zapewnili mnie, że go poinformują a Mgła zrobi swoje. Brakowało mi elektryczności. Aparatu, bym mogła uwiecznić to, co widywałam teraz każdego ranka. Brakowało mi smaku parzonej kawy i lodów, które zazwyczaj jadałam na mieście, gdy wychodziłam z książką, by poczytać.
Nie mogłam przywyknąć do życia herosa. Bez elektryczności. Na łonie natury. W ciągłym przerażeniu, że chimera jednak mnie znajdzie i dokończy to, co zaczęła.
Ugryzienie na łydce było teraz dwoma różowymi punkcikami, jakby przed chwilą oderwałam za wcześnie strupa.
Przerażenie zostało.
Całe życie mieszkałam w mieście, które w samo w sobie nie było bezpieczne. Na ulicach wałęsali się bezdomni, błagając o grosze bogatych biznesmenów. Tu przepych łączył się z ubóstwem. I nagle zostaje wcięta z tego świata i przyklejona byle jak na zdjęciu Obozu Herosów. To nie było miłe. To było przerażające. Zwłaszcza, jeżeli nigdy nie okazywałam znaków, że mam jakieś boskie zdolności. Percy mógł wstrzymać oddech na wiele minut i rozmawiać z rybami. Annabeth śmiertelnie bała się pająków i była od zawsze uzdolniona w zakresie architektury. Nawet dzieciom Demeter jakoś się powodziło — ich roślinki wzrastały szybciej, a maleństwa myślały, że to przez szczęście.
Nawet we własnej specjalnej szkole czułam, że coś ze mną nie tak. Że odstaje. Gdybym tylko chciała...
Pokręciłam głową. Nie, to niedorzeczne. Irytujący kosmyk włosów wypadł mi z francuza i opadł na twarz. Wyrwałam upartego chwasta i wrzuciłam go do koszyka obok.
Tego się nie da wyrwać i pozbyć. To nie jest roślina.


Unikałam ognisk i po każdej kolacji wracałam do domu, żeby trochę postudiować mity. Ale nie mogłam ominąć większość obowiązków i wątpliwych dla mnie przyjemności.
Z góry wam mówię — nienawidzę siatkówki. Nienawidzę sportu. Nie nadaje się do tego. W moim mózgu czai się zakodowana myśl — i tak nie odbijesz. I wiecie co? Zazwyczaj tak jest. Odkąd w trzeciej klasie dostałam piłką nożną w twarz i byłam zamroczona przez następne kilka minut, zniechęciłam się do dyscyplin sportowych. No może badminton był wyjątkiem, choć gdybym się bardzo postarała, wybiłabym sobie zęby. 
Tak więc siedziałam wśród rozemocjonowanego tłumu, który wrzeszczał i wyzywał." Jak mogłeś tego nie odbić, idioto!?", " Co za palant!", "Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam". I jeszcze jedno brzydkie określenie o grze, którego nie będę przytaczać. I tak te trzy cytaty są złagodzone.
Leo usiadł obok mnie i spytał:
— Naprawdę cię to ciekawi?
Spojrzałam na niego znudzona. Moja mina mówiła sama za siebie. Leo wyszczerzył się i machnął ręką, po czym wstał. Rzuciłam szybkie spojrzenie na Juliet, która właśnie odbierała piłkę.
— Za jakieś pół godziny zrobi się ciekawiej, więc wrócimy — oznajmił Leo. — A teraz chce ci coś pokazać.
Wszystko lepsze byle nie siatkówka. Ruszyliśmy w drogę. Leo gwizdał pod nosem, a ja rzucałam na niego ukradkowe spojrzenia. O co mu chodziło? Nadal nie potrafiłam go rozgryźć.
Nagle mnie olśniło. W jego towarzystwie czułam się tak... swobodnie. Niewielu było takich ludzi w obozie. Percy w końcu się przełamał, choć głównie spędzaliśmy czas na treningach. Już nie traktował mnie tak, jakby była ze szkła. Annabeth tak samo, choć nadal raczyła mnie  ukradkowymi spojrzeniami, których nie mogłam ni jak odczytać. W swoim domku nie czułam się tak swobodnie — każdy uważał, by nie stała mi się krzywda, a to nasiliło się po wpadce z chimerą.
Sprawa miała się zupełnie inaczej w przypadku Leona. Nie potrafiłam zrozumieć intencji tego chłopaka. To nie był flirt. Znałam się na tym. Jego sylwetka ciała, jego ton głosu... Nie, to nie było to. Znam się na flircie. Jak się jest siedemnastolatką w wielkim mieście, nieraz zaczepiają cię na ulicy, gwiżdżą albo trąbią na ciebie jak przechodzisz. Mężczyźni są wtedy tacy specyficzni. Nawet gdy robią to twoi znajomi. Wtedy nie wiesz, czy masz uciec, trzasnąć ich w twarz czy się przyłączyć. Nie, to nie był flirt. Może czuł się winny? A możne to była zwykła uprzejmość i chciał mieć po prostu nową koleżankę.
Rozluźniłam się. Czemu zawsze przyjmuje jeden z tych ciemnych scenariuszy? On po prostu był miły.
Gdy doszliśmy do lasu, stanęłam jak wryta. Siatkówka miała jednego poważnego przeciwnika — las. Tu hodowane był potwory, na których uczyliśmy się walki. Więc chyba zawrócę i ucieknę. Z godnością, oczywiście.
Leo stanął i spojrzał na mnie zdziwiony. Zacisnęłam rękę na pierścionku, a diament wbijał mi się w skórę. Chyba znów zrobiłam się zielona.
— Och... — westchnął Leo, gdy poskładał wszystkie elementy w całość. — Nie martw się, tam gdzie idziemy, nie ma potworów. Ufasz mi?
Wyciągnął rękę. Mój bezimienny przyjaciel zapiszczał w głowie "On powinien się spalić!". Dopiero teraz do mnie dotarło, że głos brzmi niepokojąco podobnie do Juliet. Podniosłam głowę i wymijając chłopaka, ruszyłam do lasu. Wkrótce znów Leo wysunął się na prowadzenie i razem kroczyliśmy dobrze wydeptaną ścieżką.
Doszliśmy do nagiej, wapiennej ściany. I co? To wszystko? Ciągnął mnie taki kawał, żebym zobaczyła kawałek bardzo ładnej skały?
Chłopak wyszczerzył się i przyłożył swoją dłoń do ściany. Zapłonęły na niej ogniste linie. Z fascynacją przyglądałam się, jak łączą się i powstaje zarys wielkiej bramy. Ciemnowłosy pchnął drzwi.
— Panie przodem.
Weszłam do wielkiego pomieszczenia. Pierwszy w oczy rzucał się bałagan. Sama nie byłam zbytnią fanką fanatycznej czystości, bo lubiłam siedzieć otoczona swoimi rzeczami, ale tu był po prostu syf. Ale on zaraz spadł na drugi plan. Mnóstwo stołów ciągnęło się w ciemność, nawet gdy wysiliłam wzrok nie byłam w stanie dostrzec ich końca. Mnóstwo maszyn, które widziałam pierwszy raz w życiu. Był tam też rydwan domku Hefajstosa, który widziałam wczoraj na wyścigach. Miał uszkodzone koło, bo domek Demeter przywołał wyjątkowo paskudną roślinę, która owinęła się wokół pojazdu i uniemożliwiła mu zwycięstwo. Na środku hali wysiał wieki magiczny ekran, był jednak wyłączony.
Zaniemówiłam. Dosłownie wrosłam w ziemię, nie będąc w stanie się ruszyć.
— Witaj w Bunkrze 9.

1 komentarz:

  1. Czy dobrze mi się wydaję, że ona jest córką Hadesa albo Persefony? To odstawanie od reszty i brak mocy na to wskazują
    Już się nie mogę doczekać co Leo odwali w Bunkrze 9 XD
    Czekam na więcej i życzę weny
    ~Scaarey

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis