sobota, 17 października 2015

10



Leo przyglądał mi się z daleka, ale ja udawałam, że go nie widzę. Po prostu nie podnosiłam głowy, choć kątem oka widziałam jego sylwetkę. To działo się dłuższą chwilę. Albo zerkał i gdy go na tym przyłapywałam, nie odwracał wzroku tylko mi machał, albo gapił się bezczelnie a wtedy ja nie reagowałam. Poza tym nie miałam czasu i inne sprawy były ważniejsze. Znów siedziałam i znów ćwiczyłam. Zaczynałam poważnie się martwić. Po tylu dniach powinno przynajmniej widać jakiś efekt. Byłam beznadziejnym rolnikiem.
W końcu podszedł i usiadł naprzeciw mnie. Wysilił się na uśmiech.
— Siemka, mała.
Uśmiechnęłam się najlepiej jak potrafiłam. Już nawet nie przeszkadzało mi, że nazywał mnie "mała". Przeszkadzała mi tylko jedna rzecz, która znajdowała się we mnie. Niech ten głupi kwiatek w końcu się pojawi.
— Ej, nie załamuj się — powiedział. — Wiem, że już ci to mówiłem tysiąc razy, ale w końcu się uda. To nie jest maszyna, że przewidzisz, jak się zachowa.
Wyciągnął kilka zabawek z pasa, który zawsze nosił przy sobie i zaczął się nieświadomie nimi bawić. Nie byłam pewna, czy jest tego świadomy. Jego ręce "cudotwórcy" żyły własnym życiem i najwyraźniej też miały ADHD. Westchnął ciężko.
— Dlatego tak czasami jest. Życie, uczucia, przyroda... To nie jest zaprogramowana maszyna. Niestety. Kwiatki, drzewka i tak dalej —gdyby dało to się jakoś zmodyfikować, żeby zrobiły to co chcemy i kiedy chcemy, byłoby prościej.
Wyciągnęłam notatnik. Cieszyłam się, że będę mogła z kimś dziś pogadać. Nie było nawet dziesiątej, a moje  zajęcia zaczynają się dopiero o jedenastej, więc przyszłam tu ćwiczyć. Uciekając od Juliet, od wzroku rodzeństwa wyczekujących na to, bym w końcu zmusiła rośliny do kiełkowania. To była najprostsza cecha dzieci Demeter. A ja tego nie potrafiłam. Diament w moim pierścionku błyszczał dumnie w blasku słońca, kiedy pisałam na kartce papieru.
Okej, zgadzam się z niektórymi słowami, ale nie z tym o przyrodzie.
— Nie? — powiedział. — Oświeć mnie w takim razie, panienko agricultor.
Zmarszczyłam nos. Nie znam hiszpańskiego. Mam nadzieje, że mnie nie obraził, bo inaczej dostałby po mordzie.
Musisz popatrzeć na to w inny sposób. W zasadzie, to przyroda jest takim wielkim mechanizmem. Zaprogramowana, żeby co roku robić do samo. W jesieni zasypiać, zimę przespać, we wiosnę się obudzić a w lecie żyć. Wszystko jest tak samo. Tak samo rośną wszystkie róże, tulipany, kwiatki, drzewka i tak dalej. Wszystko działa w przyrodzie, Leo. To ja jestem zepsuta. I chyba nie umiesz naprawiać ludzi.
Dałam mu czas, aby przeczytał.
— Nie, nie potrafię. Ale mogę spróbować. — Uniosłam brwi w geście zapytania. — Żartuje, mała. Ale ty nie jesteś zepsuta. Tylko nienaoliwiona. A co do przyrody... Hm, maszyny się nie psują tak szybko. Jeśli kwiatek nie dostanie wody, to zwiędnie.
Prychnęłam.
To tak, jakbyś klął na samochód za to, że nie jedzie, a ma pusty bak.
— Hej, zeszliśmy z tematu! — upomniał mnie. — Mówiliśmy o tym, że jesteś beznadziejna.
Dzięki za przypomnienie, Leo.




Był piękny dzień. Biegałam, bawiłam się, żartowałam, śmiałam... Czułam się tak całkowicie inna. Beztroska. Jakbym nie była sobą.
No bo faktycznie nią nie byłam. Byłam ubrana w grecką suknie, zupełnie nie przypominająca prześcieradeł, którymi opasywali się uczniowie, gdy odgrywali scenki z mitów greckich. Włosy luźno spadały mi na ramiona, stopy miałam bose a w rękach pełno kwiatów. Zbierałam je na łące, gotowa później usiąść w cieniu i pleść z nich wianek. Brakowało mi tu jednak czegoś. Wielkiego efektu halo.
I nagle wśród małych stokrotek wyrósł narcyz. Zaparło mi dech w piersiach. Takiego pięknego jeszcze w życiu nie widziałam. Jego kolory wydawały się tak żywe, a jednocześnie tak delikatne, jakby...
Zagryzłam wargę. Nie wolno mi było. Matka zakazała.
Ale ona ciągle taka jest. Nie rób tego, nie rób tamtego. Zwiąż włosy. Zjedź całą owsiankę. Nie siedź za długo w promieniach słonecznych.
Zdecydowanym ruchem zerwałam kwiat. Cale życie mi przecież nie będzie mówić, co mam robić, bo jej...
Ziemia pod moimi stopami zadrżała. Zachwiałam się.
A potem spostrzegłam ruch. Krzyknęłam, ale ktoś zasłonił mi usta dłonią. A potem ciemność.
Obudziłam się zalana potem, z kwasowym posmakiem w ustach. Odruchowo chwyciłam za palec serdeczny prawej ręki. Pierścień był. Odetchnęłam z ulga. To tylko sen. Przedawkowałam kawę i mity przed spaniem.
Tylko sen.


Zaczynam być podekscytowana, bo wkraczamy w rozdziały, które będą bardzo ważne w następnej części. I właśnie to taki rozdział. Ogólnie w pierwszej części są takie detale, tutaj nic nie znaczące, a w drugiej części to będzie podstawa. I pojawi się spojler, co będzie w drugiej części, choć wątpię, by ktoś zgadł. Wiedzą o tym moje siostry, bo przygotowałam się dość skrupulatnie do następnej części. A one mi pomagały.
Wiecie, że jesteśmy w połowie części? Skończy się ona pod koniec grudnia, potem specjał świąteczny, dwa miesiące przerwy i jedziemy z kolejnymi rozdziałami, o wiele ekscytującymi! No dobra, zaczynam pisać 8 rozdział 2 części i szczerze? Sama nie wiem co się tam dzieje i nie mam jak to wyjaśniać. Ah, i pojawi się Nico! Którego nie ma w tej części, ef.
Oh i od 12 rozdziału pojawi się coś baardzo ważnego i od tego momentu rozdziały będę powiązane.
I chciałabym podziękować za 1k wyświetleń! Jestem wdzięczna za wszystkie pozytywne komentarze, którymi mnie raczycie. No nie wiem co powiedzieć.
Do następnego xxx
PAMIĘTAJCIE O KOMENTARZACH  ♥

1 komentarz:

  1. Dopiero zaczęłam czytać, ale i tak podoba mi się pomysł. Szkoda tylko, że takie krótkie te rozdziały... :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis