sobota, 19 września 2015

6


Skradałam się najciszej jak potrafiłam, jednak było to trudne biorąc pod uwagę konary, na których się potykałam i gałęzie, walące w moja tarczę.
Hełm nie był moim ulubionym nakryciem głowy, teraz to wiedziałam.
Serce tłukło mi się w piersi. Rozkazałam mu się zamknąć i uspokoić, bo bałam się, że rozwali mi żebra. Nie posłuchało.
Słyszałam mój zespół, który znikł mi z oczu. Miałam osłaniać tyły. Przed potworami i innymi półbogami. Percy zrobił to naumyślnie, ale nie chciałam się kłócić. Nie byłam jeszcze gotowa. A w tyłach nic minie groziło, taką miałam przynajmniej nadzieje.
Coś złamało gałąź za mą. Odwróciłam się szybko, wyciągając złoty miecz przed sobą. Zwilżyłam wargi językiem i próbowałam przełknąć ślinę, ale miałam całkowicie wysuszone w ustach . Tak, jakbym próbowała przełknąć piasek.
Na początku nie spostrzegłem niczego. A potem pojawił się zloty błysk wśród liści.
Nie miałam nawet czasu, by sięgnąć po gwizdek.
Zwierze skoczyło. Zasłoniłam się tarcza, gdy jego długie pazury próbowały wbić się w moje ciało. Siła uderzenia zwaliła mnie z nóg. Mój umysł gorączkowo przeszukiwał nazwy potworów, których znałam tak mało. W końcu dopasowałam odpowiednią.
Chimera.
Miała głowę lwa ze złotą grzywą, a gdy ja potrząsnęła kropelki krwi rozbryzgały się dookoła. Kozia sierść pokrywała jej tułowie, skąd wyrastała druga głowa zwierzęcia. Przednie łapy miała lwie, z długimi, ostrymi pazurami, natomiast tynie były kozie. Zamiast ogona wyrastał jej wielki, czarny wąż z kłami ociekającymi jadem. Na obrazku była jakaś milsza.
Znów zaatakowała, ale byłam szybsza i przetoczyłam się w lewo, tocząc się ze wzgórza. Poczułam promieniujący ból w nadgarstku, w dłoni z tarczą. Na szczęście nie zgubiłam miecza. Wstrzymałam łzy i wstałam, sięgając po gwizdek.
Zniknął.
Ogarną mnie paraliżujący strach. Jeśli nie wezwę Percy'ego, jeśli ktoś mnie nie znajdzie, to chimera mnie zabije. Nie chciałam polec z pazurów zmutowanego Aslana.
Potwór w mgnieniu oka znalazł się obok mnie. Zasłoniłam się tarczą i sama zaatakowałam. Ostrze miecza zraniło ją w przednią łapę. Z pionowego rozcięcia zaczęła sączyć się krew. Potwór zawył wściekły.
Ogarnął mnie jakiś dziwny chłód. Wszystko zwolniło – dosłownie. Jakby powietrze zgęstniało, a ja sama poruszała się o wiele szybciej. Mogłam się przypatrzeć mięśniom drgającym na plecach potwora. Tętno zwolniło. W uszach przestało mi szumieć, a ból w nadgarstku zelżał.
I wtedy wąż włączył się do akcji. Rozpraszał mnie, gdy starałam się skupić na głowie lwa. Koza tak samo – próbowała mnie kąsać, nadziać na swoje rogi. Jej zęby były ostre jak igiełki. Chimera skakała wokół mnie, męcząc i bawiąc się jakbym była myszką, a ona kotkiem. Jakimś cudem udało mi się przeżyć pierwsze pięć minut. W pewnym momencie nie zareagowałam dostatecznie szybko. Pazury chlasnęły moje ramię, pozostawiając cztery głębokie zadrapania, z których zaczęła płynąć krew. Całą siła woli zmusiłam się do zapomnienia i zahamowania promieniującego bólu. Ścisnęłam mocniej miecz, który był zaskakująco chłodny w mojej spoconej i – o dziwo – gorącej dłoni. Skupiłam się na głowie węża. Miał jadowitą truciznę, od której umierało się w dość bolesny sposób. Ale potwór jakby przeczuł, co zrobię. Przecież posiadał ludzką inteligencję. I zioną ogniem.
Skuliłam się za własną tarczą. Zaczęło robić się gorąco.  Tarcza i wzór na niej wyryty zaczęły się topić. Parzyła mnie w całe ramie i w uszkodzony nadgarstek. Jęknęłam z bólu, a nie często mi się to zdarza.
Koza musiała uderzyć swoimi rogami w topiąca się tarcze i przewróciłam się na plecy. Miecz wypadł mi z ręki, gdy próbowałam jakoś korzystnie upaść na ziemie. Hełm ześlizgnął się w głowy. Potwór stanął nade mną i napawał się tryumfem. Zaczęłam się cofać tyłem, łkając z bólu i bezradności. Panikowałam. Chód walki już opuścił moje ciało. Pozostał tylko ból, ten promieniujący, nie do zniesienia ból. Głowa węża wystrzeliła do przodu i jej długie kły zatopiły się w mojej łydce. Pisnęłam. Krew buchnęła z otworów, a moimi żyłam zaczęła płynąc trucizna, paląc każdy nerw. Moje ciało zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa. Chimera wzięła głęboki oddech, gotowa mnie przypiec i potem zjeść jak soczysty kawałek karkówki.
I wtedy rozległy się krzyki. Potwór skierował swój śmiertelny oddech na chłopca, który biegł na czele. I zionął ogniem wprost na Leona Valdez'a. Miałam prawie bez wiotkie ciało, musiałam patrzeć jak jeden z nielicznych ludzi traktujących mnie normalnie spala się żywcem, próbując mnie uratować. Załkałam jeszcze głośniej.
A potem poczułam w piersi gulę ulgi lub przerażenia, gdy spostrzegłam, że Leo stoi nietknięty przez ogień, który nawet nie osmalił mu zbroi. Ugodził mieczem chimerę w żółte oczy, gdy ta stała jak zamurowana, zastanawiając się czemu ten nędzny herosik się nie spalił. Zawyła przeraźliwie i uciekła w przeciwną stronę, zostawiając nas w spokoju.
— Za nią idioci, co się tak gapicie!? — Chłopak wskazał mieczem za bestią, a jego towarzysze ruszyli w ślad za chimerą. Leo został i do mnie podbiegł. Zamroczona czułam, jak szybko przeciął czymś moją tarcze i wyswobodził poparzoną rękę.
— Trzymaj się mała, tylko mi tu nie umieraj — mruknął, gdy podniósł mnie jak szmacianą lalkę i popędził w stronę obozu.


Wy małe pierdoły, nie komentujecie. Obrażam się na Was.
Mam naprawdę pracowite dni ( dobra, w tym tygodniu się opierniczałam, mogłam sobie na to pozwolić). Odpieprzyło mi coś i teraz moja nauczycielka z polskiego prowadzi mnie do ogólnopolskiego konkursu. Fajnie. A zapewniłam ją, że dobrze pisze i że temat jest mi znany. Za każdym razem, jak siadam i zaczynam pisać, czuję się, jakbym się rozbierała, bo temat jest bardziej intymny niż podejrzewałam. Chyba nie dorosłam, by wybaczyć ludziom.
Anyway, zaczęłam prace nad autorska książka. Nie żartuje. Pomysłów miałam mnóstwo, każdy beznadziejny, ale tym razem już się nie wycofam. Głównie dlatego, że mam już ponad piec osób, które mają ją przeczytać i ocenić. Co ja najlepszego wyprawiam?
Zostałam przewodniczącą klasy, zgarnęłam już parę szóstek i nie mam gustu jeśli mam się ubrać do szkoły. Poza tym jak dźwigam tą torbę / ten plecak, to czuje się, jakby mi ramiona ze stawów wypadały.
Staram się nie czuć rozgoryczenia, że tak wiele osób miało komentować i się zachwycać, bo zapewniało, ze będzie czytać, a jest tylko moja wierna grupka. Jak mówię, staram się, ale mi nie wychodzi.
Jestem szczera, ops.
Dobra, i tak Was kocham. Ten cholerny fandom jest zbyt zajebisty, by go nie kochać.

4 komentarze:

  1. Rozdział genialny.
    Na początku całej historii trochę ubolewałam nad tym, że jest to tak krótkie. Ale teraz jak czytam te rozdziały, to coraz bardziej się przekonuję do takiej długości. Szybko, łatwo się czyta. Czytelnik nie tonie w wielkim morzu treści.
    Ah, fandom, fandom. Kocham tą serię, tą postać, to wszystko. Kocham twoją historię. Mało dobrych blogasków o herosach *albo to ja jestem zbyt wybredna* ale akurat twoja historia bardzo mnie zaciekawiła. Leo taki kochany.
    Życzę powodzenia z tym konkursem ogólnopolskim. I powodzenia z książką.
    Miałam się zabrać za komentowanie już od pierwszego rozdziału, ale nie potrafię pisać komentarzy. No więc jeszcze raz napiszę, że rozdział jest genialny.
    Pozdrawiam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. No cześć; ) no w końcu tu jestem! Mycha nie przejmuj się, dasz radę! A wierzę w to bo talent masz wielki ; * czekam z niecierpliwością na twoje opowiadania i książkę. Nie poddawaj się mycha ♡♡ kckc

    OdpowiedzUsuń
  3. Leo bohater <3
    Dlaczego mi się wydaję, że Demeter, jednak się pomyliła? Jeszcze ta litość całego obozu. Zawsze mnie denerwują ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć, że osoba kaleka nie jest inna i, że nie trzeba jej inaczej traktować.
    Czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że z McKenzie będzie wszystko dobrze

    OdpowiedzUsuń
  4. omg w końcu znalazłam trochę czasu by przeczytać. WIEDZIAŁAM, ŻE COŚ SIĘ STANIE W TYM LESIE, HA! Mam nadzieję, że skutki nie będą aż tak poważne, jak mogą się wydawać...
    Co do książki, to pamiętaj - gdy zabraknie ci motywacji, jestem pierwszą osobą, by kopnąć cię w tyłek na zachętę (pomińmy fakt, że mieszkamy na dwóch, różnych końcach kraju, ok) - tak samo z konkursem. Dasz z wszystkim radę.

    Tęsknię
    Klaudia x

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są niezwykłą formą, która mnie motywuje i pozwala z Wami utrzymać kontakt. Za każdy dziękuje z całego serca.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis